Ekonomiści: podwyższona inflacja na lata. To także efekt Polskiego Ładu. Glapiński będzie miał zagwozdkę

Inflacja w maju wyniosła 4,8 proc. rok do roku - poinformował we wtorek Główny Urząd Statystyczny. To najwyższy odczyt od dziesięciu lat. Ekonomiści nie mają wątpliwości - z podobnymi danymi na jakiś czas musimy się zaprzyjaźnić.
Zobacz wideo Belka: Inflacja zadomowi się u nas na stałe. Ryzyko się zwiększa

Inflacja w maju 2021 r. wyniosła w Polsce 4,8 proc. rok do roku - to odczyt tzw. szybkiego szacunku GUS. Szybciej rok do roku ceny rosły ostatnio maju 2011 r. (o 5 proc.). Identyczny odczyt jak obecny - 4,8 proc. - zanotowano jeszcze w listopadzie 2011 r. Później miesiąc w miesiąc, jeśli ceny rosły, to w wolniejszym tempie w skali roku niż obecnie. 

.Inflacja w maju najwyższa od 10 lat. Poprzednio ceny tak pędziły do góry w 2011 r.

embed

Inflacja w Polsce szybko nie odpuści

Po dwunastu miesiącach z rzędu, gdy inflacja utrzymywała się w przedziale dla celu inflacyjnego NBP (wynosi ok. 2,5 proc., ale z dopuszczalnymi odchyleniami o 1 pp. w górę lub w dół), teraz wskaźnik wyraźnie rośnie. 

Ekonomiści nie mają złudzeń, że nawet jeśli inflacja roczna nie ustanowi już kolejnych rekordów, to jeszcze wiele miesięcy będzie utrzymywała się na podwyższonym poziomie. 

Inflacja w Polsce z miesiąca na miesiąc coraz bardziej odbiega od celu NBP. Nic też nie wskazuje, aby miała ona powrócić do chociażby górnej granicy odchyleń od tego celu, tj. 3,5 proc.

- uważa Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.

Otwieranie gospodarki, nie tylko polskiej, ale w tym samym czasie wielu innych na świecie, rosnący popyt konsumpcyjny i inwestycyjny, problemy z podażą surowców i materiałów, to główne czynniki, które napędzają wzrost cen. Poza tymi czynnikami globalnymi są oczywiście także lokalne, jak np. wzrosty cen gazu itp. Inflacja w Polce nie zelżeje w tym roku, będzie w kolejnych miesiącach nadal solidnie przekraczać 4 proc.

- tłumaczy ekspertka.

"Szanse na powrót inflacji nawet do dopuszczalnego przedziału wahań są nikłe" - nie mają złudzeń analitycy mBanku. W najbliższych miesiącach oczekują tylko "nieznacznego" spowolnienia tempa wzrostu cen.

Później jednak znów zacznie ona przyspieszać. Do głosu coraz mocniej będzie dochodzić poprawa aktywności gospodarczej przekładająca się na wzrost cen. Kolejne sygnały dotyczące takiego scenariusza spłynęły dziś np. z ankiety PMI, gdzie silny wzrost popytu, konfrontowany z problemami z łańcuchami dostaw, przekładał się na wzrost cen producentów i wyrobów gotowych

- uważają. We wtorek firma IHS Markit poinformowała, że indeks PMI dla polskiego przemysłu wyniósł w maju 57,2. To najwyższy poziom w historii badań. Wskazuje na świetne nastroje w przemyśle. Jednocześnie zaznaczono jednak, że również rekordowe było tempo wzrostu kosztów produkcji i cen wyrobów gotowych.

W opinii ekonomistów PKO Banku Polskiego nie zobaczymy już wprawdzie w tym roku (a jeśli już, to w grudniu) wyższego odczytu inflacji niż majowe 4,8 proc, ale "inflacja pozostanie do końca roku nie tylko na poziomie 4 plus, ale być może nawet 4,5 plus".

Podwyższona inflacja pozostanie z nami "na lata", a stymulować ją będzie także Polski Ład, który prawdopodobnie zwiększy dochody gospodarstw domowych o wyższej skłonności do konsumpcji

- uważają eksperci z PKO BP.

Także analitycy Banku Santander uważają, że choć raczej nie zobaczymy już na "liczniku" inflacji rocznej wyższej niż 4,8 proc., to jednak będzie ona podwyższona dłuższy czas.

Uważamy, że wzrost inflacji CPI osiągnął w maju lokalny szczyt i kolejne miesiące przyniosą lekki spadek (w okolice 4 proc. w drugiej połowie 2021 r.), co jednak wciąż oznaczać będzie duży dystans do oficjalnego celu nie tylko w tym roku, ale i w 2022 r.

- piszą w swoim komentarzu.

Z kolei ekonomiści banku Citi Handlowy kilka dni temu w zaktualizowanej prognozie założyli, że w niektórych miesiącach 2021 r. inflacja może przejściowo przekroczyć nawet 5 proc. Ma się to stać "między innymi w związku z oczekiwanym popandemicznym dostosowaniem cen (usługi turystyczne, gastronomia, odzież)".

Efekty te będą przejściowe, ale będzie im towarzyszyć trwalsze nasilenie presji popytowej

- piszą Piotr Kalisz i Cezary Chrapek z Citi Handlowego. Dodają, że według nich w listopadzie i grudniu 2021 roku może przekroczyć w ujęciu rocznym 5 proc. i wynieść nawet 5,2 proc.

Inflacja w Polsce "zmotywuje" RPP do działań?

Zarówno najnowsze dane o inflacji, jak i prognozy na kolejne miesiące, będą ważnymi wskazówkami dla Rady Polityki Pieniężnej przy ustalaniu stóp procentowych w Polsce. Szybkie tempo wzrostu cen mogłoby "zmotywować" ją do podwyżek stóp. To przełożyłoby się m.in. na wyższe raty kredytów mieszkaniowych.

Na razie większość w RPP mają "gołębie" - zwolennicy utrzymania stóp procentowych na dotychczasowym poziomie (stopa referencyjna 0,10 proc.). Ewentualnie, dopuszczający możliwość symbolicznej podwyżki np. o 0,15 pp. w celu uspokojeniu oczekiwań inflacyjnych (choć te - według ostatnich, zaskakujących danych GUS - akurat są najniższe od dwóch lat).

embed

Ekonomiści PKO BP uważają, że RPP pozostanie jednak nieugięta.

Duża niepewność związana z przebiegiem programu szczepień (w szczególności relatywnie niski odsetek osób 50 plus zaszczepionych przeciw SARS-CoV-2) nie pozwala wykluczyć powrotu restrykcji przeciwepidemicznych na jesieni. Takiego scenariusza i jego negatywnych implikacji dla gospodarki obawia się RPP

- piszą analitycy. Według nich, Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na zmiany stóp najwcześniej w 2022 r. "Wcześniej można się spodziewać innych ruchów normalizujących politykę NBP, w tym zmiany komunikacji z rynkiem oraz ograniczenia skupu aktywów".

Na pierwsze podwyżki stóp dopiero w 2022 r. (pierwszym kwartale) stawiają na razie także ekonomiści z mBanku. Przyznają jednak, że dane o PKB na początku 2021 r. "zwiększyły ryzyko szybszego rozpoczęcia procesu podwyżek stóp procentowych". 

Rada musi zobaczyć ugruntowanie ożywienia i wysoką inflację, aby rozpocząć cykl podwyżek. Listopadowa projekcja powinna pokazać silny wzrost gospodarczy w ciągu kolejnych lat (już w zasadzie projekcje to pokazują). To sprawia, że RPP mogłaby już ruszyć w listopadzie i tam właśnie rozpoczyna się okres zagrożenia rozpoczęciem zacieśnienia

- uważają eksperci z mBanku.

Monika Kurtek z Banku Pocztowego nie stawia w swoim komentarzu na żaden konkretny termin podwyżek stóp, ale jest przekonana, że "nieuchronnie RPP będzie musiała zacząć myśleć o zacieśnianiu polityki monetarnej". Wszystko z powodu kolejnych napływających danych o polskiej gospodarce - m.in. o PKB w pierwszym kwartale br. czy o rekordowym odczycie wskaźnika PMI.

Podobnego zdania są analitycy Banku Santander. 

Inne wskaźniki gospodarcze za maj, które zostaną opublikowane w kolejnych tygodniach, będą zapewne również wyglądać bardzo solidnie, wpisując się w scenariusz mocnego ożywienia gospodarczego i presji inflacyjnej, której trwałość jest zapewne większa niż twierdził do niedawna polski bank centralny. Widzimy rosnące prawdopodobieństwo tego, że RPP zmieni swoją retorykę na mniej gołębią w najbliższym czasie

- uważają.

Ostatnia zmiana w programie skupu aktywów przez NBP (brak zakupów obligacji rządowych na ostatniej aukcji, zaplanowanie tylko jednej aukcji w czerwcu) mogą być sygnałami przygotowywania gruntu pod podwyżkę stóp procentowych. Moment podjęcia takiej decyzji zapewne będzie wyznaczony przez to, co kolejne dane będą pokazywać na temat siły ożywienia gospodarczego i trwałości trendu inflacyjnego

- dodają ekonomiści z Banku Santander.

Więcej o: