Inflacja w Polsce idzie szeroką ławą. Gdzie nie spojrzeć, tam podwyżki cen

Ekonomiści banku Pekao S.A. przeanalizowali inflację w Polsce, strefie euro i Stanach Zjednoczonych. Mają ciekawe wnioski dotyczące struktury wzrostu tego wskaźnika. Jak się okazuje, za wzrost cen w Polsce nie odpowiada jedna lub kilka zaledwie kategorii. Drożeje połowa inflacyjnego koszyka.
Zobacz wideo Czy koniec tanich kredytów hipotecznych jest blisko?

Inflacja w lipcu wystrzeliła do 5 proc. rok do roku. Ostatni raz z takim wzrostem cen mieliśmy do czynienia ponad 10 lat temu. Z wyższym - 20 lat temu. To był na razie tzw. szybki odczyt GUS, nie znamy więc pełnej jego struktury, ale ekonomiści zauważają, że wskaźnik napędzają drożejąca żywność i energia.

DLORZInflacja 5 proc., Morawiecki: 'Możemy kupić więcej cukru'

Inflacja rośnie, nie tylko w Polsce

Temat wyższych cen budzi zainteresowanie nie tylko w naszym kraju - w popandemicznym świecie powszechnie widać tendencję wzrostową. To zresztą eksperci przewidywali już w momencie wchodzenia w życie różnych, często bardzo hojnych, pakietów ratunkowych dla gospodarek w koronakryzysie - więcej dostępnych pieniędzy na rynku zwykle powinno podnosić ceny, a to czasem było połączone z zachwianiem podaży (część produktów i towarów była trudniej dostępna, w tym z powodu zakłóceń w tzw. łańcuchach dostaw). 

Ekonomiści Pekao SA postanowili przyjrzeć się uważniej danym o inflacji z trzech gospodarek: amerykańskiej, strefy euro i polskiej. Chcieli sprawdzić, co wpływa na wzrost wskaźnika - czy podbijają je dwie-trzy kategorie czy może więcej? Okazało się, że wszystko zależy od kraju. 

"Najbardziej masowy" wzrost cen

Eksperci piszą w analizie, że "inflacja w Polsce (i w innych państwach regionu) ma najpewniej największy komponent trwały i jest najbardziej masowa". By to sprawdzić, zbadali dane szczegółowe w wymienionych powyżej gospodarkach (do czerwca włącznie, a więc sprzed "polskiego" wystrzału), biorąc pod uwagę ceny w 90 drobnych kategoriach w przypadku Polski i strefy euro i 270 w odniesieniu do USA. Co im wyszło z tego porównania?

Po pierwsze, jak piszą "inflacja wzrosła w ostatnich miesiącach wszędzie, ale odmienna jest jej struktura, poziom i (prawdopodobnie) trwałość". W przypadku Polski, udział dóbr i usług drożejących w tempie szybszym niż 3 proc. rok do roku to około 50 proc. Czyli połowa koszyka inflacyjnego to takie kategorie, których ceny rosną względnie szybko. 

Takie poziomy obserwowane były tuż przed pandemią, na początku 2020 roku, a w ostatnim czasie widać powrót do nich. Jak zauważa Pekao SA, mieliśmy kiedyś już dwa momenty, w których najwięcej większa część koszyka inflacyjnego drożała w tempie powyżej 3 proc. rok do roku - tak było w latach 2008-2009 i 2011-2012.  Jeśli chodzi o pozostałe dwie gospodarki, eksperci w swoim komentarzu zwracają uwagę na to, że w strefie euro dominuje niska inflacja, a w Stanach Zjednoczonych na wysokość wskaźnika wpływa niewielka część koszyka.

Co dalej z inflacją i co na to RPP?

Jak już wspomnieliśmy, w analizie Pekao SA nie zostały wzięte pod uwagę najświeższe dane o inflacji, z lipca (na razie GUS opublikował tylko wstępny odczyt), a te mogą jeszcze wzmocnić powyższe obserwacje. 

Jeśli chodzi o sam poziom inflacji, ekonomiści niemal zgodnie spodziewają się, że podwyższone dynamiki cen zostaną z nami na nieco dłużej i trudno obstawiać wyraźne spowolnienie wzrostu pod koniec tego czy na początku przyszłego roku. W tym kontekście pojawia się coraz częściej pytanie o to, jak powinien zareagować polski bank centralny. Z jednej strony mamy banki w regionie, które stopy już zaczęły podnosić. Tak zrobiły - już dwa razy z rzędu - Węgry, jedną taką decyzję mają za sobą Czechy - i prawdopodobnie ją powtórzą w najbliższy czwartek. 

Budapeszt, WęgryWęgry znów to zrobiły - podniosły stopy procentowe. Powód: inflacja

Tymczasem prezes NBP Adam Glapiński nie patrzy na sąsiadów, tylko raczej na największe banki centralne, które, jak na razie, polityki monetarnej nie zaostrzają (czyli nie podnoszą stóp). Pekao SA zauważa, że "o ile wzrost inflacji w 2021 jest zjawiskiem globalnym i ma często wspólne elementy, o tyle jego skala, trwałość i struktura - już niekoniecznie" i podejrzewa, że "reakcja poszczególnych banków centralnych nie będzie tak zsynchronizowana, jak ostatnie zmiany dynamik cen". Co zatem zrobi NBP? 

.Kto 'winien' inflacji? Glapiński: 'Szukacie w złym miejscu'. Sprawdzamy

W ostatnich dniach pojawia się coraz więcej głosów ze strony członków Rady Polityki Pieniężnej (czyli organu NBP, który decyduje o wysokości stóp procentowych) o możliwości rozpoczęcia podwyżek stóp jeszcze w tym roku. Eugeniusz Gatnar powiedział w telewizji Biznes24, że "wskazana byłaby stopniowa, ostrożna normalizacja polityki pieniężnej" (cyt. za Pekao SA), a Grażyna Ancyparowicz w tym samym medium zasugerowała, że na temat ewentualnych podwyżek Rada będzie myśleć w październiku lub listopadzie. Listopad jako moment rozważania zmiany polityki monetarnej podał też Eryk Łon. To w listopadzie RPP ma poznać nową projekcję inflacji, która może dać pewne wskazówki. 

Na razie stopy mamy wciąż na rekordowo niskim, bliskim zera poziomie. To sprawia, że kredyty, w tym hipoteczne, wydają się obecnie szczególnie atrakcyjne - choć trzeba pamiętać oczywiście, szczególnie przy zaciąganiu zobowiązań na kilkanaście lub więcej lat, że prędzej czy później stopy mogą pójść w górę i wysokość miesięcznej raty odczuwalnie się zwiększy. Z nowego raportu NBP o sytuacji na rynku kredytowym wynika, że rośnie popyt na kredyty, także ze strony konsumentów - zarówno hipoteczne, jak i konsumpcyjne. Do tego banki już złagodziły i planują nadal łagodzić kryteria przyznawania kredytów. Jak zauważają ekonomiści Pekao SA, "dalsza odbudowa rynku kredytowego (zwłaszcza w zakresie finansowania konsumpcji i nieruchomości) może potencjalnie dodatkowo stymulować zagregowany popyt, przyczyniając się do dalszego wzrostu inflacji, w warunkach już i tak wysokiego tempa wzrostu cen w polskiej gospodarce". 

Więcej o: