Ilu mamy lekarzy w Polsce (oprócz tego, że za mało)? Odpowiedź nie jest prosta [WYKRES DNIA]

OECD pokazała właśnie najnowsze dane o liczbie lekarzy i pielęgniarek na tysiąc mieszkańców w krajach członkowskich. Polska jest w tej statystyce w zasadzie na samym końcu. Publikacja pokrywa się w czasie z informacjami o kolejnych zamykanych oddziałach z powodu braku lekarzy oraz o tym, że 39-letni anestezjolog z Walbrzycha zmarł po przepracowaniu 115 godzin w tygodniu. Choć wiadomo, że lekarzy w Polsce jest za mało, mimo wszystko odpowiedź na pytanie o ich liczbę - przynajmniej na podstawie wspomnianych danych OECD - nie jest łatwe.

Według opublikowanych kilka dni temu najnowszych danych OECD (Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju), Polska zajmuje 29. na 32. miejsca pod względem liczby lekarzy i pielęgniarek na tysiąc mieszkańców - wyłącznie przez Meksykiem, Turcją i Kolumbią.

Lekarzy mamy według tej analizy niespełna 2,4 na tysiąc osób - najmniej spośród ujętych krajów UE, więcej tylko od Turcji i Kolumbii. Pielęgniarek mamy 5,1 na tysiąc mieszkańców, co również klasyfikuje Polskę niemal na szarym końcu (tylko przed Turcją, Kolumbią, Meksykiem, Łotwą i Izraelem).

Dane siłą rzeczy wzbudziły spore zainteresowanie w Polsce, zwracał na nie uwagę np. ekonomista Polskiego Instytutu Ekonomicznego dr Jakub Sawulski czy socjolog dr Ryszard Szarfenberg.

embed

Szpital tymczasowy na terenie Międzynarodowych Targów Gdańskich AmberExpoIle kosztowały szpitale tymczasowe? Ponad 100 mln zł za siedem placówek

Dane, od których dystansuje się Ministerstwo Zdrowia

O danych OECD dotyczących liczby lekarzy i pielęgniarek w Polsce należy wiedzieć (przynajmniej) dwie rzeczy. Po pierwsze - pochodzą z 2017 r. Po drugie i zapewne ważniejsze - raczej nie oddają do końca prawdziwego obrazu sytuacji, co zresztą już ponad półtora roku temu tłumaczył ówczesny minister zdrowia Łukasz Szumowski. 

Z danych OECD wynika, że Polska ma nieco ponad 90 tys. lekarzy. Z kolei według danych Naczelnej Izby Lekarskiej, mamy w Polsce ponad 140 tys. lekarzy wykonujących zawód (nie licząc dentystów). Gdyby przyjąć tę liczbę do przeliczeń, można by powiedzieć, że mamy ok. 3,7 lekarza na tysiąc mieszkańców, co już byłoby bardziej przyzwoitym na tle innych krajów OECD wynikiem.

Skąd tak mało lekarzy w zestawieniu OECD? Jak pisał w styczniu 2020 r. na łamach "Dziennika Gazety Prawnej" Łukasz Szumowski, ówczesny minister zdrowia, "ostateczny wskaźnik liczby lekarzy na tysiąc mieszkańców [przedstawiony w raporcie OECD - red.] obarczony jest dużym błędem powstałym przy zbieraniu danych". 

OECD otrzymuje dane o liczbie lekarzy pracujących bezpośrednio z pacjentem z GUS, ten natomiast bazuje na danych Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia, które z kolei uzyskuje informacje od 16 wojewodów, a ci… No właśnie - tu zaczyna się problem. Wojewodowie bowiem otrzymują dane bezpośrednio od placówek służby zdrowia w specjalnych raportach. Poziom zwrotu raportów z placówek ochrony zdrowia osiąga w przypadku podmiotów leczniczych 70 proc., natomiast w przypadku jednoosobowych i grupowych praktyk zawodowych jedynie 13 proc. I w ten sposób mamy wynik 90,2 tys. lekarzy oraz 13,3 tys. lekarzy dentystów, co oznacza poziom 2,4 lekarza na tysiąc mieszkańców. Reprezentatywność tych danych, jak sami widzimy, jest daleka od rzeczywistości

– pisał Szumowski. Dalej wyjaśniał też, że "placówki ochrony zdrowia traktują raportowanie jako kolejny przejaw biurokracji, natomiast wojewodowie uznali, że nie mają narzędzi do egzekwowania obowiązku składania raportów przez placówki medyczne. I tak koło się zamyka".

Z drugiej strony, jak zwracał również uwagę "Dziennik Gazeta Prawna", liczby lekarzy wykonujących zawód, według statystyk NIL, może być z kolei zawyżona, bo część z nich - np. emeryci - mimo wszystko jednak aktywnie zawodu już nie wykonuje. Dlatego dokładnie określenie liczby lekarzy w Polsce nie jest rzeczą prostą. 

Nawet, jeśli dane OECD są zaniżone, nie ma się z czego cieszyć

Nawet, jeśli w rzeczywistości w Polsce pracuje więcej lekarzy, niż wynika to z danych prezentowanych przez OECD, to de facto wciąż są to "tylko" suche liczby. Dostateczna liczba lekarzy jest kluczowa, ale niestety nie zapewni ona wydolnego, bezpiecznego systemu opieki zdrowotnej bez dobrze skonstruowanego systemu. A z tym niestety mamy w Polsce - delikatnie mówiąc - kłopot.

Po kolejnych, de facto już regularnych komunikatach o oddziałach zamykanych z powodu braku lekarzy, oraz po ostatnim dramatycznym wydarzeniu z Wałbrzycha, gdy zmarł 39-letni lekarz, który przepracował 115 godzin w tygodniu, toczące publiczny system ochrony zdrowia patologie znów mocniej "wybiły". Kolejni lekarze opowiadają o pracy niemal bez przerwy, oddziałach "wiszących na włosku" pracy lekarzy już w wieku emerytalnym czy o odejściach z publicznego systemu ochrony zdrowia nie tylko z powodów finansowych, ale też - a może i przede wszystkim - przepracowania, biurokracji i braku szacunku dla ich pracy.

11 września na ulicach Warszawy ma odbyć się protest pracowników ochrony zdrowia. Postulatów jest wiele, można je zamknąć w ogólnym postulacie powstrzymania zapaści systemu.

Dodatkowy dopływ środków do systemu opieki zdrowotnej - potrzebny, acz nierozwiązujący jego wszystkich problemów - ma zapewnić m.in. zapowiedziana w Polskim Ładzie podwyżka składki zdrowotnej dla wielu przedsiębiorców. Według projektu ustawy, od 2022 r. będą oni płacić składkę na NFZ w wysokości 9 proc. dochodów, a nie niską, ryczałtową (w 2021 r. ok. 381 zł miesięcznie). Do 30 sierpnia trwają konsultacje społeczne projektu. Według ostatnich doniesień, rząd rozważa obniżkę składki do 3 proc. i dochodzenie do poziomu 9 proc. w kolejnych kilku latach. 

Według planów rządu, do 2027 r. Polska ma dojść do 7 proc. PKB wydawanych na ochronę zdrowia.

Lekarz (zdjęcie ilustracyjne)Składka zdrowotna może wynieść 3 proc., a nie 9 proc. Rząd potwierdza

Więcej o: