Kurs złotego na huśtawce. Polska waluta w oczekiwaniu na decyzję RPP ws. stóp procentowych. Jest głos premiera

Złoty w środę rano najpierw się osłabiał, potem gwałtownie odbił. Notowania naszej waluty są dziś pod presją także wewnętrznych czynników - polski bank centralny ma podjąć decyzję w sprawie wysokości stóp procentowych. Napięcie jest na tyle duże, że na kurs mogą wpływać wypowiedzi decydentów, także politycznych.
Zobacz wideo Stopy procentowe ani drgną. Zmowa Glapińskiego i Morawieckiego? Gowin: Nie wiem czy formalna, ale faktyczna tak

Jesteśmy tuż przed wyjątkowo wyczekiwaną decyzją Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. Wprawdzie eksperci nie spodziewają się, że poziom stóp dziś się zmieni, za to tzw. rynek liczy na sugestię podwyżek w komunikacie po posiedzeniu Rady. Te oczekiwania widać na przykład w kursie złotego. 

Kurs złotego raz w górę, raz w dół

W środę rano złoty się osłabiał, przed południem jednak gwałtownie i wyraźnie odbił. To naprawdę solidne odbicie, bo wobec euro około 14:00 już o 4 grosze w stosunku do porannych notowań - z 4,63 do 4,59 złotego za euro. 

Notowania euro wobec złotego.Notowania euro wobec złotego. źródło: stooq.pl

Złoty odrabiał też straty wobec dolara, z ponad 4 zł w okolicach godziny 8:00 rano do 3,97 o 14:00. 

Notowania dolara wobec złotego.Notowania dolara wobec złotego. źródło: stooq.pl

Polska waluta a stopy procentowe

Na początek wyjaśnień zastrzeżenie: notowania polskiej waluty w dużej (zwykle przeważającej) mierze zależą od ogólnego sentymentu na rynkach finansowych. Jeśli nastroje są dobre, a na świecie jest sporo dostępnego taniego kapitału (tak, jak to ma miejsce obecnie, dzięki polityce banków centralnych), inwestorzy lokują środki w wielu różnych aktywach, także tych bardziej ryzykownych. Gdy pojawiają się jakieś obawy dotyczące kondycji gospodarki, pieniądze przesuwane są w kierunku bezpieczniejszych inwestycji. Na rynku walutowym oznacza to ruch w kierunku dolara i odpłynięcie kapitału m.in. z koszyka walut wschodzących - a do takiego inwestycyjnego koszyka zaliczany jest złoty. 

Dlatego ostatnio złoty słabł, podobnie jak inne waluty naszego regionu, tyle że mocniej. Według części analityków dochodził tutaj dodatkowy czynnik, a mianowicie to, że mimo rosnącej silnie inflacji (a to zjawisko globalne), polski bank centralny nie decyduje się na podwyżki stóp procentowych, co tę inflację mogłoby ograniczyć. NBP ma swoje argumenty: prezes powtarza, że podwyższona inflacja jest przejściowa, jej przyczyny zewnętrzne, więc bank nie jest w stanie na nie wpłynąć, a do tego jeszcze za wcześnie, by można było z całą pewnością uznać, że ryzyko ze strony pandemii mamy za sobą, a gospodarka trwale odbiła. 

Niemniej, rośnie oczekiwanie (to rynkowe w każdym razie), że NBP stopy niedługo zacznie podnosić, choć ekonomiści z banków komercyjnych są podzieleni co do tego, kiedy podwyżki się zaczną. Te nadzieje na początku tego tygodnia umacniały złotego (a przynajmniej ograniczały jego osłabienie). 

Premier Mateusz MorawieckiDynamiczny rozwój bez środków z UE? Morawiecki wskazuje na drogi. "A za PO..."

Najpierw Adam Glapiński, potem Mateusz Morawiecki

Coraz więcej pojawia się też wypowiedzi samych członków Rady Polityki Pieniężnej, z których wynika, że i wewnątrz Rady są podziały, choć na razie w większości są zwolennicy odłożenia wzrostów stóp na później. Każdy głos z tego grona jest z uwagą słuchany, szczególnie ten ze strony prezesa NBP. Adam Glapiński wczoraj (5 października) w wystąpieniu podczas konferencji Kongres 590 powiedział wprost, że "zbliża się konieczność dostosowywania się polityki pieniężnej, gdyż gospodarka przyspiesza" - to oznacza podwyżki stóp, choć prezes oczywiście nie ujawnił, kiedy dokładnie się to stanie. Więcej na ten temat pisaliśmy w poniższym tekście:

Adam Glapiński, prezes NBP.Prezes Glapiński przed decyzją RPP. "Zbliża się konieczność podwyżki stóp"

W czasie wystąpienia prezesa Glapińskiego złoty słabł, możliwe, że inwestorzy liczyli na jakieś twardy sygnał tego, że już na dzisiejszym posiedzeniu coś wyraźnie się zmieni. W środę rano polska waluta także traciła - tutaj szkodziła ogólna niepewność na rynkach (kryzys energetyczny), która powodowała spadki na giełdach (nawet -2 proc. na niemieckim indeksie DAX), umacniała dolara i działała osłabiająco na złotego. 

W okolicach południa złoty niespodziewanie odbił. Dlaczego? Niewykluczone, że pomóc mógł Mateusz Morawiecki. Premiera, który bierze udział w unijnych szczycie w Słowenii, zapytano podczas spotkania z dziennikarzami o kwestię cen energii w Europie i o to, czy martwi go rosnąca inflacja. 

Ceny energii przekładają się jednocześnie też na wyższą inflację, która mnie oczywiście martwi, leży przede wszystkim w kompetencjach Narodowego Banku Polskiego i mam nadzieję, że reakcja narodowego banku będzie należyta. Natomiast my po naszej stronie nie będziemy szczędzili sił, środków, również środków budżetowych oczywiście, aby tym gospodarstwom domowym, które procentowo będą najmocniej uderzone przez wzrost cen energii, niezależny od nas, zależny od polityki klimatycznej Unii Europejskiej i od manipulacji ze strony Gazpromu, żeby im jak najbardziej ulżyć

- odparł Morawiecki. 

Możliwe, że emocje na rynku są już tak duże, że to ta wypowiedź spowodowała gwałtowne umocnienie złotego wobec euro. Możliwe też, że brak zmiany nastawienia przez RPP rozczaruje, co polską walutę osłabi. 

Tutaj jeszcze lekkie zastrzeżenie do słów premiera. Ceny gazu (a co za tym idzie także energii elektrycznej oraz częściowo przynajmniej ropy naftowej) rzeczywiście w ostatnim czasie mocno rosną. W Europie sięgają rekordowych poziomów, choć w Polsce są mimo wszystko relatywnie niskie. 

Z cenami nie jest jednak do końca tak, jak mówi Mateusz Morawiecki. Według ekspertów, za wzrost odpowiada nie tylko unijna polityka klimatyczna i Gazprom (którego złośliwego działania nie można wykluczyć, choć koncern twierdzi, że musi zapełnić rosyjskie magazyny przed spodziewaną ciężką zimą), ale także ogromny wzrost popytu na energię i surowce energetyczne, związany z odbiciem w gospodarce, za którym nie nadąża podaż (produkcja) tej energii. Podkreślał to dziś znów także Frans Timmermans, mówiąc, że zapotrzebowanie na gaz jest największe od 25 lat, a za koszt uprawnień do emisji CO2 odpowiada za cenę gazu tylko w niewielkim stopniu. 

Tymczasem, kiedy my czekamy na decyzję RPP, stopy procentowe podniósł bank centralny Islandii - już kolejny raz. 

Więcej o: