Łukaszenka jest łasy na pieniądze m.in. z Chin. Blokada eksportu mogłaby go ostudzić?

UE ma ogłosić kolejne sankcje przeciwko Białorusi. Jedną z opcji, która znajduje się na stole, mogłaby być blokada wymiany handlowej na granicy polsko-białoruskiej. Tu kluczową rolę mogliby odegrać nawet Chińczycy, uważa Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, była ambasador Polski w Moskwie i szefowa instytut Strategii 2050, która była gościnią środowego "Studia Biznes".

- Około 10 proc. eksportu z Chin do UE idzie przez polsko-białoruską granicę koleją. Oczywiście z Chińczykami nie należy działać z zaskoczenia. Sam fakt uprzedzenia może sprawić, że Chiny zaczną działać zakulisowo - mówiła Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Według byłej polskiej ambasador w Rosji jednym z najskuteczniejszych sposobów wywierania presji na Białoruś mogłaby być blokada eksportu przez polsko-białoruską granicę. Posłuchaj fragmentu.

Zobacz wideo Pełczyńska-Nałęcz o sankcjach, jakie można zastosować wobec Białorusi

Kryzys na granicy polsko-białoruskiej

Pozostajemy zjednoczeni i zdeterminowani bronić UE przed hybrydowymi atakami władz białoruskich - podkreślili w rezolucji członkowie zasiadający w Radzie Bezpieczeństwa. Pod dokumentem podpisała się Francja, Estonia, Irlandia, Norwegia, USA, Wielka Brytania i Albania. Zastępca stałego przedstawiciela Rosji przy ONZ Dmitrij Polanski zarzucił autorom rezolucji "skłonności masochistyczne". Tymczasem w nadchodzących dniach UE ma zdecydować o nałożeniu kolejnych sankcji na reżim białoruski. Linie lotnicze Belavia nie będą już mogły wynajmować samolotów od unijnych firm, a ok. 30 białoruskich urzędników dostanie zakaz wjazdu na terytorium wspólnoty. Ma też dojść do blokady aktywów ulokowanych w UE.  Aleksandr Łukaszenka na czwartkowym spotkaniu z rządem wymienił sankcje, jakie Białoruś może wprowadzić w odpowiedzi na sankcje zapowiedziane przez Unię Europejską. "Ogrzewamy Europę. A co jeśli zakręcimy im gaz" - pytał swoich ministrów. 

Od kilku miesięcy białoruski reżim Alaksandra Łukaszenki sprowadza do swojego kraju migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, by siłą przewozić ich na granicę z Polską, która jest granicą Unii Europejskiej. W ocenie polskiego rządu to odwet za sankcje nałożone na Białoruś i wsparcie białoruskiej opozycji.

Więcej o: