Inflacja jest najwyższa w tym wieku. Ekspert wylicza, ile nas kosztuje. To setki złotych [WYKRES DNIA]

Inflacja w listopadzie br. wyniosła 7,7 proc. rok do roku - podał we wtorek Główny Urząd Statystyczny. - Przeciętne gospodarstwo domowe płaci za wysoką inflację średnio ok. 360 zł miesięcznie, czyli 4320 zł rocznie. Każdy kolejny miesiąc wysokiej inflacji będzie jeszcze zwiększał straty obywateli - wylicza Federacja Przedsiębiorców Polskich.
Zobacz wideo Ekspertka wyjaśnia, dlaczego inflacja najbardziej dotknie najbiedniejszych

Inflacja w listopadzie wyniosła w Polsce aż 7,7 proc. rok do roku — poinformował w tzw. szybkim szacunku Główny Urząd Statystyczny. To najwyższy odczyt w XXI wieku. Poprzednio wyższą inflację — 8,5 proc. — GUS odnotował w grudniu 2000 r. 

embed

Ale wcale nie jest powiedziane, że i poziomu inflacji sprzed 21 lat wkrótce nie przebijemy. W opinii wielu ekonomistów w grudniu inflacja może być jeszcze wyższa niż w listopadzie i przekroczyć 8 proc. W pierwszych miesiącach 2022 r. na inflacyjnym liczniku powinniśmy zobaczyć nieco niższe liczby, aczkolwiek nadal bardzo odległe celowi inflacyjnemu NBP (2,5 proc. z pasmem wahań 1 pp. w górę lub w dół), bo zapewne będą oscylować w okolicach 6-7 proc.

Zresztą w całym 2022 r. średnioroczna inflacja, według obecnych prognoz ekonomistów, może wynosić aż ok. 5-6 proc. Słowem — nawet jeśli osiągniemy niebawem szczyt inflacji, to zejście z niego będzie przypominać siermiężną, powolną wędrówkę w dół, a nie błyskawiczny zjazd.

Inflacja szarżuje, rząd chce nas chronić tarczą

Te nieco niższe — według prognoz ekonomistów — odczyty inflacji na początku 2022 r. to efekt tarczy antyinflacyjnej, którą we wtorek przyjął rząd. Przepisy zawierają m.in. obniżkę akcyzy i opłaty emisyjnej od paliw do końca maja br., podatku VAT na ciepło, gaz ziemny czy prąd na trzy miesiące oraz dodatek osłonowy w kwocie 400-1150 zł dla ok. 6,8 mln gospodarstw domowych.

Część ekonomistów wskazuje jednak, że co się odwlecze, to nie uciecze i tarcza tylko odsunie w czasie m.in. efekt podwyżek rachunków za media na okres po jej wygaszeniu. Konsekwencją tarczy może być też dłuższy okres schodzenia ze szczytu inflacji. Premier Morawiecki mówił z kolei we wtorek, że w razie potrzeby tarcza antyinflacyjna zostanie przedłużona. 

Ze wsparciem gospodarstw domowych w ramach tarczy antyinflacyjnej jest jednak tak, że to bardzo delikatna sprawa. Jeśli rząd przesadzi, może okazać się, że gasi inflacyjne ognisko benzyną.

Z jednej strony, rosnące ceny energii, gazu czy ciepła — które łącznie mogą iść w rząd kilkudziesięciu procent — wpędziłyby część osób m.in. w ubóstwo energetyczne. - Polityka gospodarcza powinna w jakiś sposób chronić osoby najuboższe przed drastycznym wzrostem niektórych kosztów życia — mówił niedawno w rozmowie z Gazeta.pl dr Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Z drugiej strony jednak jedną z przyczyn wysokiej inflacji jest popandemiczny popyt, który wystrzelił w górę.

Teraz w polityce gospodarczej chodzi o to — choć to niewygodne do powiedzenia dla polityków — żeby ten popyt zdusić. Czyli po prostu zabrać ludziom trochę pieniędzy. Jak będą mieli mniej pieniędzy do wydania, to popyt w gospodarce spadnie i ochota firm do podnoszenia cen też będzie mniejsza

- mówił dr Sawulski. 

Ceny paliw na stacjach w tym roku mocno wzrosły. Zdjęcie z 31 października 2021 r.Inflacja podlana cenami paliw. Tankowanie droższe o ponad jedną trzecią

FPP: dochody większości Polaków realnie spadają

Z drugiej strony, zabieranie pieniędzy to niełatwa sprawa nie tylko politycznie, ale i ekonomicznie. Wprawdzie od miesięcy mocno podwyższonej inflacji w Polsce słyszymy m.in. od prezesa Narodowego Banku Polskiego, premiera Morawieckiego albo części przedstawicieli Zjednoczonej Prawicy, że wynagrodzenia Polaków rosną jeszcze szybciej niż ceny, to jednak tylko połowiczna prawda. 

Rzeczywiście, podawane przez GUS co miesiąc przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw rośnie rok do roku szybciej niż ceny. Według ostatnich danych, w październiku br., gdy inflacja roczna wynosiła 6,8 proc., przeciętna pensja była wyższa o 8,4 proc. niż przed rokiem.

Problem tylko w tym, że przeciętne wynagrodzenie nie oddaje tego, co dzieje się w budżetach domowych wielu rodzin. Federacja Przedsiębiorców Polskich szacuje, że wynagrodzenia, emerytury oraz inne dochody ok. 60 proc. Polaków rosną obecnie w wolniejszym tempie niż inflacja. Wylicza, że przeciętne, czteroosobowe gospodarstwo domowe (według GUS w 2020 r. jego wydatki wynosiły 4744 zł) płaci za wysoką inflację średnio ok. 360 zł miesięcznie, czyli ponad 4,3 tys. zł rocznie. W tej kwocie 360 zł mieści się m.in. wzrost miesięcznych wydatków na żywność o 75 zł, na utrzymanie mieszkania o 85 zł, na transport o 100 zł.

Wysoka inflacja staje się coraz poważniejszym problemem zarówno dla gospodarstw domowych, jak i przedsiębiorców

- komentuje Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, wiceprezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej CALPE. 

Rosnąca presja kosztowa towarzysząca inflacji stanowi poważne wyzwanie dla przedsiębiorców. Np. jak wynika z badań koniunktury GUS, koszt materiałów jest wskazywany już przez 61,7 proc. z nich jako istotną barierę dla rozwoju ich działalności. Dla porównania rok wcześniej odsetek ten wynosił 34,6 proc. Na skutek wprowadzenia Polskiego Ładu, już od początku przyszłego roku przedsiębiorcy będą również ponosili dodatkowy koszt w postaci składki zdrowotnej, wynoszący zgodnie z założeniami rządu 7 mld zł

- przekonuje Kozłowski.

Warto też zauważyć, że od nowego roku płaca minimalna wzrośnie o 7,5 proc. - z 2800 zł do 3010 zł. To mniej niż wyniosła inflacja w listopadzie. Może się okazać, że osoba zarabiająca płacę minimalną nie dostanie nawet podwyżki, która inflację zrekompensuje. 

Jaka będzie płaca minimalna w 2020 roku? (zdjęcie ilustracyjne)Od stycznia podwyżka dla dwóch milionów Polaków, ale pod ogromnym znakiem zapytania

Glapiński: inflacja ceną za brak kryzysu

Z drugiej strony, zapewne np. premier Mateusz Morawiecki czy prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński zwróciliby uwagę, że wydatki podwyższone nawet o kilkaset złotych miesięcznie to zdecydowanie nie najgorsze, co mogło się Polakom przytrafić. We wtorek szef rządu przekonywał, że jego ekipa ochroniła Polaków przed bezrobociem i plajtą wielu firm.

W podobnym tonie miesiąc temu podczas konferencji po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej wypowiadał się prezes Glapiński. Wyjaśniał, że obecna podwyższona inflacja jest ceną za uniknięcie głębi kryzysu koronawirusowego.

Nastąpiły ogromne wydatki rządowe, wspierające gospodarkę w czasie kryzysu. Było to możliwe dzięki polityce banków centralnych, tak samo było w Polsce. Ta ogromna stymulacja fiskalna zapobiegła katastrofie gospodarczej na wielką skalę, często porównywanej z Wielką Depresją lat 30. XX wieku. Pamiętamy, co to oznaczało — kilkadziesiąt procent bezrobocia, stoczenie się wielu rodzin w sferę nędzy, niepokoje społeczne, ogólne zamieszanie ostatecznie także polityczne, oraz głęboka, moralna rana, która nie zagoiła się przez nawet dwa pokolenia. Ceną za uniknięcie głębi tego kryzysu w skali świata jest obecnie podwyższona inflacja

- mówił wówczas Glapiński.

Zobacz wideo
Więcej o: