Wielka Brytania. Minister do mieszkańców: "Nie kupujcie w panice". BP zamyka część stacji

W Wielkiej Brytanii nasilają się problemy z dostawami do sklepów. Pustawe półki mogą doprowadzić do tego, że klienci w panice będą kupować to, co jest dostępne.Takie obawy wyraża Tesco, a jeden z ministrów stara się uspokoić konsumentów. Tymczasem problem jest nie tylko w sklepach, bo BP ogłosiła, że będzie musiała zamknąć część swoich stacji. Tym razem nie chodzi o kryzys gazowy, a w tle znów pojawia się brexit.
Zobacz wideo Co z budżetem? Gowin: Rząd ma nadwyżki, ale wynikające z inflacji i drożyzny

Kilka dni temu Wielka Brytania martwiła się, że z powodu kryzysu gazowego pojawią się problemy z żywnością w sklepach. Wysokie ceny surowca przyniosły dość niespodziewany skutek: firma produkująca nawozy sztuczne zawiesiła pracę dwóch swoich fabryk, a że produktem ubocznym wytwarzania nawozów jest dwutlenek węgla, którego to owa firma jest głównym dostawcą na wyspach. Dwutlenek węgla zaś jest szeroko wykorzystywany w przemyśle spożywczym. Historię opisywaliśmy w poniższym tekście: 

Wielka Brytania. Ceny gazu problemem nie tylko dla konsumentów, ale i branży spożywczej.Kryzys gazowy w Wielkiej Brytanii. Żywność na celowniku

Wielka Brytania. Kryzys energetyczny. Niektóre stacje musiały się zamknąć

Rząd, wykładając spore pieniądze, ten kryzys zażegnał (choć jednocześnie ostrzegł przed wzrostem cen), ale pojawił się kolejny, a w zasadzie wybił mocniej, bo istnieje już od dłuższego czasu. Jego najnowszą odsłoną są kłopoty z paliwem.

Wielka Brytania nie dość, że wydobywa ropę naftową (mniej więcej połowę tego, co Norwegia, co daje jej miejsce pod koniec drugiej dziesiątki producentów surowca), to jeszcze ją przetwarza w rafineriach (siedmiu), więc paliwa nie brakuje - na poziomie rafinerii w każdym razie. Brakuje go w handlu detalicznym. Ostrzegli przed tym trzej najwięksi brytyjscy operatorzy stacji paliwowych. Na przykład koncern BP poinformował, że na około 100 należących do niego stacjach brakuje przynajmniej jednego gatunku paliwa, a kilka placówek trzeba było z tego powodu czasowo zamknąć. O podobnych problemach donosi Esso. 

Firmy z branży, ale także władze, obawiają się, że przestraszeni konsumenci rzucą się tankować samochody i podkreślają, że absolutnie nie ma takiej potrzeby. "Ważne jest, by powtórzyć, że nie brakuje paliwa, więc ludzie powinni je kupować nadal tak, jak zwykle. [W przypadku] paliwa, podobnie jak w przypadku żywności, mamy bardzo odporny i solidny łańcuch dostaw" - powiedział Jamie Davies, rzecznik premiera Borisa Johnsona. 

Port w RotterdamieGwiazdki nie będzie? W USA rekordowe korki w portach, w Europie rekordowe ceny

Brakuje kierowców, kłopoty z dostawami do sklepów

Skąd te problemy? Paliwo jest, ale nie ma komu go rozwozić, bo na Wyspach brakuje kierowców. Według brytyjskiego Stowarzyszenia Transportu Drogowego (Road Haulage Association) braki sięgają 100 tysięcy pracowników. I to od pewnego czasu ma bardzo realne i dotkliwe dla różnych firm a także konsumentów skutki. 

Jednym z efektów, obserwowanym już od dawna, są kłopoty z zaopatrzeniem sklepów. W wielu z nich widać puste półki. Wcześniej problemy sygnalizowały też sieci fast-foodowe: KFC, McDonald’s i Nando’s, a produkujący szczepionki Seqirus opóźnił dostawy swoich preparatów przeciw zakażeniu grypą - donosi Associated Press. O ile zupełnego braku żywności nie należy się spodziewać, to już nieco opustoszały gdzieniegdzie półek już tak. Firmy operujące sieciami supermarketów obawiają się, że klienci widząc to mogą zachowywać się mniej racjonalnie, a zbliża się gorący okres zakupowy. 

"Obawiamy się, że zdjęcia pustych półek przed Świętami Bożego Narodzenia będą wyglądać 10 razy gorzej i czeka nas zakupowa panika" - ostrzegał w ubiegłym tygodniu na spotkaniu z przedstawicielami Andrew Woolfenden, szef dystrybucji w brytyjskim Tesco, którego cytuje portal The Guardian. Sieci handlowej - największej w Wielkiej Brytanii - brakuje około 800 kierowców. Dorzucenie bonusów finansowych pomogło tylko częściowo, pracowników podkupuje konkurencja. 

"Nie ma żadnej potrzeby, by ludzie szli do sklepów i panicznie kupowali" - podkreślał w rozmowie z Times Radio Paul Scully (cytowany przez Reutersa), minister ds. małego biznesu i zapewniał, że sytuacja nie jest w ogóle zbliżona do ponurej zimy z przełomy 1978 i 1979 roku, naznaczonej inflacją i akcjami protestacyjnymi. 

Skąd ten problem? 

Wielka Brytania kłopoty z zapełnieniem wakatów w transporcie ma od dłuższego czasu. W branży pracuje znacznie mniej osób niż ma uprawnienia do prowadzenia ciężarówek. A w kraju wszystko przewożone jest na kołach właśnie. Te braki pogłębiły się w związku z pandemią koronawirusa a także z utrudnieniami w dostępie do brytyjskiego rynku pracy dla osób spoza Zjednoczonego Królestwa, czego przyczyną jest brexit.

BBC rozmawiało z przedstawicielem wspomnianego wcześniej Stowarzyszenia Transportu Drogowego, według którego pandemia spowodowała, że trzeba było odwołać testy dla 40 tys. kierowców, a wcześniej z powodu brexitu wyjechało 20 tys. takich pracowników. Rod McKenzie uważa, że rozwiązaniem na teraz byłoby wpisanie kierowcy ciężarówek na listę zawodów pożądanych, co ułatwiłoby wydawanie wiz dla pracowników z zagranicy - taki postulat zgłaszają też inni, w tym sieci sklepów jak Iceland i Morrisons. Dalszym krokiem powinno być wprowadzenie zachęt dla Brytyjczyków do pracowania w zawodzie kierowcy.  

Kolejne spotkanie między rządem a przedstawicielami dotkniętych branż ma odbyć się w piątek 24 września. 

Więcej o: