"Dam pracę, ale nie wyższą płacę". Chęć zatrudniania nie idzie w parze z podwyżkami

- Wśród firm szukających nowych pracowników tylko 19 proc. myśli o podnoszeniu płac, a 77 proc. chce pozostawić wynagrodzenia bez zmian - piszą w swojej analizie ekonomiści z Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Stawiają tezę, że wiele przedsiębiorstw potrzebujących rąk do pracy stało się zakładnikami ostrożnie zaprojektowanych w pandemii budżetów.
Zobacz wideo Trudny czas restauratorów. "Jest mnóstwo ofert pracy, na które brakuje odpowiedzi"

Jak wskazywała niedawno firma doradcza Grant Thornton Polska, w czerwcu pojawiło się w Polsce najwięcej nowych ogłoszeń o pracę od dwóch lat - aż 312 tys. Z części branż - m.in. turystycznej i gastronomicznej, ale też np. handlowej i budowlanej - słychać z kolei głosy o braku rąk do pracy.

Wzrasta liczba ofert o pracęSetki tysięcy nowych ofert pracy. Najwyższy wynik od dwóch lat

W tym kontekście ciekawe dane przynoszą najnowsze wyniki badań prowadzonych przez Polski Instytut Ekonomiczny oraz Bank Gospodarstwa Krajowego. Wskazują one, że firm, które chcą zatrudniać pracowników, jest sporo mniej niż tych, które chcą płacić swojej załodze więcej pieniędzy. 

W lipcowym badaniu co piąta firma deklarowała plany zwiększenia zatrudnienia w najbliższych trzech miesiącach, a udział firm planujących w tym okresie zwiększenie wynagrodzeń był blisko o połowę mniejszy (11 proc.). Co więcej, wśród firm szukających nowych pracowników tylko 19 proc. myśli o podnoszeniu płac, a 77 proc. chce pozostawić wynagrodzenia bez zmian

- czytamy w analizie opublikowanej przez PIE.

Ekonomiści pokazują także plany przedsiębiorstw w zakresie zatrudniania oraz podwyżek w wybranych branżach. Widać, że w lipcu np. więcej niż co czwarta firma z sektora usług deklarowała, że potrzebuje nowych ludzi do pracy. Eksperci PIE tłumaczą to m.in. odmrożeniem gospodarki. Podwyżki zakładało jednak "tylko" 16 proc. firm. W dużej potrzebie, jeśli chodzi o pracowników, jest też budownictwo - 28 proc. firm chce zwiększać zatrudnienie. To efekt sezonowości w tym segmencie gospodarki. O podnoszeniu płac myśli jednak o ponad 10 pp. mniej przedsiębiorców.

.'Epokowa przemiana' w Polsce. Stajemy się krajem imigranckim

Chęć zatrudniania nie zawsze idzie w parze z chęcią do podwyżek. Dlaczego?

Z jednej strony dane wskazują, że w ślad za wzmagającym się zapotrzebowaniem na nowych pracowników plany podwyżek np. w usługach, budownictwie i transporcie, spedycji oraz logistyce pojawiają się częściej. Sugeruje to, że część przedsiębiorców reaguje na presję płacową.

Z drugiej - eksperci PIE zwracają uwagę, że "nawet branże aktywnie poszukujące nowych pracowników niekoniecznie chcą im oferować wyższe wynagrodzenia". Zauważają też, że w większości branż od początku roku różnica między chętnymi do zatrudniania a oferowania wyższych wynagrodzeń się zwiększa. Tylko w części sektorów na początku roku więcej firm planowało podwyżki niż powiększanie załogi, co było związane z podniesieniem płacy minimalnej.

Dlaczego jednak oferowanie wyższych wynagrodzeń przez firmy potrzebujące rąk do pracy - a takich po wiosennym odmrożeniu gospodarki i wzroście popytu na wiele towarów i usług nie brakuje - nie jest regułą? Ekonomiści z PIE wiążą to z obawami firm pod koniec 2020 r., gdy przygotowywały budżety kadrowe. 

Pod koniec 2020 r., kiedy firmy planowały swoje budżety na kolejny rok, działały w ogromnej niepewności co do sytuacji pandemicznej i ekonomicznej w następnym roku. Nie zakładały więc dużych zmian w poziomach wynagrodzeń, zwłaszcza dotyczących podwyżek, dbając o to, by koszty pozwoliły przetrwać kolejny "niepewny" rok

- uważają analitycy z PIE. Słowem, ekonomiści przekonują, że z jednej strony w wielu firmach potrzebna jest większa liczba pracowników od zakładanej, ale z drugiej - często przedsiębiorstwa te ograniczone są w zakresie podwyżek przez ostrożne założenia budżetowe na ten rok. 

Więcej o: