Polka wywalczyła 23 tys. funtów za dyskryminację. Szef przestał ją zapraszać na firmowe lunche

Pracująca w Wielkiej Brytanii Małgorzata Lewicka otrzymała od swojej byłej firmy 23 tys. funtów zadośćuczynienia. Szefostwo zaczęło bowiem pomijać kobietę w zaproszeniach na firmowe lunche. Powodem były jej oskarżenia o dyskryminację płciową w zakładzie pracy.

23 079 funtów zadośćuczynienia przyznał sąd Polce pracującej w brytyjskiej firmie Hartwell, donosi "Daily Mirror". Małgorzata Lewicka oskarżyła pracodawcę o dyskryminację płciową, ponieważ szefostwo nie zapraszało jej na pracownicze obiady - można było wybrać sobie pizzę, rybę z frytkami lub jakiś inny fast food. Posiłki miały miejsce w ostatni piątek miesiąca, ale od pewnego momentu Lewicką pomijano.

Zobacz wideo Walka o środowisko na sali sądowej? „Jeśli nie ma możliwości dogadania się, to bardzo dobre rozwiązanie”

Sąd nie uznał wymówek pracodawcy i przyznał, że doszło do dyskryminacji płciowej

Firma tłumaczyła, że powodem była jej praca na pół etatu oraz to, że kończyła wykonywanie swoich obowiązków o godz. 13. Sąd uznał to jedynie za wymówki.

Pani X została uznana za winną nękania telefonami i sms-ami swego męża i skazana na ograniczenie wolności w postaci 20 godzin prac społecznych przez cztery miesiącePytała męża o alimenty, została skazana za nękanie. Jest decyzja SN

Lewicka została zwolniona w 2019 roku, po tym jak stwierdzono, że praca na recepcji, którą wykonywała, powinna być pracą w pełnym wymiarze godzin. Sąd uznał, że jest to dyskryminacja ze względu na płeć, ponieważ Polka jest samotną matką. W związku z tym nie mogła pracować dłużej, przez co pracodawca potraktował ją nieprzychylnie. 

Problemy zaczęły się od skargi Lewickiej, Później spotkał ją ostracyzm

Lewicka powiedziała w sądzie, że problemy w firmie Hartwell zaczęła mieć po tym, jak w 2018 roku zgłosiła skargę na swoje zarobki i godziny pracy. Polka oskarżyła również kolegę z pracy o dyskryminację płciową. Pracownika zidentyfikowano i firmowa komisja po dochodzeniu ukarała go pisemnym ostrzeżeniem. Od tego momentu Lewickiej nie tylko nie zapraszano już na firmowe obiady, współpracownicy przestali z nią rozmawiać, a gdy odbierała telefon na recepcji, rozłączali się. 

Zdjęcie ilustracyjne33 tys. złotych za nadgodziny. Sąd przyznał rację pracownikowi

Lewicka podała jasne dowody na to, że menadżerowie firmy zapraszali ją na wspólne posiłki przed skargą, ale zaprzestali po jej złożeniu. Sędzia Jeniffer Barlett uznała, że owszem obiady firmowe mogły być organizowanie spontanicznie i były nieformalne. Stwierdziła jednak, że Polka powinna była dostawać propozycje uczestniczenia w posiłkach, niezależnie od sytuacji. 

Więcej o: