Wybory w Niemczech. Mieszkańcy Berlina zagłosowali za wywłaszczeniem wielkich właścicieli mieszkań

Maria Mazurek
W cieniu wyborów parlamentarnych w Niemczech Berlin przeprowadzał osobne głosowanie. W stolicy odbyło się referendum w sprawie wywłaszczenia dużych inwestorów instytucjonalnych z posiadanych przez nich mieszkań. Wygrali zwolennicy tego rozwiązania, a choć wcale nie oznacza to jego wdrożenia w życie, to jednak rządzącym trudno będzie zignorować wynik plebiscytu.
Zobacz wideo Ceny mieszkań biją kolejne rekordy. Kiedy ich wzrost wyhamuje?

Niemcy w weekend decydowali, jak będzie wyglądać nowy Bundestag oraz w konsekwencji kto może zastąpić Angelę Merkel na stanowisku kanclerza. Kampania wyborcza była skierowana przede wszystkim na sprawy wewnętrzne, w tym kwestię inflacji. Niemców martwi wzrost cen m.in. w energetyce, ale drożeje też najem mieszkań. W Berlinie w niedzielę odbyło się referendum w sprawie wywłaszczenia w tym mieście wielkich instytucjonalnych właścicieli lokali. 

Wybory w Niemczech, na zdjęciu od prawej kandydaci głównych partii: Armin Laschet z CDU, Annalena Baerbock z Zielonych i Olaf Scholz z SPD.Wybory w Niemczech i gospodarka. Na co musi przygotować się Polska? Trzy kwestie

Niemcy. Berlin zagłosował za wywłaszczeniem dużych instytucji z mieszkań

Po przeliczeniu głosów w 99,9 proc. obwodów wyborczych, wynik plebiscytu wskazuje na jednoznaczną przewagę zwolenników tego pomysłu - "za" było ponad 56 proc. głosujących przy bardzo dużej frekwencji - 75 proc. Referendum było oddolną inicjatywą, poprzedzoną kampanią pod hasłem "Wywłaszczenie Deutsche Wohnen". Deutsche Wohnen to spółka, która działa na rynku najmu nieruchomości i w Berlinie ma ponad 113 tysięcy mieszkań - najwięcej ze wszystkich inwestorów instytucjonalnych w tym mieście.

Propozycja zakłada wywłaszczenie posiadających ponad 3000 lokali. Łącznie w ręce miasta i docelowo na wynajem na atrakcyjniejszych cenowo dla najmujących warunkach, mogłoby trafić nawet 226 tysięcy mieszkań. 

Nie byłaby to oczywiście łatwa operacja. Za przejęte nieruchomości ich obecnym właścicielom trzeba by zapłacić. Według pomysłodawców referendum kosztowałoby to około 8 miliardów euro, ale władze miasta szacują tę kwotę na bliższą 30 miliardom. Różnica bierze się z tego, że zarządzający Berlinem mówią o cenach rynkowych, a aktywiści uważają, że firmom należałyby się mniejsze pieniądze. Zresztą, Berlin niedawno kupił już 14 750 mieszkań od wspomnianych dwóch korporacji za łącznie 2,46 mld euro. 

Jest też kwestia zgodności z konstytucją ewentualnego przymusowego przejęcia. Samym inwestorom rzecz jasna bardzo się to nie podoba. Deutsche Wohnen stwierdził, że wywłaszczenie byłoby niekonstytucyjne oraz "niewykonalne finansowo" dla Berlina. "Nie powstałoby ani jedno nowe mieszkanie, a inwestycje w modernizację by się zatrzymały" - skomentował z kolei drugi największy mieszkaniowy właściciel w Berlinie, firma Venovia, która zresztą planuje przejąć Deutsche Wohnen. 

Ryzyko bańki cenowej dotyka najbardziej tych, którzy się najmniej do niej przyczyniliNa rynku mieszkań trwa nabór jeleni. "Stracą najwięcej, bo czują mus"

Rosną ceny mieszkań, najem coraz droższy. Co zrobią władze? 

Jak podawał w jednej ze swoich przedwyborczych analiz Ośrodek Studiów Wschodnich, w ciągu ostatniej dekady ceny najmu mieszkania w Berlinie wzrosły aż o 89 proc. - ponad dwa razy mocniej niż średnio w siedmiu największych niemieckich miastach. To ważne, bo w Berlinie aż 84 proc. mieszkańców mieszka w wynajętych lokalach (dla całych Niemiec ten współczynnik wynosi 54 proc., najwięcej w UE, w Polsce to około 4-5 proc.). Stolica Niemiec od czasu zjednoczenia kraju stała się metropolią z populacją liczącą ponad 3,5 mln osób, oferującą dobrze płatne miejsca pracy, przyciągając chętnych do osiedlenia się. 

Mieszkań brakuje i to jeden z powodów silnych wzrostów cen - według szacunków lokalnych władz, by zaspokoić popyt, w mieście powinno powstawać 20 tysięcy nowych lokali rocznie. Coraz więcej osób nie stać na czynsz, a z braku dostępności wielu decyduje się na wynajem czegokolwiek. Kryzys mieszkaniowy stał się ważnym problemem socjalnym, odbywały się protesty. Rządzący stolicą w 2018 roku zamrozili ceny najmu na pięć lat. Jednak w kwietniu tego roku Trybunał Konstytucyjny orzekł, że decyzja ta była niezgodna z konstytucją, bo tego typu sprawy powinny być regulowane na poziomie federalnym, nie lokalnym. To pociągnęło za sobą kłopoty części najmujących - nie dość, że w czasie pandemii okazało się, że ich miesięczne wydatki nagle wzrosną, to jeszcze niektórzy będą musieli oddać różnicę. Senat Berlina już zapowiedział wsparcie finansowe dla osób, które nie będą w stanie sobie z tym poradzić. 

Samo referendum nie jest wiążące, jego wynik oznacza jedynie, że nowe władze Berlina muszą odbyć dyskusję na ten temat. Według wskazań na poniedziałek rano, w lokalnych wyborach, które także odbywały się w stolicy, pierwsze miejsce zajęła (podobnie jak w całym kraju) SPD, wyprzedzając Zielonych. Socjalni Demokraci byli przeciwni pomysłowi głosowanemu w referendum, ale też trudno im będzie zupełnie zignorować plebiscyt, w którym głosowało aż 75 procent uprawnionych.

Więcej o: