Dlaczego frank szwajcarski jest taki drogi? Przyczyny bolączki polskich frankowiczów

Za franka wciąż trzeba płacić blisko 4,25 zł, a przecież jeszcze w czerwcu kosztował przez moment mniej niż 4,05 zł. Co stoi za 20-groszowym wzrostem kursu szwajcarskiej waluty? Wyjaśniamy.

Jak czytamy w raporcie przygotowanym przez portal Cinkciarz.pl, dzieje się tak po pierwsze dlatego, że złoty wypadł z łask inwestorów. Na światowych rynkach skończył się okres sielanki, gdy polska waluta dynamicznie zyskiwała na wartości i odrabiała straty z pierwszego kwartału. Przypomnijmy, że wtedy za euro płaciliśmy nawet 4,70 zł, czyli najwięcej od 12 lat.

Słaba złotówka to drogi frank

Po drugie, złoty pozbawiony jest parasola ochronnego ze strony Rady Polityki Pieniężnej. "Pomimo 5-procentowej inflacji RPP nie kwapi się z podwyżkami stóp procentowych, choć na takie dość stanowcze ruchy zdecydowali się ostatnio m.in. Czesi i Węgrzy. Tymczasem polscy bankierzy centralni bardziej niż wzrostu cen boją się nowej fali koronawirusa. Oczekują także potwierdzenia, że presja cenowa nie odpuszcza w kolejnej, listopadowej projekcji inflacyjnej. Co więcej, przed zmianą kosztu pieniądza chcą porzucić ilościowe luzowanie, czyli kryzysowy skup obligacji" - czytamy.

Zobacz wideo Wyrok TSUE korzystny dla frankowiczów. Prawnik wyjaśnia szczegóły

Po trzecie, złotemu, jak i całemu koszykowi walut rynków wschodzących, nie pomagają także najświeższe informacje ze Stanów Zjednoczonych. W lipcu odzyskano najwięcej etatów od niemal roku, mocno obniżyła się również stopa bezrobocia. Otwiera to drogę do szybkiego ogłoszenia wyhamowania tempa prowadzenia skupu aktywów przez Rezerwę Federalną i w rezultacie wspiera dolara

- Niemal każde wzmocnienie dolara w walutowym świecie przekłada się na straty złotego. Niemniej jednak ostatniego zepchnięcia polskiej waluty ze wzrostowej ścieżki nie rozpatrujemy w kategoriach początku spadkowego trendu i sytuacji, w której coraz więcej musielibyśmy płacić za waluty innych państw. Nie spodziewamy się ponownego przełamania przez kurs EUR/PLN bariery 4,60. Uważamy, że na koniec kwartału za wspólną walutę płacić będziemy 4,50 zł - podkreślał Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl, autor raportu.

Zdjęcie ilustracyjneFrankowicze mają swój wydział. W Warszawie założono już 6,5 tys. spraw

Drugie dno drogiego franka szwajcarskiego. Frank "ma swoje pięć minut"

Wysokich pułapów kursu CHF/PLN nie tłumaczy wyłącznie gorszy okres złotego. Jak twierdzi Sawicki, frank ma swoje pięć minut. Szczególnie wyraźnie widać to w notowaniach EUR/CHF. W marcu kurs tej pary walutowej zbliżał się do poziomu 1,12, ale później obrał spadkową trajektorię. I tylko w tym kwartale osunął się o ponad 2 proc. W efekcie kurs zniżkuje w kierunku 1,07 i osiąga najniższe poziomy od listopada ubiegłego roku.

Źródeł siły franka na tle euro - w konsekwencji także na tle złotego i wyższych rat dla polskich kredytobiorców - należy szukać w położeniu wspólnej waluty, która stała się mniej atrakcyjna dla inwestorów i traci do dolara, funta, jena czy właśnie helweckiej waluty. Tarapaty euro zakorzenione są w przekonaniu, że Europejski Bank Centralny jeszcze długo prowadzić będzie skrajnie łagodną politykę. Zostało ono ugruntowane po zmianie strategii EBC i przejściu na 2-procentowy cel inflacyjny z symetrycznym odchyleniem.

"W sile franka znaczną rolę odgrywa też powrót strachu o sytuację epidemiczną i o to, że nowe warianty koronawirusa uderzą w globalny wzrost gospodarczy. Są to jednak naczynia połączone, ponieważ rynki finansowe widzą, że w gronie głównych banków centralnych najbardziej podatne na niepokoje są władze EBC" - czytamy w raporcie.

Kredyty frankowe. Rzecznik Finansowy pyta TSUE w sprawie państwa Dziubaków (zdjęcie ilustracyjne)Kredyty frankowe. Rzecznik Finansowy pyta TSUE o sprawę państwa Dziubaków

Długoterminowa prognoza: frank poniżej 4 zł 

- Zakładamy, że SNB nie dopuści do dalszego umocnienia franka, a jednocześnie obawy o perspektywy światowego wzrostu i wpływ sytuacji pandemicznej na koniunkturę okażą się przesadzone. W wyniku ich rozwiewania, na rynku walutowym zmniejszy się popyt na tzw. bezpieczne przystanie, czyli m.in. franka. Wprawdzie na ostry ruch kursu EUR/CHF i wykrystalizowanie się trwałego trendu przyjdzie poczekać, aż Europejski Bank Centralny zmieni nastawienie i zasygnalizuje, że zbliża się momentu odcinania monetarnej kroplówki. W najbliższych miesiącach wydaje się to bardzo mało prawdopodobne. Nie musi to jednak oznaczać, że do drogiego franka trzeba po prostu przywyknąć. Główną siłą napędową spadków kursu CHF/PLN w najbliższym czasie stanie się przede wszystkim powrót złotego na wzrostową ścieżkę. Polska waluta czuje się ryba w wodzie w tym samym środowisku, w którym frank zazwyczaj słabnie. Po stronie czynników krajowych umocnieniu złotego będzie sprzyjać silny 5-procentowy wzrost gospodarczy, pozytywne tendencje w bilansie płatniczym i zbliżająca się perspektywa podwyżki stóp procentowych. Spodziewamy się, że na koniec grudnia za euro zapłacimy 4,45 zł. W rezultacie nawet przy dość skromnych zwyżkach EUR/CHF w najbliższych tygodniach, frank powinien stanieć o kilkanaście groszy, a w przyszłym roku kosztować mniej niż 4 zł - zapowiada analityk Cinkciarz.pl.

Więcej o: