Niedzielski zmienił zdanie ws. ewentualnych obostrzeń. Nakreślił nowe pomysły [WYKRES DNIA]

Czwarta fala koronawirusa niby narasta w Polsce, ale na szczęście na razie dość niemrawo. Jeśli jednak liczba zakażeń wystrzeli, czego rząd obawia się już w połowie września, niewykluczone są regionalne obostrzenia. Minister zdrowia Adam Niedzielski zapowiedział powrót do znanych już sprzed roku zielonych, żółtych i czerwonych stref. Jednocześnie zmienił zdanie co do regionalizacji restrykcji - o ile jeszcze na początku sierpnia uważał, że powinny być one wprowadzane na poziomie województw, o tyle teraz mówi już o powiatach.

Według najnowszych danych ECDC, czyli Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób, Polska pozostaje krajem UE z najniższą wykrywaną liczbą nowych zakażeń koronawirusem w przeliczeniu na milion mieszkańców. 

Mimo wszystko - dość powoli, ale jednak - liczba przypadków w Polsce stale rośnie. Średnia z ostatnich siedmiu dni to już niemal 200 zakażeń dziennie, ponad dwukrotnie więcej niż w połowie lipca. Ministerstwo zdrowia nie pozostawia wątpliwości, że ten trend będzie kontynuowany, minister Niedzielski mówił we wtorek, że już na początku września będziemy notować po 300 zakażeń, a "w okolicy połowy września należy się spodziewać przyspieszenia wzrostu liczby przypadków". Rzecznik resortu Wojciech Andrusiewicz prognozował, że szczyt czwartej fali w Polsce przypadnie na październik.

Oby nietrafione okazały się prognozy modelarzy. Z modelu przygotowywanego przez naukowców z Politechniki Wrocławskiej wynika, że połowie września dzienna liczba zakażeń wyniesie prawdopodobnie 500-600 dziennie, a pod koniec listopada może osiągnąć nawet ponad 30 tys. Te nie uwzględniają jednak obostrzeń, które przy dynamicznym wzroście zakażeń będą zapewne powracać. 

.Polska mija 'premię lotną' w wyścigu z COVID-19. Ale peleton nas odstawił

Gdzie i kiedy obostrzenia? Niedzielski klaruje i zmienia wersję

Wersje co do sposobu wprowadzania ewentualnych obostrzeń cały czas się jednak zmieniają. Przykład? Jeszcze na początku sierpnia minister zdrowia Adam Niedzielski na antenie radia RMF FM mówił w kontekście regionalizacji restrykcji, że "zdecydowanie będzie rekomendował działania na poziomie całego województwa". Dopytywany, czy nie oznaczałoby to, że lepiej "wyszczepione" miasta wojewódzkie ponoszą konsekwencję niechęci do szczepień w innych powiatach czy gminach regionu, tłumaczył, że "zawsze jest tego typu problem, jak się operuje na różnym poziomie agregacji". 

Zaczniemy od województw, ale jeśli rzeczywiście będziemy widzieli, że te kontrasty [w poziomie "wyszczepienia" - red.] będą duże, poziom decyzyjny trzeba będzie obniżyć

- dodawał potem minister.

Wszystko wskazuje na to, że po trzech tygodniach minister zdrowia zmienił zdanie lub dojrzał wysokie różnice między odsetkiem osób zaszczepionych w różnych gminach i powiatach w obrębie jednego województwa. We wtorek 24 sierpnia ogłosił bowiem, że ewentualne restrykcje będą wprowadzane na poziomie powiatów. 

Patrząc na to, że w województwach np. powiaty miejskie są o wiele lepiej wyszczepione, a powiaty wiejskie nieco gorzej, to jednak to zróżnicowanie jest o tyle duże wewnątrz województw, że ten poziom definiowania stref, uwzględniający wskaźnik wyszczepienia powinien zejść piętro niżej, a więc na poziom powiatowy

- orzekł Niedzielski.

Jednocześnie minister zdrowia wyjawił, że w razie konieczności przywrócenia restrykcji, kraj zostanie - podobnie jak rok temu - podzielony na trzy strefy: zieloną, żółtą i czerwoną. Przydział do niej będzie zależał od liczby zanotowanych zakażeń w ostatnich dwóch tygodniach, a także od stopnia "wyszczepienia" w danym powiecie.

embed

Adam NiedzielskiKoronawirus w Polsce. Niedzielski o powrocie do trzech stref obostrzeń

Jak tłumaczył Niedzielski, według wstępnych założeń, żółta strefa miałaby zaczynać się od 12 zakażeń na 10 tys. mieszkańców, zaś czerwona od 24 przypadków. Próg byłby więc dwukrotnie wyższy niż rok temu, bo - jak wyjaśniał minister - obecnie dana liczba zakażeń przekłada się na ok. 40-50 proc. mniej hospitalizacji. Niedzielski wskazywał też, że gdyby dany powiat był lepiej "wyszczepiony" od średniej w kraju, jego kolor strefy byłby obniżany o jeden poziom.

Czyli jeżeli ktoś ze względu na liczbę zakażeń ma czerwoną strefę, ale jego poziom wyszczepienia jest poniżej średniej, to będzie strefą żółtą. Tak to wygląda w uproszczeniu

- mówił Niedzielski. Oba odstępstwa od zasad z zeszłego roku (wyższe progi dla żółtej i czerwonej strefy oraz uzależnienie koloru strefy od stopnia "wyszczepienia") minister zdrowia nazwał "podwójnym przeskalowaniem". 

Niedzielski nie ujawnił, jakie konkretnie obostrzenia miałyby zostać wprowadzone w żółtych i czerwonych strefach. Zgodnie z jego wcześniejszymi wypowiedziami medialnymi, byłyby one podobne do tych z poprzednich fal.

Jednocześnie minister zdrowia zapewniał, że będzie robić wszystko, aby ewentualne restrykcje były jak najmniej uciążliwe dla osób zaszczepionych. We wspominanej rozmowie z RMF FM tłumaczył, że nawet w sytuacji obostrzeń w danym regionie, nie obejmowałyby one np. sklepów czy punktów usługowych, w których pracownicy byliby zaszczepieni i które obsługiwałyby zaszczepionych klientów.

Dziś czerwone i żółte strefy nikomu by nie groziły

Aktualnie żaden powiat w Polsce nie ma tylu zakażeń, że mógłby zostać żółtą czy tym bardziej czerwoną strefą. Nawet w regionach z najwyższą liczbą nowych przypadków (np. kilka powiatów na Podlasiu), jest ich kilkukrotnie mniej, niż wynosiłaby dolna granica dla żółtej strefy.

Z map "wyszczepienia" jednoznacznie wynika, że większym miastom oraz większości regionów z zachodu kraju raczej nie grozi bycie czerwonymi strefami. Tam bowiem odsetek osób zaszczepionych jest wyraźnie wyższy niż na wschodzie kraju, zwykle wyższy niż średnia dla kraju (obecnie w pełni zaszczepionych jest ok. 49 proc. mieszkańców Polski). 

Więcej o: