Droższe posiłki w restauracjach. "Paragony grozy" mają wyjaśnienie. Rosną koszty - rosną ceny

Podwyżki w lokalach gastronomicznych są nieuniknione. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, ich przyczyną nie jest chęć szybkiego odrobienia strat przez dotkniętych lockdownami restauratorów. Drożyznę napędzają: inflacja, nowe podatki i oczekiwania finansowe pracowników. A to dopiero początek problemów.
Zobacz wideo Wakacje coraz bliżej. Czy ceny wyjazdów zagranicznych nas zaskoczą?

Gości odwiedzających otwarte z końcem maja restauracje w wielu miejscach zaskoczyły wysokie ceny. 140 zł za kilogram ryby w przydrożnej smażalni czy 200 zł za obiad w nadmorskim kurorcie to tylko dwa z tysiąca przykładów "paragonów grozy" opisywanych w social mediach. W mniejszym stopniu zdrożały posiłki w lokalach w Warszawie, Poznaniu czy Krakowie, ale podwyżki, nawet jeśli minimalne, zauważalne są niemal wszędzie.

Przygotowania do otwarcia letnich ogródków w centrum BydgoszczyRestaurator o "paragonie grozy": Nie stać cię, to nie chodź

Spowodowane są kilkoma czynnikami, a trwająca pandemia to zaledwie jeden z nich.

Po pierwsze: wyższe ceny produktów i mediów

Warszawski Rolno-Spożywczy Rynek Hurtowy Bronisze prowadzi bieżący monitoring cen warzyw i owoców. Dzięki regularnie publikowanym zestawieniom możemy porównać koszt zakupu produktów na przestrzeni nie tylko kilku miesięcy, ale nawet kilku lat. I tak np. za pora musimy teraz zapłacić o 60 proc. więcej niż w roku ubiegłym, za marchew - o 43 proc. więcej, za seler - o 38 proc. więcej, a młoda kapusta zdrożała o 37,5 proc.

- Warzywa są droższe nawet kilkukrotnie. Staraliśmy się wprowadzić podwyżki w naszym menu na jak najniższym poziomie. One są podyktowane inflacją, my utrzymaliśmy swoje stawki sprzed pandemii. Było dla nas istotne by nie zszokować gości, ale nie da się utrzymać starych kwot przy cenie truskawek na poziomie 20 zł za kilogram czy 17 zł za kilogram pora - mówi Krzysztof Gałkowski, właściciel warszawskich barów Kraken i Beirut.

Aktualnie mamy w kraju inflację najwyższą od 10 lat i sięgającą prawie 5 proc. Nie wszystko jednak drożeje w tym samym tempie. Na przykład, egzotyczne owoce niejednokrotnie pozostały tańsze od krajowych.

Drugi dzień 12 posiedzenia Sejmu IX kadencji. Warszawa, 28 maja 2020 - zdjęcie ilustracyjneSondaż. Czego boją się Polacy? M.in. "politycznej wojny"

- Polskie jabłka po 5 zł za kilogram, a banany z Panamy po 4,70 zł? 4 euro za pora to płaci się chyba w Zurychu! - zastanawia się Krzysztof Gałkowski.

Wskaźnik inflacji informuje o średnim wzroście cen, co nie oznacza, że zarówno por, jak i ostrygi podrożały w ujęciu rocznym o 5 proc. Na wynik inflacji ma wpływ cały koszyk produktów, z których korzysta przeciętne gospodarstwo domowe. Jeśli więc część składników koszyka inflacyjnego drożeje, ale ceny pozostałych gwałtownie spadną, to statystycznie, w sklepach, hurtowniach czy restauracjach będzie tanio. Niestety, taka statystyka nie oddaje w pełni rzeczywistości. Produkty żywnościowe drożeją przeważnie jako pierwsze, a co za tym idzie - wrastają ceny dań z marchwi, pora, ryb, selera.

4,4 proc. - to inflacja, według wstępnego odczytu Głównego Urzędu Statystycznego, w styczniu. To poziom nienotowany od niemal dekady. Ceny żywności na świecie rosną najszybciej od dekady. Skok o prawie 40 proc.

Rosnący koszt zakupu żywności to nie jedyny problem restauratorów.

- Podrożały też paliwo, prąd, media, opakowania. Konsekwencją tych wszystkich podwyżek jest również wzrost cen w karcie - mówi Paweł Zasławski, szef kuchni toruńskiej Monki.

Po drugie: wzrost wynagrodzeń

Inflacja i zmiany na ryku pracy w gastronomii pociągają za sobą także podwyżki dla pracowników. Od 2021 roku wzrosła płaca minimalna, a to przełożyło się na zauważalnie wyższe stawki za godzinę pracy barmanów, kelnerów i szefów kuchni.

- Chcemy być fair, dlatego podnieśliśmy pensje wszystkim pracownikom - mówi Paweł Zasławski.

Wpływ na tę sytuację miała przede wszystkim pandemia. Zamknięcie restauracji w czasie lockdownu wymusiło na gastronomicznym personelu poszukiwanie zajęcia w innych branżach. Wielu kucharzy, kelnerów, pomocy kuchennych nie powróciło do pracy w lokalach, tworząc lukę na rynku. W praktyce oznacza to, że restauratorzy chcący zatrudnić dziś pracownika muszą zapłacić mu nie tylko więcej niż konkurencja z naprzeciwka. Muszą stworzyć mu atrakcyjną alternatywę wobec pracy na budowie, w dyskoncie, czy w korporacji. Efekt jest taki, że w gastronomii pojawiły się oferty wynagrodzenia dla pomocy kuchennych, które jeszcze rok, czy dwa lata temu otrzymywać mógł jedynie doświadczony kucharz czy kelner z długim stażem pracy.

- Obecnym trendem jest podnoszenie stawek godzinowych w ramach umów zlecenia, które w obliczu niepewności wciąż cieszą się popularnością. Zatem wzrost kosztów zatrudnienia jest faktem. W tej sytuacji, aby utrzymać marżę posiłków na zadowalającym poziomie, restauratorzy podnoszą ceny dla klientów, co już teraz można zaobserwować - mówi Ewa Wiśniewska, ekspertka ds. rekrutacji w Hays Poland.

Jakie opłaty i nowe podatki wpłynęły także na podwyżki cen restauracyjnych posiłków? Czy będzie lepiej Więcej przeczytasz pod tym linkiem

Artykuł został przygotowany przez redakcję miesięcznika "Food Service" i portalu Ouichef.pl. Więcej informacji o branży gastronomicznej na stronie: www.ouichef.pl.

Więcej o: