Polskie embargo na węgiel z Rosji pod lupą Brukseli. Ocena będzie "polityczna, a nie handlowa"

Polski rząd przyjął we wtorek (29 marca) projekt zakazu importu węgla rosyjskiego do Polski, wchodząc w wyłączne kompetencje instytucji UE w dziedzinie handlu zagranicznego, a prawdopodobnie także rynku wewnętrznego. Aby embargo było skuteczne, musiałoby bowiem nie tylko zakazywać bezpośredniego wwozu z Rosji, ale też reeksportu rosyjskiego surowca np. za pośrednictwem firmy węgierskiej. A przecież między Polską i Węgrami zasadniczo nie można ustawić - choćby wirtualnych - kontroli granicznych na obszarze wspólnego rynku UE regulowanego przez Brukselę.

Od tych ogólnych reguł są jednak wyjątki. Kraje UE w nadzwyczajnych sytuacjach mogą powołać się na względy "bezpieczeństwa narodowego" lub "porządku publicznego", by wprowadzić pewne ograniczenia w handlu z państwami pozaunijnymi. I zapewne na tę klauzulę będzie powoływać się rząd Mateusza Morawieckiego na forum unijnym.

- Wiemy o projekcie działań ogłoszonych przez polski rząd, który obecnie oceniamy - odpowiada Miriam Garcia Ferrer, rzecznika Komisji Europejskiej, pytana o plany polskiego embarga. Bruksela na razie unika bardziej szczegółowych komentarzy, jednocześnie czekając na notyfikowanie projektu przez Warszawę. - W UE obowiązują surowe sankcje, które są koordynowane z naszymi partnerami międzynarodowymi. Uważnie oceniamy ich wdrażanie przez państwa członkowskie - tłumaczy Komisja Europejska.

Wojenny kontekst embarga na węgiel z Rosji sprawia, że ocena działań Polski będzie - jak tłumaczy jeden z naszych rozmówców w Brukseli - "polityczna, a nie handlowa". Co jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa? Co dla porządku publicznego? - To nie są pytania dla specjalistów od handlu - tłumaczy nasz rozmówca. A zatem jest bardzo prawdopodobne, że Bruksela nie będzie podejmować żadnych istotnych działań wobec władz Polski, by uzgodnić zwykłe reguły wspólnego rynku UE z decyzjami rządu Morawieckiego co do węgla.

Zobacz wideo Ekspert: Dopóki nie ma sankcji importowych, Rosjanie mają stały dopływ gotówki

Więcej aktualnych informacji gospodarczych na stronie głównej Gazeta.pl.

Embargo na rosyjski węgiel łatwiejsze po sezonie grzewczym

Morawiecki zarzuca Komisji Europejskiej, że "nie podjęła działań w sprawie rosyjskiego węgla", ale w rzeczywistości chodzi tu o decyzje sankcyjne, które należą do krajów Unii. Komisja może jedynie sankcje proponować (formalnie robi to szef unijnej dyplomacji Josep Borrell), opracowywać ich szczegółowe projekty prawne oraz potem je egzekwować. Zakazy importu surowców energetycznych z Rosji były poruszane w dyskusjach Komisji z przedstawicielami 27 krajów Unii już przed wybuchem wojny (w ramach prewencyjnych przygotowań koordynowanych z USA), ale po prostu nie zyskały poparcia.

Choć jednomyślność 27 krajów UE jest wymagana przy nakładaniu najważniejszych, bo gospodarczych sankcji ogólnounijnych, to teoretycznie nie potrzeba konsensusu np. przy wydłużaniu już wcześniej uchwalonych "czarnych list" osób z zakazem wjazdu i zamrożonym majątkiem na terenie UE. Pomimo to w Unii nigdy nie zdecydowano się dotychczas na przeprowadzanie głosowań co do żadnych restrykcji, uznając, że w polityce zagranicznej dużą wartością pozostaje jednomyślność. Teraz rząd Morawieckiego przedstawia decyzję o embargu na węgiel, która miałby wejść w życie dopiero za parę tygodni, jako formę nacisku na pozostałe kraje Unii, by zgodziły się na zakaz ogólnounijny.

Kopalnia odkrywkowa węgla Kedrovsky w Kemerowie, RosjaKopalnia odkrywkowa węgla Kedrovsky w Kemerowie, Rosja Fot. Phelan M. Ebenhack / AP Photo

W Polsce te gatunki węgla, które są importowane z Rosji, byłyby najtrudniejsze do szybkiego zastąpienia w ciepłowniach, kotłowniach oraz piecach w domach prywatnych. Embargo jest zatem łatwiejsze pod koniec lub nawet po zakończeniu sezonu grzewczego. Z kolei Niemcy, które publicznie sprzeciwiały się natychmiastowemu zakazowi importu węgla, zapowiadają, że elektrownie spalające rosyjski węgiel obędą się bez niego już najbliższej jesieni.

Podatek od rosyjskiej ropy?

Ponadto polski rząd zapowiada odejście od rosyjskiej ropy oraz gazu przed końcem tego roku, ale w tej kwestii nie chodzi o embargo. Morawiecki publicznie wzywa teraz Komisję Europejską do nałożenia podatku od rosyjskich surowców energetycznych. To pomysł dyskutowany od pewnego czasu w Brukseli jako ewentualne działanie sankcyjne (a zatem znów decydują kraje UE) w celu przyspieszonego wypierania importu ropy z Rosji. Podczas narady szefów dyplomacji z 21 marca niemała część krajów Unii opowiedziała się nie za nagłym embargiem na ropę, lecz za bardzo szybkim - również sankcyjnym - ograniczaniem jej zakupów za pomocą kwot importowych albo specjalnych ceł.

- Gdy patrzę na skalę zniszczenia w Ukrainie, trudno mi znaleźć uzasadnienie, dlaczego nie powinniśmy wejść z sankcjami w dziedzinę importu ropy i węgla z Rosji - tłumaczył wówczas szef irlandzkiej dyplomacji Simon Coveney. Niewykluczone, że Unia wróci do tego tematu w najbliższych tygodniach.

Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina.

Komisja Europejska - na wniosek niedawnego szczytu UE w Wersalu - przedstawi w maju szczegółowy plan uniezależnienia Unii od surowców energetycznych z Rosji "tak szybko, jak to możliwe". Ursula von der Leyen, szefowa Komisji, wskazuje konkretnie na 2027 rok. Ponadto KE już zadeklarowała zamiar zmniejszenia o dwie trzecie importu rosyjskiego gazu do UE przed końcem tego roku.

O ile na poziomie pojedynczych krajów Unii, zwłaszcza z wielkim udziałem państwa w przedsiębiorstwach energetycznych (jak w Polsce), możliwe są również decyzje importowe firm o omijaniu Rosji, to instytucjom UE chodzi o działania systemowe. Jednym z kluczowych elementów planu Komisji Europejskiej jest - ogłoszone w zeszłym tygodniu - porozumienie z USA o szybkim zwiększeniu importu amerykańskiego LNG. Tę umowę zawarły władze USA i UE, ale kontrakty będą realizowane przez prywatny biznes. Jednak wsparcie władz w Unii ma pomóc m.in. poprzez zwiększanie - stanowiących teraz przeszkodę - zbyt małych możliwości regazyfikacji LNG w UE.

***

Autor: Tomasz Bielecki

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle

Więcej o: