Polski Ład miał być uderzeniem w najbogatszych. Skończy się co najwyżej na klapsie [WYKRES DNIA]

Reforma podatkowa w ramach Polskiego Ładu będzie dla finansów publicznych trzy razy droższa niż pierwotnie planowano. Najlepiej zarabiające gospodarstwa domowe nadal na zmianach stracą, ale o ponad 40 proc. niż zakładano na początku. Na reformie najczęściej i najwięcej zyskają emeryci. To wnioski z ekspertyzy ekonomistów dla Senatu.
Zobacz wideo Wynagrodzenia rosną szybciej niż inflacja? Nie zawsze. Ekspert tłumaczy

Tuż po rządowej prezentacji zarysu reformy podatkowej w ramach Polskiego Ładu, która odbyła się w połowie maja, opisywaliśmy wyniki analizy naukowców z Centrum Analiz Ekonomicznych (CenEA). Wynikało z niej m.in., że łącznie bilans zysków i strat gospodarstw domowych na reformie zamknie się kwotą ok. 5,1 mld zł na plusie. Zyskać (więcej niż 10 zł w skali miesiąca) miało 10,9 mln spośród 13,8 mln gospodarstw domowych w Polsce (blisko 80 proc.). Stracić (znów - więcej niż 10 zł/m-c) - ok. 1,4 mln gospodarstw (ok. 10 proc.). Stosunkowo najczęściej na reformie stracić miały małżeństwa z dziećmi, zyskać zaś - seniorzy (osoby w wieku emerytalnym, tj. 60/65 lat). 

Od tego czasu wiele się jednak pozmieniało. Ministerstwo Finansów i posłowie Zjednoczonej Prawicy (bo część zmian w projekcie zaproponowano już na etapie prac sejmowych) zeszli z buńczucznych zapowiedzi dokręcenia śruby przedsiębiorców. Dla osób samozatrudnionych rozliczających się na skali podatkowej zaproponowano "ulgę dla klasy średniej", dla "liniowców" preferencyjną stawkę składki zdrowotnej 4,9 proc. (wobec pierwotnie planowanej 9 proc.).

Dorzucono też ulgę podatkową dla rodzin z czwórką (lub większą liczbą) dzieci oraz dla osób, które mimo osiągnięcia wieku emerytalnego nie będą jeszcze pobierały emerytury. Zmieniono też sposób rozliczenia podatku przez rodziców samodzielnie wychowujących dzieci.

Więcej o Polskim Ładzie przeczytaj na Gazeta.pl.

.Polski Ład. Reforma podatkowa przyjęta. Pokazujemy straty, zyski i 'triki'

Co wyszło z tych wszystkich zmian? Ci sami naukowcy, których analizę opisywaliśmy w maju, dokonali wyliczeń jeszcze raz - tym razem w ramach ekspertyzy dla Senatu. To właśnie ten organ zajmuje się teraz projektem reformy podatkowej. 1 października dokument został przyjęty przez Sejm. 

Koszty (albo korzyści dla podatników) trzy razy wyższe

Po pierwsze, po naniesieniu zmian, reforma uderzy w mniej rodzin i osób niż pierwotnie planowano. Straty w wysokości przynajmniej 10 zł miesięcznie ma ponieść nie 1,4 mln gospodarstw domowych, a "tylko" ok. 800 tys. Pozostałych 600 tys. gospodarstw od maja przeszło z grupy stratnych do grupy beneficjentów reformy. 

embed

To niesie za sobą duży wzrost łącznych kosztów reformy. Pierwotnie ekonomiści szacowali je na ok. 5,1 mld zł rocznie. Ostateczna wersja kosztuje już ok. 16,5 mld zł. Z punktu widzenia portfeli Polaków można powiedzieć, że to dobra zmiana.

Ale dr Sawulski z Polskiego Instytutu Ekonomicznego przypominał niedawno w rozmowie z Gazeta.pl, że początkowo reformie przyświecały nieco inne ideały - miała ona zmniejszyć różnicę w opodatkowaniu umów o pracę i działalności gospodarczych. - Ten punkt reformy stracił na znaczeniu - mówił dr Sawulski i dodawał, że szacowany koszt reformy dla finansów publicznych - kilkanaście miliardów złotych rocznie - "to już jest sporo".

Zachowano obniżkę podatkową niskich wynagrodzeń, ale część podwyżki dla wysokich dochodów ograniczono. To, że reforma zmieniła się w takim kierunku, w jakim się zmieniła, oznacza, że będzie mniej pieniędzy np. na podwyżki dla nauczycieli czy pielęgniarek

- ostrzegał ekonomista.

Na konkretnych liczbach doskonale widać, jak mocno z projektu zeszło powietrze. Na początku miał on w sobie dużo z działalności Robin Hooda - odbierał bogatym (najlepiej zarabiającym), by dać uboższym. Choć warto znać proporcje - tymi "bogatymi" było ok. 10 proc. gospodarstw domowych z najwyższymi dochodami, a tymi "uboższymi" - pozostałych 90 proc. rodzin. Ta redystrybucja dochodów była jednak wyraźna - relatywnie niewielka grupa najbogatszych traciła dużo (ok. 23,7 mld zł), państwo dorzucało stosunkowo niewiele (ok. 5,1 mld zł) i do tych, co na reformie mieli zyskać, trafić miało łącznie ok. 28,8 mld zł).

W przyjętym 1 października przez Sejm projekcie ustawy role są jednak rozpisane inaczej. Tym, którzy tracą, ubywa ok. 15,6 mld zł. Tym, którzy mają zyskać, przybywa aż 32,1 mld zł. Z Robin Hoodem ma to już znacznie mniej wspólnego, bo państwo musi do całej sprawy dorzucać od siebie aż 16,5 mld zł - ponad drugie tyle co "bogacze". 

Jak pokazują autorzy ekspertyzy dla Senatu, reforma podatkowa po liftingu (a w zasadzie poważnej przebudowie) będzie delikatnie bardziej korzystna dla 90 proc. dziewięciu niższych grup docylowych pod względem dochodów (tj. 90 proc. gospodarstw domowych w Polsce). Za to straty dla dziesiątej, najwyższej grupy docelowej (tj. dla 10 proc. gospodarstw domowych o najwyższych dochodach) będą o ponad 40 proc. mniejsze, niż pierwotnie zakładano. Według majowych wyliczeń przeciętne uderzenie w tę grupę miało wynosić 1390 zł miesięcznie. Po zmianach spada ono do ok. 776 zł, tj. o 614 zł. 

Mateusz Morawiecki podczas spotkania w Przecławiu na którym przekonywał do zalet programu Polski ŁadPolski Ład. Ulga dla klasy średniej problematyczna przez dwa dochody

Polski Ład nie będzie już tak bił w rodziny z dziećmi

Poluzowanie śruby dla samozatrudnionych czy ulga podatkowa dla rodzin z przynajmniej czwórką dzieci z jednej strony rzeczywiście wyraźnie podnoszą koszty reformy. Z drugiej nie bez sensu byłby też argument, że teraz jest ona teraz trochę bardziej prorodzinna. Dane choćby z Badania Budżetów Gospodarstw Domowych pokazują bowiem, że tam, gdzie wyższe dochody, tam i - przeciętnie rzecz biorąc - więcej dzieci. Słowem - uderzając w najlepiej zarabiających w pewnej mierze uderza się też w dzieci. To mogło Zjednoczonej Prawicy bruździć w całym projekcie.

Z pierwotnych wyliczeń CenEA wynikało, że choć większość małżeństw z dziećmi na Polskim Ładzie zyskiwała, to jednak "aż" ponad 17 proc. traciło. Wśród rodziców samodzielnie wychowujących dzieci, na minusie miało być 16 proc. osób. Żadna inna grupa nie była tak dotknięta negatywnymi konsekwencjami reformy w planowanym kształcie. 

W wersji, która wyszła na początku października z Sejmu, ten cios w rodziny jest już znacznie mniejszy. Według analizy CenEA, na minusie (przynajmniej 10-złotowym w skali miesiąca) będzie ok. 7,8 proc. małżeństw z dziećmi, a więc o ponad połowę mniej niż zakładano w maju. Podobnie będzie w przypadku samodzielnych rodziców. Choć nadal będą to dwie najmocniej dotknięte reformą grupy.

Co więcej, dr hab. Michał Myck, dyrektor CenEA, zwraca uwagę, że obciążenia samodzielnych rodziców z dochodami powyżej 9,1 tys. zł/m-c wzrosną bardziej niż osób bez dzieci. Taki będzie efekt zamiana możliwości wspólnego rozliczenia z dzieckiem na ulgę podatkową o wartości do 1,5 tys. zł rocznie.

To, jak zmienił się rozkład zysków i strat w konkretnych typach rodzin, można prześledzić na poniższych wykresach. Pierwszy (wykres 1) to wyliczenia z maja br. Drugi (wykres 2) to analiza na podstawie aktualnych założeń reformy. 

Wykres 1

embed

Wykres 2

embed

Jak widać, grono osób samotnych, samodzielnych rodziców czy małżeństw (z dziećmi i bez), które na reformie podatkowej z Polskiego Ładu mają stracić, będzie mniejsze niż planowano w maju. Nadal jednak i tak to emeryci (szczególnie małżeństwa emeryckie) będą największymi wygranymi zmian.

Więcej o: