Wyliczyli, gdzie byłaby Polska, gdyby nie Ukraińcy. Ta analiza daje do myślenia [WYKRES DNIA]

Ukraińcy wypracowali 13 proc. polskiego wzrostu gospodarczego w latach 2013-2018 - wynika z analizy ekonomistów NBP i SGH - Pawła Strzeleckiego, Jakuba Growca i Roberta Wyszyńskiego.
Zobacz wideo "Krwawy" węgiel z Donbasu. Karolina Baca-Pogorzelska: Trzeba powiedzieć wprost: Rosja kradnie Ukrainie węgiel

O bardzo dużej roli emigrantów z Ukrainy w części branż w Polsce - np. opiekuńczej, przetwórczej, budowlanej, magazynowej czy rolnej - wiemy od lat. Ukraińcy w sporej mierze wykonują te prace, do których trudno jest znaleźć chętnych wśród Polaków. To niekoniecznie stanowiska najgorzej płatne, ale też te, w których praca jest po prostu ciężka.

Czy da się jednak ten wkład przekuć na konkretną liczbę? Okazuje się, że tak. Tego zadania podjęli się ekonomiści Narodowego Banku Polskiego: Paweł Strzelecki, Jakub Growiec i Robert Wyszyński. Dwóch pierwszych to także pracownicy naukowi Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Z ich analizy wynika, że z całego wzrostu gospodarczego Polski w latach 2013-2018 aż 13 proc. zostało wypracowane przez pracowników z Ukrainy. Ich wkład podnosił w tym okresie polski wzrost gospodarczy o ok. 0,5 pp. 

Ukraińcy w Polsce

Z danych ZUS wynika, że ubezpieczeniom społecznym (emerytalnemu i rentowemu) podlegało na koniec 2020 r. ok. 532,5 tys. Ukraińców. Tym samym stanowili oni ponad 73 proc. wszystkich cudzoziemców zarejestrowanych w ZUS. 

embed

Ta liczba zdecydowanie nie odpowiada jednak łącznej liczbie obywateli naszego wschodniego sąsiada, którzy na różnych zasadach świadczą lub świadczyli w Polsce pracę. Szacunki biorące pod uwagę dominujący charakter migracji (tzw. wahadłowa, czyli kilka miesięcy pracy i powrót do ojczyzny), czy pracę w szarej strefie wskazują, że przez Polskę może przewijać się grubo ponad miliona Ukraińców rocznie.

Ważne w zatrzymaniu Ukraińców w Polsce w trakcie pandemii były zapisy tarczy antykryzysowej. Jak tłumaczą eksperci firmy Personnel Service w "Barometrze Polskiego Rynku Pracy 2021", gwarantowały one osobom posiadającym wizę, która kończy się w trakcie trwania stanu epidemicznego, że mogą legalnie pozostać i pracować w Polsce przez cały czas obowiązywania stanu epidemicznego oraz 30 dni po jego zakończeniu. Okazało się, że z tej możliwości skorzystali pracownicy z Ukrainy w niemal co drugiej firmie, i w Polsce udało się zatrzymać nawet do 500 tys. imigrantów ze Wschodu.

O tym, jak wiele firm w Polsce w mniejszym czy większym stopniu polega na Ukraińcach mogą świadczyć także wyniki "Barometru Polskiego Rynku Pracy 2021". Wskazują one, że już aż 28 proc. firm deklaruje zatrudnianie pracowników z Ukrainy. Dla porównania, w edycji badania opublikowanej rok wcześniej było to tylko 11 proc. 

Również niemal co czwarta firma w Polsce zamierza rekrutować Ukraińców w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Największe zapotrzebowanie na pracowników z Ukrainy obserwujemy w firmach z sektora przemysłowego – już co trzecie przedsiębiorstwo planuje zatrudniać kadrę ze Wschodu. Na drugim miejscu znajdują się firmy z sektora handlu – 27 proc. będzie zatrudniało pracowników z Ukrainy, a w branży usługowej 20 proc.

- czytamy w raporcie z badania. Choć sukcesywnie rośnie odsetek firm zatrudniających Ukraińców jako wykwalifikowaną kadrę wyższego szczebla (12 proc. w pierwszej połowie 2021 r. wobec np. 4 proc. w drugiej połowie 2019 r.), to jednak aż 70 proc. firm zatrudniających Ukraińców deklaruje, że zajmują oni stanowiska niższego szczebla.

Potrzebna polityka migracyjna

Wydaje się, że ta obserwacja nieco koreluje z cytowanym badaniem ekonomistów NBP, z którego wynika, iż większość Ukraińców deklarowała pracę poniżej swoich kwalifikacji. Pisze o tym także Paweł Kaczmarczyk, ekonomista Uniwersytetu Warszawskiego, dyrektor ośrodka Badań Nad Migracjami.

Dotychczas nie udaje się nam wykorzystywać kapitału ludzkiego imigrantów z Ukrainy; w dużej mierze za sprawą braku przemyślanej polityki migracyjnej (i integracyjnej)

- pisze naukowiec.

Na konieczność poukładania polskiej polityki migracyjnej niedawno w rozmowie z Gazeta.pl wskazywał także Andrzej Kubisiak z Polskiego Instytutu Ekonomicznego. 

Musimy iść mniej na ilość, bardziej na jakość. Promować długoterminowe pobyty i przyciągać te osoby, które są niezbędne dla rozwoju Polski

- mówił ekspert PIE. To model znany m.in. z krajów anglosaskich, które bardzo ściśle profilują braki na rynku pracy i pod tym kątem tworzą politykę migracyjną. Polska jest w tej kwestii liberalna, choć także - jak wskazuje Kubisiak - komplementarna, tzn. emigrantami wypełniamy raczej luki, w których Polacy nie chcą pracować albo nie mamy rąk do pracy.

To ważne - nie jest tak, że migranci z Ukrainy odbierają Polakom pracę, są tańsi itd. Oczywiście, mogą się zdarzać i takie sytuacje, ale generalnie Ukraińcy zmniejszają niedobory pracowników na polskim rynku pracy. 

Jest jednak i druga strona medalu masowej migracji do Polski pracowników zza wschodniej granicy. Ukraińcy (czy Białorusini) wydatnie wspierają, a w niektórych branżach wręcz ratują, polską gospodarkę. Jednak na dłuższą metę "drenowanie" wschodnich sąsiadów niesie za sobą ryzyko związane z bezpieczeństwem naszej części Europy. Chodzi o to, że de facto Polska dotychczas korzystała z nieszczęść Ukrainy (m.in. wojna w Donbasie) czy Białorusi (jak ostatni kryzys po wyborach, po którym wielu Białorusinom, w tym z ważnej dziedziny IT, trafiło do Polski). Mimo, że - jak pisaliśmy - np. większość Ukraińców zajmuje w Polsce niższe stanowiska, to jednak po pierwsze - wielu z nich ma wyższe kwalifikacje, a po drugie - trafia też do nas coraz więcej dobrze wykształconych osób ze Wschodu. Siłą rzeczy, wyciągając z tych krajów specjalistów, obniżamy ich potencjał gospodarczy.

Zresztą ekonomista Ignacy Morawski w rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim w czerwcu br. zwracał też uwagę na inną korzyść dla Polski wynikającą z problemów Ukrainy i Białorusi.

Źle to brzmi, bo wolność i prosperity tych krajów leżą nam bardzo na sercu i są w naszym najlepszym interesie, ale niezamierzoną konsekwencją ich problemów mogła być większa koncentracja inwestycji zagranicznych w Polsce

- mówił Morawski.

Polska od lat na czele unijnego zestawienia

Jak wynika z danych Eurostatu, w 2019 r. (danych za 2020 r. jeszcze nie ma) Polska "zagospodarowała" aż ponad połowę spośród wszystkich osób, które przybyły wówczas na teren Unii Europejskiej w celach zarobkowych. Łącznie takich osób było niespełna 1,2 mln, w tym do Polski 625 tys. 

Łącznie w 2019 r. osobom spoza UE wydano ponad 724 tys. tzw. pierwszych pozwoleń na pobyt. To oznacza, że 86 proc. osób, które dostało pozwolenie, przyjechało do nas w celach zarobkowych. Spośród tych 724 tys. pozwoleń na pobyt, niemal równo 600 tys. przyznano Ukraińcom.

Polska od 2016 r. jest na czele krajów UE, które wydają najwięcej pozwoleń na pobyt.

embed

.Napływ cudzoziemców do Polski. Wydajemy najwięcej pozwoleń w UE

"Epokowa przemiana". Polska staje się krajem imigranckim

Jak mówił w lipcu br. w rozmowie z Gazeta.pl Andrzej Kubisiak z Polskiego Instytutu Ekonomicznego, Polska z kraju emigranckiego staje się krajem imigranckim.

Widać to choćby po skali transferów pieniężnych do kraju od Polaków pracujących za granicą i tego, co znad Wisły wypływa za granicę z tytułu pracy cudzoziemców. Te nożyce transferów rozwierają się w bardzo szybkim tempie.

Jak wynika z danych Narodowego Banku Polskiego, cudzoziemcy z tytułu pracy w Polsce przekazali za granicę w pierwszym kwartale 2021 r. niemal 5 mld zł. To najwięcej w historii. Ponad cztery piąte tej kwoty popłynęły na Ukrainę. Również mniej więcej 80 proc. środków, które popłynęły za granicę z Polski, pochodziło od migrantów krótkookresowych, tj. pracujących u nas krócej niż rok. Te osoby albo trafiły do nas niedawno, albo przyjechały do pracy tylko na kilka miesięcy.

embed

.'Epokowa przemiana' w Polsce. Stajemy się krajem imigranckim

Więcej o: