Drożyzna w sklepie i na targu. Masło, warzywa, a nawet zboża kosztują więcej. "To wynika z kilku czynników"

Po wzroście cen odnotowanym w marcu przez GUS przyszła pora na kolejne podwyżki. Więcej trzeba płacić za masło, nowalijki, a także zboża. Jakub Olipra, ekonomista Crédit Agricole Bank Polska w rozmowie z Gazeta.pl wyjaśnia, jakie są powody wzrostów.

Ceny żywności rosną. Wskazuje na to kilka "papierków lakmusowych". Dla przykładu za masło trzeba płacić więcej. Zmiana dotyczy zarówno klientów firmowych, którzy kupują produkt w blokach, jak i indywidualnych, kupujących w tradycyjnych kostkakach.

Dziś cena masła "na kilogramy" (kupują je firmy, hotele, restauracje) jest nawet o 20 proc. wyższa niż na początku roku. Za 1 kg trzeba płacić 17,76 zł, co jest ceną najwyższą od marca 2019 - donosi "DGP". Za kilogram produktu w tradycyjnej kostce trzeba zapłacić 18,23 zł, czyli o 10 proc. więcej niż w styczniu. 

Zobacz wideo Pandemia uderzyła w młodych. 'Ich wejście na rynek pracy jest fatalne'

Ceny żywności rosną. Eksperci zapowiadają, że to nie koniec

Główny Urząd Statystyczny opublikował we wtorek dane o cenach skupu podstawowych produktów rolnych w marcu 2021 r. Z raportu wynika, że ceny wzrosły o 5,3 proc. w stosunku do analogicznego miesiąca ubiegłego roku oraz o 6,2 proc. w porównaniu do lutego 2021 r. Eksperci twierdzą, że to może być zapowiedź dalszych wzrostów. "Zapowiada się ostra jazda w górę, jeżeli chodzi o inflację cen żywności. Jedni powiedzą, że to niska baza. Racja po ich stronie będzie jednak tylko częściowa. Ceny też wzrosną" - twierdzą eksperci PKO BP. 

Pojawiają się też doniesienia o drogich warzywach. Jeden z czytelników money.pl ze zdziwieniem zauważył, że cena fasolki szparagowej sięgnęła 68 zł za kg, a szparagów 20. 

Rosną też ceny na rynkach surowcowych. Za zboża - kukurydzę, pszenicę - trzeba płacić więcej, podobnie jak za rzepak. Tona oleistej rośliny jeszcze w marcu kosztowała maksymalnie 2400 zł za tonę, dziś to już nawet 2650 zł - donoszą wieścirolnicze.pl. O wyjątkowej sytuacji na rynku zbóż świadczy też decyzja Rosji, która zabroniła eksportu... kaszy. 

Marek BelkaPolacy nie uciekną przed drożyzną? Belka: inflacja się u nas zadomowi

Drożyzna. Czy Polaków znów czeka seria podwyżek? Ekspert wyjaśnia

Jakub Olipra, ekonomista Crédit Agricole Bank Polska w rozmowie z Gazeta.pl wyjaśnia, jakie są główne powody wzrostu cen. 

- Rosja już kilka miesięcy temu wprowadziła podatki od eksportu zbóż w celu zahamowania cen na lokalnym rynku. Na rynku mamy bardzo wysokie ceny kukurydzy i pszenicy, najwyższe od 2013 roku, dawno nie było tak drogo. To wynika z kilku czynników. Po pierwsze Chiny zwiększyły swój popyt na zboża wykorzystywane do produkcji pasz. Odbudowują swoje pogłowie świń, po tym jak w 2019 roku w wyniku epidemii ASF musiały je ograniczać. Inne czynniki to czynniki polityczne – mam tu na myśli np. decyzje Rosji - wyjaśnił ekspert. 

Odniósł się też do cen warzyw. - Jeśli chodzi o nowalijki, to ceny lokalne, które widzimy na bazarze, nie muszą mieć wiele wspólnego z sytuacją dla całego kraju. Dlatego nie traktowałbym pojedynczych doniesień o horrendalnych cenach jako reguły. Ale nowalijki są rzeczywiści droższe, gdyż wegetacja roślin ruszyła później ze względu na chłodną wiosnę - stwierdził ekspert.

Wyjaśnił też, że w zeszłym roku o tej porze owoców i warzyw z nowych zbiorów było więcej. - Warto podkreślić, że w tym roku są lepsze warunki jeśli chodzi o wilgotność gleby, przynajmniej do końca czerwca nie powinniśmy się spodziewać suszy. Teraz ceny są nieco wyższe, ale w kolejnych tygodniach mogą być niższe niż w zeszłym roku.

Analityk wyjaśnił też, jakie są przyczyny wzrostu cen masła. - Na rynku na razie nie dzieje się nic strasznego. W tym wypadku mamy do czynienia z niską bazą sprzed roku. Ceny w zeszłym roku silnie spadły - zarówno masła jak i odtłuszczone mleka w proszku - w wyniku pandemii. Popyt był słabszy, a w tym roku mamy do czynienia z jego zwiększeniem.

Zdaniem Jakuba Olipry powodem wzrostu cen jest też wznowienie działalnoci przez hotele i restauracje. - Branża HoReCa to ważny odbiorca produktu. Jesteśmy jednak dalecy od rekordów z roku 2017, chociaż wzrost cen może się utrzymać. Tym razem przyczyna wzrostu jest jednak zupełnie inna niż kilka lat temu.   

Studio Biznes/Fot.Gazeta.plOgromna dziura w ZUS-ie? "Bieda zajrzy w oczy do końca tej kadencji"

Więcej o: