Minister finansów: "Podkręcamy inflację". Polacy dostają jasne sygnały: pensje ważniejsze niż ceny

- Sami podkręcamy inflację - mówił w czwartek minister finansów Tadeusz Kościński. - Przyrost wynagrodzeń szybszy niż wzrost cen interesuje mnie jako podstawowy współczynnik naszego rozwoju gospodarczego - wskazywał premier Mateusz Morawiecki. Jak wynika z opublikowanego właśnie opisu dyskusji podczas lipcowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej, także większość członków RPP zwraca uwagę, że w najbliższych latach pensje będą rosnąć szybciej od cen.

Jak wynika z danych GUS, w lipcu inflacja rok do roku w Polsce wyniosła 5 proc., czyli najwięcej od dziesięciu lat, a nie licząc tego jednego odczytu z maja 2011 r. - od dwudziestu lat. Prognozy ekonomistów wskazują, że w kolejnych miesiącach roku możemy zobaczyć zbliżone odczyty tempa wzrostu cen, a pod jego koniec - nawet wyraźnie wyższe, w okolicach 5,2-5,5 proc.

Osoby zaniepokojone takim tempem wzrostu cen są jednak uspokajane, że przeciętne wynagrodzenia w przedsiębiorstwach rosną jeszcze szybciej. Dane te przywoływali m.in. prezes NBP Adam Glapiński ("Inflacja nie ma negatywnego wpływu na zasobność portfeli Polaków. Wszystkie wynagrodzenia i świadczenia emerytalne rosną znacząco szybciej") i premier Mateusz Morawiecki ("Kiedy wynagrodzenia rosną dwa razy szybciej niż inflacja, to znaczy, że za podobną pulę zarabianych środków możemy kupić więcej kilogramów cukru, więcej litrów mleka"). 

Premier Mateusz MorawieckiNowe dane o pensjach w Polsce. Można kupić jeszcze więcej cukru

Morawiecki cieszy się, że wynagrodzenia rosną szybciej od cen

W czwartek 26 sierpnia znów mieliśmy "ofensywę" takich wyjaśnień. Znów w roli głównej był premier Mateusz Morawiecki, który podczas Forum Wizja Rozwoju mówił, że "podstawowym wskaźnikiem naszego rozwoju gospodarczego i Polskiego Ładu jest przyrost wynagrodzeń szybszy niż wzrost cen". Morawiecki tłumaczył, że spośród wszystkich danych gospodarczych, statystyki dotyczące wzrostu płac "interesują go najmocniej".

W podobnym tonie premier wyrażał się też w programie "Gość Wiadomości" w TVP1.

Martwi mnie inflacja, martwią mnie wszystkie zwyżki cenowe. Ale cieszy mnie to, że wynagrodzenia Polaków rosną szybciej

- mówił Morawiecki.

.Morawiecki: inflacja niepokoi, ale pensje rosną szybciej. Patrzymy w dane [WYKRES DNIA]

Minister finansów: Sami podkręcamy inflację

Najwyższą od lat inflację nie martwi się także minister finansów Tadeusz Kościński. W rozmowie z Radiową Jedynką wskazywał, że trzeba na nią uważać, ale obecne odczyty to "nie jest jeszcze niepokojący poziom". Stwierdził też, że de facto rząd sam "podkręca inflację".

My też sami podkręcamy tę inflację poprzez zwiększanie minimalnych wynagrodzeń powyżej inflacji, co myślę, że jest bardzo dobrym zjawiskiem

- mówił minister finansów.

RPP: Dynamika cen pozostanie istotnie niższa od tempa wzrostu płac

Również 26 sierpnia Narodowy Bank Polski opublikował opis dyskusji Rady Polityki Pieniężnej z posiedzenia 8 lipca br. Było to ostatnie decyzyjne posiedzenie RPP, kolejne odbędzie się we wrześniu. Co ważne, było to posiedzenie, podczas którego siłą rzeczy oczywiście członkowie RPP nie znali jeszcze inflacji rocznej za lipiec, a najnowszą była 4,4 proc. z czerwca br.

Uwagę części ekonomistów przykuło jedno zdanie z opisu dyskusji.

Większość członków Rady zwracała uwagę, że zgodnie z projekcją w całym jej horyzoncie dynamika cen pozostanie istotnie niższa od tempa wzrostu płac - w tym płacy minimalnej - co przełoży się na wyraźną poprawę sytuacji finansowej gospodarstw domowych i będzie ograniczać narastanie presji płacowej

- napisało w dokumencie.

Z lipcowej projekcji NBP wynika, że średnioroczna inflacja w 2021 r. wyniesie 4,2 proc., zaś tempo wzrostu wynagrodzeń 8,1 proc. W latach 2022-2023 ceny mają rosnąć średniorocznie o ok. 3,3-3,4 proc., zaś wynagrodzenia w tempie o 4,5 pp. wyższym - o 7,8-7,9 proc.

"To już jest dramat"

Można powiedzieć, że na rynku ścierają się dwa poglądy. Pierwszy to ten prezentowany właśnie m.in. przez członków rządu, większość członków RPP (choć nie wszystkich), ale także oczywiście część ekonomistów. Wskazuje on, że obecna i przyszła inflacja, podwyższona względem celu inflacyjnego i najwyższa od lat, nie jest zjawiskiem niepokojącym (lub przynajmniej mniej niepokojącym) do momentu, w którym udaje się przeciętne pensje w gospodarce podnosić w szybszym tempie niż rosną ceny.

Jest jednak część ekonomistów, do których taka retoryka nie przemawia.

Fakt, że już nawet RPP zaczyna używać w oficjalnej komunikacji argumentu, że wszystko jest dobrze tak długo, jak "wynagrodzenia rosną szybciej niż inflacja", to jest już dramat

- pisze na Twitterze ekonomista banku BNP Paribas Wojciech Stępień.

Nakręcenia spirali płacowo-cenowej obawiał się w niedawnej rozmowie z Gazeta.pl ekonomista dr Jakub Karnowski. Tłumaczył, że głównym zadaniem prezesa NBP Adama Glapińskiego jest utrzymanie stabilnego poziomu cen.

Takie stwierdzenia jak jego niedawne, że inflacja nie ma negatywnego wpływu na zasobność portfeli Polaków, uważam za próbę wykręcenia się z odpowiedzialności za najważniejsze zadanie, jakie ma. Takie słowa powodują, że oczekiwanie inflacyjne rosną i wskutek tego rośnie rzeczywista inflacja. Glapiński daje sygnał: właściwie nie ma problemu, czy inflacja będzie wynosić 5, czy 10 proc., bo damy sobie radę, ponieważ rząd będzie podnosić wynagrodzenia. To są bardzo niebezpieczne stwierdzenia, które będą miały negatywne skutki w nieco tylko dłuższym horyzoncie

- przekonywał Karnowski.

Więcej o: