Nowa rzeczywistość biznesowi się opłaca? "Łatwiej spotkać się online, niż jechać z drugiego końca świata" [WYWIAD]

Bartłomiej Pawlak
Czym jest zrównoważony rozwój i jak łączy się ze społeczną odpowiedzialnością biznesu? Jak dziś wygląda nasza biurowa rzeczywistość i na ile zmieniła ją pandemią? I czy kiedyś znów będziemy działać tak, jak dawniej? O tych i kilku innych kwestiach opowiedział nam Jakub Bierzyński, założyciel i prezes domu mediowego OMD.

Bartłomiej Pawlak, Next.Gazeta.pl: W ostatnich latach wiele firm podkreśla, że stara się działać w sposób zgodny z ideą zrównoważonego rozwoju. Czym pana zdaniem jest ta strategia i jak można ją realizować?

Jakub Bierzyński, OMD: Dla nas jest to o tyle trudna w realizacji strategia, że my jesteśmy firmą usługową i właściwie nie produkujemy nic materialnego. Nie możemy - tak, jak robią to firmy produkcyjne - zmienić receptury lub technologii produkcji, aby nasze "wyroby" były bardziej przyjazne środowisku. Nasz ślad węglowy - jako firmy zajmującej się pracą biurową - jest stosunkowo ograniczony i sprowadza się do ilości zużywanego prądu, wody, papieru oraz śmieci, które generujemy. Jest ich jednak stosunkowo niewiele, bo są to odpady typowo biurowe.

Pole manewru mamy zatem niewielkie, ale i tutaj od dawna staramy się prowadzić proekologiczną politykę. Segregację śmieci wprowadziliśmy już wiele lat temu i do dziś te śmieci starannie segregujemy. Jest to, rzecz jasna dość dużą uciążliwością, bo to oznacza, że nie ma koszy na śmieci przy wszystkich miejscach pracy. Z każdym odpadem trzeba wstać, pójść do miejsca, gdzie są ustawione kosze i zastanowić się, do którego z pojemników dany odpad wyrzucić.

Poza tym bardzo staramy się ograniczyć drukowanie i zużycie papieru. Pandemia zresztą bardzo nam w tym pomogła, bo przenieśliśmy niemal wszystkie prace biurowe odbywające się na papierze do sfery wirtualnej. W zasadzie nie przyjmujemy już i nie wystawiamy papierowych faktur. Niemal wszystkie są już w formie elektronicznej. Nie drukujemy też dokumentów do podpisu tylko podpisujemy je elektronicznie.

Od roku staramy się też namówić na to wszystkich naszych klientów. Przekonujemy ich, aby elektronicznie podpisywali te dokumenty i w większości się to udało. Tak więc odchodzimy bardzo mocno od papieru, a praca zdalna też wymusza pewne zachowania, bo ludzie nie mają drukarek i skanerów w domach, dlatego trudno jest im drukować, podpisywać i skanować dokumenty. To jest ta wielka zmiana, która nastąpiła w ciągu ostatniego roku.

Pandemia była tu czynnikiem kluczowym czy tylko pomogła szybciej się przestawić?

Zdecydowanie pomogła szybciej się przestawić, bo zmusiła do zmian naszych kontrahentów. My na tę rewolucję byliśmy gotowi już od dawna. Dokumenty elektroniczne są znacznie wygodniejsze i prościej się nimi zarządza. Te treści można importować, eksportować i nie trzeba podpisywać ich ręcznie.

Informacjami cyfrowymi obraca się zdecydowanie szybciej, wygodniej i bardziej efektywnie niż analogowymi. W jakiejkolwiek kwestii. To właśnie jest przyczyna, dla której jeszcze przed pandemią próbowaliśmy przekonać naszych kontrahentów do cyfryzacji tego aspektu. Niestety z różnymi skutkami.

Dlaczego?

Ponieważ nie było bezpośredniej presji, a gdy jej nie ma, ludzie nie lubią zmian. Tym bardziej nie lubią ich też korporacje. Dlatego więc szło to bardzo powoli i pandemia ten proces nieprawdopodobnie przyspieszyła, bo po prostu postawiła nas wszystkich w sytuacji bez wyjścia.

Albo zaakceptujemy elektroniczny sposób obiegu dokumentów, albo te dokumenty nie będą obiegały, bo nie będzie takiej możliwości. Dziś 90 proc. osób pracuje w domach, większość klientów też pracuje zdalnie. Przewożenie stosu dokumentów kurierami nie miałoby najmniejszego sensu. Tak więc pandemia bardzo przyspieszyła ten proces. Mogę powiedzieć, że w ciągu ostatniego roku dokonała się prawdziwa rewolucja. Myślę też, że już nigdy nie wrócimy do działalności biurowej, która oparta jest na papierze.

Z czego w pana firmie wynikała chęć działania zgodnie z ideą zrównoważonego rozwoju jeszcze przed pandemią?

Były i są do tego dwie motywacje. Pierwsza to chęć działania w sposób proekologiczny i odpowiedzialny za środowisko, w którym wszyscy funkcjonujemy. Jeżeli można temu środowisku szkodzić mniej, to zdecydowanie należy o to zadbać. To jest kwestia chociażby segregacji odpadów, która wydaje mi się zupełnie naturalna.

A druga kwestia jest już czysto ekonomiczna. To się po prostu opłaca. Tutaj kolejny przykład: zmiana działalności z papierowej na elektroniczną jest za wszech miar opłacalna, bo po pierwsze ani papier, ani drukarki i ich eksploatacja, ani obieg tego dokumentu nas nie kosztuje. A po trzecie - tak jak wspomniałem - przetwarzanie informacji w formie cyfrowej jest znacznie bardziej efektywne.

W jaki sposób?

Obieg cyfrowej informacji dzieje się szybciej, sprawniej i można go zautomatyzować tak, aby uniknąć w nim udziału człowieka. Jeżeli popatrzeć na to z punktu widzenia technologii obiegu informacji, to w zasadzie wszystkie dane, które są drukowane na papierze, są potem ręcznie przepisywane z powrotem do komputera.

Ten proces wygląda więc tak, że ktoś te informacje ma na komputerze, po czym przelewa je na papier, a potem my z tego papieru musimy ponownie wprowadzić je do komputera. Co więcej, robiąc to ręcznie nie da się uniknąć popełniania mnóstwa błędów. A zatem w tym procesie nie ma żadnej wartości dodanej, a ktoś może przy okazji zrobić błąd niewłaściwie przepisując cyferki.

Z naszego punktu widzenia, podczas prowadzenia działalności biurowej nie ma sprzeczności pomiędzy działaniem proekologicznym a proefektywnościowym. Wręcz przeciwnie, jedno i drugie idzie tu w parze.

Klienci pana firmy starają się działać zgodnie ze strategią zrównoważonego rozwoju usprawniając pewne procesy w swoich obszarach?

W zasadzie prawie wszystkie duże korporacje są zobowiązane do tego, aby opracować jakiś program zrównoważonego działania. W związku z tym to faktycznie się dzieje. Każde z przedsiębiorstw - ze względu na różną specyfikę pracy - ma innego rodzaju wyzwania.

To jest problem bardzo popularny, podobnie jak wiele lat temu w dyskusji między klientami, a usługodawcami głośna była kwestia polityki korporacyjnej, antykorupcyjnej lub antydyskryminacyjnej. Nasi klienci zobowiązują nas do pewnych praktyk, które oni uważają za etyczne w biznesie. Teraz wydaje się, że takim priorytetem są działania proekologiczne.

Mam wrażenie, że my będziemy w tym kierunku zmierzać w ogóle jako gospodarka, bo nie możemy w dalszym ciągu bezmyślnie niszczyć naszej planety.

Takie firmy widzą potrzebę komunikowania podejścia proekologicznego w przekazie marketingowym?

Oczywiście, że tak. Proszę zobaczyć ile kampanii tego rodzaju tworzy chociażby McDonald’s. On wprost mówi o tym w swoim przekazie marketingowym. Na dodatek już kilka lat temu zmienił logo z żółtego na zielone, co jest symbolem przejścia na proekologiczną politykę całej korporacji.

Wynika to po części z faktu, że działań proekologicznych od firm oczekują klienci?

Powiedziałbym, że jest to takie samonapędzające się koło. Jeśli firmy edukują swoich klientów w tym zakresie, tworzą pewnego rodzaju wymagania lub oczekiwania, to klienci te wymagania będą także formułować wobec innych przedsiębiorstw. Jest to zatem taki mechanizm, który działa w dwie strony: i od klienta do firmy i od firmy do klienta.

W jaki sposób zrównoważony rozwój w biznesie powiązany jest z koncepcją społecznej odpowiedzialności biznesu?

Jest bardzo ściśle powiązany. Wyobrażam sobie, że zrównoważony rozwój jest elementem społecznej odpowiedzialności biznesu. Niejedynym, bo oczywiście szerzej myślimy o tej społecznej odpowiedzialności i realizujemy bardzo dużo akcji prospołecznych, charytatywnych czy wspierających różne środowiska. To jest bardzo szeroki temat, jednak na pewno w tym mieści się właśnie zrównoważony rozwój i działania proekologiczne.

W ramach jednej z takich kampanii CSR-owej [CSR - corporate social responsibility, czyli społeczna odpowiedzialność biznesu - przyp. red] - która powstała zresztą z inicjatywy pracowników - wybraliśmy się wszyscy na wycieczkę do lasu kabackiego w celu zebrania śmieci. Akcja zakończyła się sukcesem, a ludzie byli zadowoleni. To taki pomysł na to, w jaki sposób łączyć integrację zespołu z działaniami proekologicznymi.

A co z podróżami i lotami służbowymi lub spotkaniami w firmie. Jak bardzo pandemia ograniczyła ich liczbę?

Nie tylko ograniczyła, ale całkowicie wyeliminowała. Od roku podróży służbowych nie ma żadnych, a wszystkie spotkania odbywają się online. Także konferencje biznesowe wewnątrz naszej firmy - a jesteśmy organizacją międzynarodową - od początku pandemii odbywają się przy użyciu internetu.

I chyba tak już zostanie, bo znowu - tak jest szybciej, taniej i sprawniej. Łatwiej spotkać się online, niż transportować ludzi z jednego końca świata czy Europy na drugi tylko po to, żeby mogli ze sobą porozmawiać. Mogą to zrobić równie dobrze poprzez łącza elektroniczne.

Myślę że duże konferencje będą w przyszłości organizowane zdecydowanie rzadziej niż kiedyś. Podróże służbowe też będą rzadsze, bo nie wyobrażam sobie, abyśmy wrócili do tego świata sprzed pandemii. I to nie tylko ze względu na ochronę środowiska. To ekonomiczna racjonalność. To się po prostu nie opłaca.

Warto marnować dwa dni, mnóstwo czasu i sporo pieniędzy, aby polecieć do Londynu na spotkanie? To przecież jest kwestia biletu lotniczego, hotelu, utrzymania i poświęcenia czasu. Zamiast tego można spotkać się za pomocą łącza wideo i przeznaczyć na to dwie godziny. Jako że wszystko odbywa się teraz za pomocą łączy, zdążyliśmy się już do tego przyzwyczaić.

Skoro jest to na tyle efektywne, dlaczego dopiero pandemia pokazała, że można spotkać się przez internet oszczędzając czas, pieniądze i klimat?

Dlatego, że rutyna i przyzwyczajenie jest druga naturą człowieka. Ludzie robią, to co do tej pory, bo do tego się przyzwyczaili. W ogóle zmiany postępowania, zmiany kulturowe i zmiany technologiczne (te chyba najszybciej) następują stosunkowo powoli.

Bardzo często jednak zmiany kulturowe, sposobu zachowania, prowadzenia biznesu i rozwiązywania problemów są wywoływane przez presję zewnętrzną. Przez przymus i zmianę, której nie da się zignorować. Pandemia jest dokładnie klasycznym tego przykładem.

Cały ruch proekologiczny też jest przecież wywołany pewnego rodzaju przymusem. Jest nim świadomość wzrostu temperatury, następujących zmian klimatycznych i katastrofy, która grozi ludzkości lub - w niektórych przypadkach - już następuje. Gdyby nie ta presja, prawdopodobnie nie zajmowalibyśmy się ekologią w ogóle.

Podobnie jest z pandemią. Gdy przyszła, musieliśmy się do niej dostosować, bo nie mieliśmy innego wyjścia. Potem wszyscy się do tego przyzwyczajamy, jak do drugiej natury i mówimy: tak już chyba zostanie, bo tak jest fajnie, bo tak jest dobrze, tak jest proekologicznie, taniej, szybciej, lepiej i w zasadzie nie ma powodu, abyśmy wracali do starego. Ale to jest typowy mechanizm zmian społecznych, który funkcjonuje w ten sposób od tysięcy lat.