W rekordowe 11 minut zebrali 4,4 mln zł na medyczną marihuanę. Rozmawiamy z prezesem CanPoland [WYWIAD]

- Rynek rozwija się dynamicznie, a Polska wciąż ma szansę wsiąść do tego pociągu i stać się liderem w sektorze medycznej marihuany nie tylko w Europie, ale też na świecie. Obecnie liderem jest Kanada, kraj mniejszy ludnościowo niż Polska. Nie ma powodu, żebyśmy nie byli wraz z nimi w światowej czołówce na tym rynku - ze Zbigniewem Pisarskim, założycielem i przewodniczącym rady nadzorczej CanPoland rozmawiał Kacper Kolibabski.

Kacper Kolibabski: Chciałbym pogratulować sukcesu, bo zebranie przeszło czterech milionów złotych w 11 minut to imponujący i niesamowity wynik. Pojawia się przy tym pytanie, skąd on się wziął, skąd w Polsce takie zainteresowanie branżą konopną?

Zbigniew Pisarki: Kilka rzeczy złożyło się na sukces naszej zbiórki. Po pierwsze na świecie jest już rozwinięty trend wzrostowy w sektorze konopnym. To wynika z polityki regulacyjnej, która została uzgodniona na poziomie ONZ około 10 lat temu, by rynek konopi uregulować, a nie zwalczać oraz by oddzielić to, co medyczne od tego, co może szkodzić. Taka filozofia przyjęta na poziomie międzynarodowym znajduje odzwierciedlenie na poszczególnych rynkach, takich jak Kanada czy USA, które mają zaawansowany poziom legalizacji i wprowadzenia do obrotu publicznego marihuany medycznej (MM), a w niektórych przypadkach także rekreacyjnej. Ta fala przychodzi do Europy, a w jej zachodniej części napłynęła już dość intensywnie. W Polsce proces popularyzacji MM przyspiesza od 2017 roku.

CanPoland S.A.4,4 mln zł na medyczną marihuanę zebrali w 11 minut. Nowy rekord

Dlaczego inwestorzy tak chętnie wchodzą w ten rynek?

Krajowi inwestorzy dostrzegając, że jest to obszar, który już się rozwinął na innych rynkach i ma historię stabilnego wzrostu, śledzą go również w Polsce. Do tej pory nie mieli wielu możliwości zainwestowania w podmioty o solidnej reputacji. W chwili obecnej na giełdzie jest kilka firm deklarujących chęć zaistnienia na rynku konopnym. Po analizie szybko się jednak okazuje, że te firmy jeszcze do niedawna zajmowały się czymś innym. Pytanie więc, czy skoro zmieniają dość często branże, czy w tej są też tylko na chwilę, czy jednak chcą zbudować poważny biznes oparty na fundamentach? Na tym tle, nieskromnie powiem, że jesteśmy firmą, która działa już niemal dwa lata - co na ten sektor jest wbrew pozorom dość długim czasem - i która pozyskała inwestora referencyjnego z grupy Pelion, czyli największego gracza na rynku ochrony zdrowia Polsce. Utworzyliśmy zależne od nas joint venture z kanadyjską spółką z branży konopnej. Ponadto uruchomiliśmy hurtownię farmaceutyczną oraz zakład produkcyjny i przepakownię na potrzeby importu równoległego. Na takich fundamentach po zainwestowaniu około siedmiu milionów złotych wygląda na to, że w oczach inwestorów spełniliśmy kryteria bycia podmiotem wiarygodnym. Niektórzy dostrzegają jako dodatkową szansę to, że jesteśmy w obrocie poza giełdowym. Bo gdy będziemy wchodzić na giełdę, a deklarujemy takie zamiary, to dla inwestorów może być to szansa na znaczące dyskonto. Mając na względzie jak są już wyceniane spółki giełdowe, które deklarują, że koncentrują się na branży konopnej, to można powiedzieć, że nasza wycena jest skromna.

Zdążyliście przez te dwa lata działalności zbudować sobie pozycję, w firmę zainwestowano siedem milionów złotych. Inwestorów na zbiórce było niemal 600. Czemu zdecydowaliście się na taką formę finansowania?

Było kilka powodów. Jeden jest taki, że jest to szybki sposób pozyskiwania kapitału. Mieliśmy do opowiedzenia inwestorom prawdziwą, a jednocześnie atrakcyjną historię, co przełożyło się na gotową ofertę. Nie musieliśmy specjalnie się zmieniać, udawać, obiecywać, bo mamy już konkretne osiągnięcia, mamy uzyskane konkretne zezwolenia, konkretne sprzedaże, obroty, partnerstwa. W związku z tym mieliśmy co pokazać. Crowdfunding dawał nam możliwość szybkiego i niespecjalnie sformalizowanego mechanizmu pozyskania kapitału. Gdybyśmy chcieli pozyskać te same pieniądze, np. od funduszu inwestycyjnego czy pojedynczego dużego inwestora, to wiązałoby się z szeregiem procesów jak due dilligence, negocjowanie umowy inwestycyjnej. To byłby długotrwały proces, przez który przechodziliśmy już dwukrotnie. Za każdym razem zabierało to kilka miesięcy do pół roku. Uznaliśmy, że crowdfunding to dużo szybszy i wygodniejszy dla nas sposób. W sytuacji nierównych parytetów, gdy firma negocjuje z dużą instytucją finansową, to ta instytucja często wymusza zapisy w umowach, które dla spółki mogą być ograniczające, czy utrudniające funkcjonowanie. W przypadku crowdfundingu takich negocjacji nie ma, co jest też wygodne. Jest to także okazja do opowiedzenia historii o firmie, o produkcie, okazja do wyedukowania rynku. Każdy z inwestorów jest więc dla nas partnerem w misji firmy, w rozwoju jej i całego sektora, bo staje się ambasadorem branży.

Jak oceniacie potencjał rynku w Polsce?

Firma Prohibition Partners wyceniła polski rynek konopny w perspektywie roku 2028 na poziomie 4,2 mld euro. My też szacujemy, że ten sektor będzie się dynamicznie rozwijał. Szacuje się, że w krajach z dojrzałym rynkiem medycznej marihuany, około 1 proc. populacji stosuje terapię kannabinoidami. Czyli w Polsce regularnie medyczną marihuaną będzie z czasem leczyło się około 380 tys. osób.

MarihuanaLegalizacja dodałaby do budżetu tyle, co fundusz odbudowy UE

Wiele jednak będzie zależało od tego, jak firmy wchodzące na ten rynek będą prowadziły działania o charakterze edukacyjnym i informacyjnym. To wciąż wczesna faza rozwoju segmentu. Lekarze nie są jeszcze kształceni na uczelniach, w jaki sposób stosować terapię kannabinoidami, pacjenci nie mają się więc do kogo zwrócić. Farmaceuci nie wiedzą jak realizować recepty, jeśli lekarz już ją wypisze. To jest błędne koło, które musi zostać przełamane. Na rynku MM jest dwóch graczy, którzy mają zarejestrowane i wprowadzone do sprzedaży aptecznej produkty i oni pracują zapewne nad edukacją lekarzy oraz rynku. Tak samo my również prowadzimy i rozwijamy takie działania. Ten rynek będzie więc rósł w zależności od tego, jak dobrze wykonamy tę pracę edukacyjną. Rynek konopny w naszym medycznym segmencie jest już w Polsce uregulowany w sensie prawnym, a tym samym ryzyko dla inwestorów i dla nas jest umiarkowane, bo nie ma podstaw obawiać się, że obecne przepisy zostaną cofnięte. Regulacje będą raczej się liberalizowały, więc rynek będzie rósł. W kwietniu przewidziany jest tzw. pakiet konopny. Jedna z ustaw dot. legalizacji upraw konopi na medyczną marihuanę w Polsce. W tej chwili musimy kupować surowiec do produkcji za granicą.

Jak ważnym elementem strategii jest wspomniana przez pana edukacja i jakie działania w tej materii prowadzicie?

Jako firma farmaceutyczna nie możemy reklamować leków, o czym nie wszyscy wiedzą. Można podnosić jednak poziom wiedzy wśród lekarzy na temat skuteczności terapii kannabinoidami i na tym zamierzmy się skupiać. Komunikowaliśmy też, że planujemy zaangażować się w rozwój wyspecjalizowanych klinik w terapii medyczną marihuaną. Drugi obszar, w jakim możemy działać, to szeroko pojęta publicystyka na temat skuteczności konopi. Są specjalistyczne portale, gdzie zarówno pacjenci, jak i lekarze oraz farmaceuci szukają wiedzy na temat poszczególnych terapii. Artykuły piszą eksperci, którzy będą tworzyć jeszcze więcej treści.

Działacie w czterech obszarach: produkcja własnych produktów z medycznej marihuany, wytwarzanie na zlecenie produktów z medycznej marihuany (“private label”), transakcje obrotu medyczną marihuaną, przepakowywanie leków i suplementów diety. Czy wszystkie te działania są w Polsce legalne, czy niektóre może trzeba outsource'ować?

Wszystkie czynności wykonywane w Polsce robimy tylko w obszarach, które są w naszym kraju legalne. Jednakże niecały proces wytworzenia może się tutaj odbywać - uprawa konopi z dużą zawartością substancji psychoaktywnych (THC) nie jest możliwa w Polsce w świetle prawa. To jest duże ograniczenie, bo polski pacjent, kupując medyczną marihuanę, daje zarobić rolnikowi z Portugalii, czy Kanady, zamiast wspierać rodzimy rynek. Dlatego też w moim mniemaniu utrudniona jest procedura uzyskania refundacji na MM, bo te pieniądze nie wracają do polskiego podatnika. To będzie zdrowszy proces, gdy Skarb Państwa da możliwość zarobku polskiemu rolnikowi. Ponadto uprawa w Polsce zwiększy dostępność dla pacjentów. Jest to jednak obszar wciąż nieuregulowany.

Ponadto wykorzystanie w Polsce potencjału konopi w branży spożywczej przy obecnych przepisach nie jest w pełni możliwe. Wynika to z braku uchwalenia precyzyjnych regulacji, więc przedsiębiorcy chcący np. stosować w napojach substancje typu CBD - to jedna z substancji niepsychoaktywnych występujących w konopiach, a mających pozytywny wpływ na zdrowie człowieka - nie mogą dodać jej do napojów, czy do żywności. I to mimo tego, że UE wydała już dyrektywę, która stanowi, że taki proces może mieć miejsce. Ale nie ma jednak jeszcze racjonalnych ram prawnych w Polsce dających taką możliwość. Tym samym rodzimi przedsiębiorcy nie mogą aktywnie uczestniczyć w wytwarzaniu produktów konopnych. W innych krajach, gdzie jest to już uregulowane, ten sektor rośnie dynamiczne, a firmy te dokonują ekspansji na rynku międzynarodowym. Przez regulacyjne zaniechania polski przedsiębiorca nie ma szansy rywalizować za granicą. My jako kraj o dużych tradycjach rolniczych, nie mamy żadnego powodu, żeby nie uprawiać rośliny, która łatwo w naszym klimacie się rozwija, by następnie dostarczać ją polskim i międzynarodowym odbiorcom.

Dodajmy, że rośliny, która była z powodzeniem uprawnia w Polsce do lat 90. i z przemysłu wyparły ją dopiero syntetyczne zamienniki. Jeśli dojdzie, miejmy nadzieję już w kwietniu, do tego, że będzie można w Polsce uprawiać medyczną marihuanę, to czy CanPoland ma zamiar wejść w ten rynek?

Nie wykluczamy tego. Byłoby to naturalnym kierunkiem naszego rozwoju. Posiadamy dostęp do kanałów dystrybucyjnych i dobrze by było, gdybyśmy mieli także własny surowiec z upraw. W tej chwili musimy go importować. Dodam, że nasza spółka córka The Health Company Poland jest aktywna na polu uprawy konopi włóknistych. W ostatnim roku uprawialiśmy je na 15 hektarach. Zobaczymy też, czy uprawa będzie objęta jakimiś dodatkowy warunkami, bo w Niemczech, żeby uprawiać konopie medyczne, trzeba wybudować niemal bunkier. W innych krajach jest to dużo prostsze i mam nadzieję, że polski regulator dając możliwość uprawy, jednocześnie nie zamorduje tego sektora, bo dla nikogo to nie będzie korzystne.

CanPoland zajmuje się również przepakowywaniem leków. Na Facebooku można zauważyć, że co prawda polscy pacjenci nie narzekają na jakość Medycznej Marihuany z apteki, ale mają pewne zastrzeżenia. Chodzi na przykład o ilość suszu i to, że część z niego jest w formie miału, a nie zbitych kwiatostanów. Z czego to może wynikać? 

Muszę obronić naszych konkurentów, bo żadna firma farmaceutyczna, która chce na rynku istnieć, nie ma interesu, żeby zaniżać zawartość substancji czynnych w produkowanych przez siebie lekach. Przyłapanie na takiej niezgodności przez urząd nadzoru oznacza, że cała partia może zostać wycofana z rynku na koszt producenta. Nikt o zdrowym rozsądku więc tego nie zrobi, bo to się może wiązać z bankructwem firmy. Koszty wycofania i refundacji są po prostu olbrzymie. Nie ma więc raczej intencjonalnego zaniżania wartości.  

Trzeba jednak pamiętać, że mówimy o substancji biologicznej, która wraz z upływem czasu zmienia swój kształt. Ta sama roślina inaczej może się zachowywać w pierwszym, w piątym i dziesiątym miesiącu po zbiorze. Nikt nie podejmie ryzyka, żeby nie doważyć produktu. Mogę sobie jednak wyobrazić, że wraz z czasem, zwłaszcza po otwarciu, część substancji dosłownie wyparuje, bo z suszu wydostanie się wilgoć. Co do samej formy tego suszu, bo pacjenci narzekają na przesuszenie albo jego pokruszenie  - trzeba pamiętać, że aby substancja była stabilna, musi być pozbawiona niemal do maksimum wilgotności.  Tylko wtedy można się uchronić przed namnażaniem się grzybów i innych mikroorganizmów. To jest proces, któremu MM musi być poddawana, żeby unikać psucia się substancji. To charakterystyka tego produktu,  zazwyczaj jednak zachowuje on swoją jakość. Z punktu widzenia pacjenta i tak medyczna marihuana przed spaleniem czy procesem waporyzacji jest rozdrabniania, by zwiększyć powierzchnię podgrzewania, dzięki czemu wydziela się więcej substancji leczniczych. Więc to wysuszenie nie ma wpływu na jej skuteczność, to są co najwyżej względy estetyczne. Ktoś może narzekać na wygląd, ale takie są różnice między branżą medyczną a rekreacyjnym stosowaniem marihuany. W branży farmaceutycznej podczas transportu i przechowywania trzeba zachować jednak rygor technologiczny. 

Zobacz wideo Zandberg o marihuanie: Pierwszy krok, który powinniśmy zrobić, to depenalizacja

Skąd CanPoland sprowadza medyczną marihuanę? 

Podpisaliśmy nowe umowy i będziemy importować marihuanę z UE, Kanady i Afryki. Od ubiegłego roku handlujemy i obracamy medyczną marihuaną na rynku międzynarodowym, w Polce jednak jeszcze nie weszliśmy w rynek detaliczny. To wynika z kwestii prawnych, które tworzą sporo barier. Ale nie przeszkadza nam to być jednym z większych eksporterów medycznej marihuany. Spodziewamy się, że nasze produkty trafią do polskich aptek w trzecim kwartale tego roku.  

Czy nowe źródła medycznej marihuany w polskich aptekach wpłyną na jakość lub cenę medycznej marihuany? Bo wciąż jest to kosztowna i nierefundowana terapia. 

To prawda, medyczna marihuana nie należy do najtańszych surowców farmaceutycznych na rynku. Większym problemem jest jednak teraz dostępność, bo nawet pacjenci z receptą mają problemy ze znalezieniem apteki, gdzie kupią medyczną marihuanę. I to wynika w dużej mierze z tego, że nie można uprawiać jej w Polsce. Dostępność jest więc ograniczona, a dodatkowo jeszcze pandemia utrudnia transport produktu. Nie spodziewałbym się jednak, że cena drastycznie spadnie w najbliższych miesiącach, bo rynek wciąż nie jest nasycony. Natomiast rozpoczęcie działalności przez firmę taką jak nasza wiąże się z bardzo dużymi kosztami. Przedsiębiorstwa muszą więc najpierw uzyskać rentowność, żeby mogły potem obniżać ceny. Dopiero uprawy mogą się przyczynić do spadku cen medycznej marihuany.  

Pomijając kwestię upraw, kiedy możemy się spodziewać spadku kosztów leczenia medyczną marihuaną, biorąc pod uwagę, że firmy zaczną osiągać rentowność? 

Myślę, że w tym roku to nie nastąpi. To raczej perspektywa przyszłego roku, ale tak realnie pacjenci odczują to dopiero, gdy pojawią się pierwsze uprawy, które mam nadzieję, w tym roku zostaną zalegalizowane. Spodziewam się więc, że to przyszły rok może być przełomowy. Co ważne, pacjenci narzekają nie tylko na dostępność leku w aptekach, ale także na dostępność usług lekarskich, które pomogłoby im zastosować terapię kannabinoidailną. To też generuje nakłady, które firmy muszą ponosić na edukację i kształcenie. I to jeszcze trochę będzie trwało. Rynek rozwija się dynamicznie, a Polska wciąż ma szansę wsiąść do tego pociągu i stać się liderem w sektorze medycznej marihuany nie tylko w Europie, ale też na świecie. Obecnie liderem jest Kanada, kraj mniejszy ludnościowo niż Polska. Nie ma powodu, żebyśmy nie byli wraz z nimi w światowej czołówce na tym rynku.

Gdyby pojawiła się możliwość uprawy MM, na jaki duże spadki cen moglibyśmy liczyć? 

Trudno to prognozować, nie podejmę się zgadywania. Raczej to będą powolne procesy. Może być to podobnie jak z rynkiem paliw - czym innym jest rynek detaliczny, a czym inny hurtowy. W tym drugi ceny medycznej marihuany zaczęły już spadać, ale nie musi się to przekładać na cenę detaliczną. Bo branża się ciągle rozwija, toteż firmy ponoszą koszty inwestycji w nowe rynki i technologie. Praktycznie każdego miesiąca kolejny kraj wprowadza możliwość dystrybucji marihuany, czy to w celach medycznych, czy rekreacyjnych.  

W 2020 roku CanPoland planuje zarejestrować sześć produktów. Czego możemy się spodziewać? 

Będą to standaryzowane produkty - z dużą zawartością THC i niską CBD, z dużą zawartością CBD i niską THC oraz trzeci produkt, który będzie zbilansowany, gdzie ilość THC oraz CBD będzie podobna. Będą występowały w formie kwiatowej i olejowej, stąd sześć produktów. 

CanPoland zaprojektowało i kończy produkcje wyjątkowej w skali światowej, hybrydowej maszyny do wytwarzania medycznej marihuany. Czym się ona wyróżnia? 

Jest to ciąg technologiczny, w ramach którego na jednym urządzeniu można wytwarzać surowiec farmaceutyczny zarówno w formie kwiatów, jak i w formie olejów. To jest unikalne, ponieważ obecne na rynku maszyny mają rozdzielone te procesy technologiczne. Nasza maszyna łączy te dwie funkcjonalności. To linia z komponentami najwyżej światowej jakości i jesteśmy z niej dumni. Jej koncepcja i projekt zostały stworzone dzięki umiejętnościom polskich inżynierów. Maszyna daje nam kilka rzeczy. Po pierwsze szybkość - mowa o tysiącach opakowań na godzinę. Dodatkowo daje nam też powtarzalność, precyzję pakowania, a więc możliwość uniknięcia błędów, które zdarzają się ludziom. Nasza maszyna jest kolejnym argumentem, że Polska powinna aspirować do miejsca w światowej czołówce rynku konopnego. 

Więcej o: