Lokomotywa na wodór od polskiej Pesy. Pierwsza w Europie, druga na świecie

To miał być hit międzynarodowych targów i zainteresowanie - sądząc po pojawiających się w sieci relacjach - rzeczywiście było duże. Bydgoska firma Pesa pokazała prototyp lokomotywy zasilanej wodorem - paliwem, które przy dążeniu do cięcia emisji ma zyskiwać na znaczeniu. Producent ma już pierwszego klienta.
Zobacz wideo Jesteśmy europejskim królem importu aut. Jak to się przekłada na klimat?

Pesa o tym, że pracuje nad lokomotywą wodorową, informowała już dwa miesiące temu, kiedy zaprezentowała nową strategię. Bydgoska firma stworzyła prototyp pojazdu we współpracy z państwowymi spółkami - PKP SA i PKN Orlen - nic dziwnego, bo i sama Pesa jest pod państwowym zarządem - dwa lata temu, kiedy była w trudnej sytuacji finansowej, przejął ją Polski Fundusz Rozwoju, inwestując 300 mln zł. Szef PFR Paweł Borys, chwalił się we wtorek prezentacją pojazdu, podkreślając, że to pierwsza taka lokomotywa w Europie i druga na świecie (po chińskiej). 

Lokomotywa na wodór od polskiej firmy 

Prezentacja miała miejsce przy okazji Międzynarodowych Targów Kolejowych TRAKO 2021 w Gdańsku. SM42-6Dn to lokomotywa czteroosiowa z silnikami trakcyjnymi, których moc to 4x180kW. Energię wytwarzają dwa ogniwa wodorowe firmy Ballard, a powstaje ona w wyniku reakcji chemicznej wodoru pobieranego ze zbiorników (ich łączna pojemność to 175 kg, PESA podaje, że na jednym tankowaniu lokomotywa może pracować przez dobę) z tlenem z powietrza. Do tego pojazd wyposażono w system jazdy autonomicznej oraz system rozpoznający przeszkody. Producent chwali się też nowoczesnym designem. 

Lokomotywa wodorowa firmy PesaLokomotywa wodorowa firmy Pesa źródło: materiały prasowe firmy

Warto podkreślić, że jest to lokomotywa manewrowa, nie będzie więc prowadzić pociągów. Tego typu lokomotywy przeznaczone są do pracy na przykład na stacjach, bocznicach czy w portach. Na razie to prototyp (podobnie zresztą jak produkt chiński), ale Pesa ma już pierwszego klienta - chęć zakupu zgłosił Orlen. Lokomotywa będzie teraz testowana, także na torach w zakładach Orlenu w Płocku, a jej producent liczy, że jeszcze w tym roku wjedzie do eksploatacji we wspomnianej rafinerii. 

Orbit Fab Tenzing TankerAmerykański startup ma stację paliw w kosmosie

Pesa stawia na wodór 

Pesa planuje iść dalej i po lokomotywie manewrowej pracować także nad wodorowym pociągiem pasażerskim. "W 2019 roku powołaliśmy specjalny zespół badawczo-rozwojowy, którego celem jest budowa prototypów lokomotywy manewrowej i pasażerskiego zespołu trakcyjnego z napędami wykorzystującymi ogniwa paliwowe zasilane wodorem. Współpracujemy przy realizacji tych projektów ze strategicznymi partnerami - PKN Orlen i PKP SA, by razem podejmować działania przyspieszające wdrożenie na polskiej kolei transportu szynowego napędzanego wodorem" - mówi, cytowany w komunikacie prasowym, Krzysztof Zdziarski, prezes Pesy. 

Firma przypomniała, że dwa lata temu postawiła na niskoemisyjny transport szynowy. W najnowszej strategii, opublikowanej w lipcu tego roku, Pesa zapowiedziała, że idzie w kierunku pojazdów zeroemisyjnych, w tym wodorowych. Informowała wtedy, że pierwsze wodorowe pociągi pasażerskie mają zacząć jeździć za pięć - sześć lat (poza tym zapowiedziała m.in. piętrowe pociągi i w dalszej perspektywie pojazdy kolejowe dużych prędkości - do 200 km/h). Pasażerskie pociągi wodorowe jak na razie produkuje tylko Alstom - m.in. w Polsce zresztą - choć wciąż jest to projekt na początkowym etapie wdrażania. 

Wodór nie zawsze jest zupełnie "zielony"

Stawianie na wodór to sensowny ruch, nie tylko z klimatycznego, ale i biznesowego punktu widzenia. Na to paliwo stawia też Orlen, partner Pesy w jej nowych przedsięwzięciach. W założeniach unijnego Zielonego Ładu wodór pojawia się jako strategiczne paliwo i kluczowy obok OZE kierunek inwestycji. Na projekty uwzględniające wodór będą więc pieniądze, i to niemałe. Tyle że z wodorem jest parę problemów.

Po pierwsze, jak na razie wykorzystywany jest w bardzo niewielkim stopniu jako paliwo, więc nie bardzo jest nawet w co inwestować. Według szacunków Komisji Europejskiej, teraz mniej niż 2 proc. zużycia energii w Europie pochodzi z wodoru i przeznaczany jest on nie na transport, a do celów branży chemicznej, m.in. produkcji nawozów i tworzyw sztucznych.

Po drugie - a to z punktu widzenia walki o zahamowanie zmian klimatu kluczowe - by można było mówić o pełnej zeroemisyjności, wykorzystywany surowiec powinien być "zielony". A nie każdy wodór taki jest. Aż 96 proc. tego "europejskiego" powstaje z gazu ziemnego (czyli paliwa kopalnego, którego zużycie chcemy przecież ciąć), co generuje duże emisje CO2, podobnie jest zresztą wszędzie na świecie. Taki wodór nazywany jest wodorem szarym. Opcją nieco lepszą jest wodór niebieski. Również wytwarzany jest z gazu ziemnego, ale dwutlenek węgla powstający w trakcie produkcji wychwytuje się i składuje pod ziemią. Zielony wodór jest prawie bezemisyjny. Powstaje w procesie elektrolizy - rozkładania wody na wodór i tlen przy wykorzystaniu energii z wiatru lub słońca. Taki zielony wodór docelowo chciałby mieć też Orlen, jednak na razie ma tylko wodór szary. 

Ciężarówka Poczty Polskiej (zdjęcie ilustracyjne)Poczta Polska będzie dowozić węgiel. Spółka wygrała przetarg i ma umowę

Więcej o: