Marże Orlenu i Lotosu skoczyły o kilkaset procent. "Rafinerie to teraz kury znoszące złote jaja"

Modelowa marża rafineryjna Grupy Lotos w marcu br. wzrosła do 39,52 dolarów za baryłkę z 6,89 w lutym. Oznacza to więc skok o 473 proc. Modelowa marża downstream Grupy PKN Orlen w marcu wyniosła z kolei 36,2 dolarów za baryłkę wobec 9,8 w lutym. To wzrost o niemal 270 proc. Ekspert wyjaśnia - modelowych marż nie można utożsamiać z marżami koncernów paliwowych. Z drugiej strony, i tak ocenia, że rafinerie mogą dziś żyć "jak pączki w maśle".

Modelowa marża rafineryjna Grupy Lotos w marcu br. wyniosła aż 39,52 dolarów za baryłkę - podał kilka dni temu koncern. "Aż", bo w lutym było to 6,89 dolarów za baryłkę, a w styczniu tylko 1,82. Mamy więc w marcu skok o niespełna 500 proc. miesiąc do miesiąca i o blisko 2100 proc. w porównaniu ze styczniem.

A to nie koniec - dzienna marża rafineryjna na dzień 4 kwietnia wyniosła w Grupie Lotos już 50,64 dolarów za baryłkę, podczas gdy jeszcze w grudniu ub.r. była wręcz ujemna.

embed

Podobny skok raportuje PKN Orlen. Tu wzrost o blisko 270 proc. zaliczyła tzw. modelowa marża downstream - z 9,8 dolarów za baryłkę w lutym br. do 36,2 w marcu. Modelowa marża rafineryjna podskoczyła o 300 proc. - do 10,8 dolarów za baryłkę w marcu z 2,7 w lutym.

embed

Te dane wywołały poruszenie internautów, którzy na Twitterze pisali m.in. "chciwości" koncernów, "rżnięciu na kasę", "złodziejstwie" czy "ukrytym podatku". A to wyłącznie te epitety, których nie trzeba cenzurować. 

Rzeczniczka Orlenu Joanna Zakrzewska wyjaśniała natomiast, że modelowa marża jest wskaźnikiem teoretycznym i że jej łączenie z cenami paliw i zyskami koncernu jest manipulacją. Tłumaczyła, że "marża modelowa nie jest miarą zarobku koncernu, a jedynie odzwierciedla warunki makroekonomiczne" oraz że jest "kategorią rynkową i jest taka sama dla wszystkich rafinerii w regionie, różnicuje ją jedynie struktura produkcji". 

Dość podobnie tłumaczył niewiarygodnie wysoką marżę rafineryjną rzecznik Lotosu Adam Kasprzyk, gdy zaczęli o nią pytać parlamentarzyści opozycji.

A więc jak to jest - czy kosmicznie wysokie marże rafineryjne są dowodem na chciwość koncernów paliwowych, czy nie? Zapytaliśmy o to Dawida Czopka, zarządzającego Polaris FIZ (Fundusz Inwestycyjny Zamknięty). 

Gazowiec (zdjęcie archiwalne)Dlaczego "Lech Kaczyński" i "Grażyna Gęsicka"? Dwa gazowce już po testach

Marża rafineryjna to nie marża koncernów, ale i tak "żyją teraz jak pączki w maśle"

Prawdą jest, że modelowych marż nie można utożsamiać z marżami koncernów paliwowych. Te pierwsze wyliczane są na podstawie aktualnych indeksów cenowych dla produktów rafineryjnych, przy określonych założeniach m.in. co do mocy wytwórczej rafinerii czy typu ropy (w wyliczeniach zakłada się, że całość wsadu to rosyjska ropa typu Ural, choć według Orlenu pod koniec 2021 r. z Rosji importował około połowy ropy, a obecnie to ok. 30 proc.).

Modelowa marża to więc nieco teoretyczna miara. Jak w praktyce wygląda biznes, a co za tym idzie - rzeczywista marża koncernu - to już trochę inna para kaloszy.

Marże modelowe wynikają z notowań i nie oddają idealnie tego, ile zarabia rafineria. Ale jednak mniej więcej dają kierunek i pokazują, czego spodziewać się po wynikach. Samo to, że modelowe marże są publikowane i że Lotos i Orlen odwołują się do nich w komunikacji z inwestorami, znaczy, że coś jest na rzeczy

- mówi Dawid Czopek z Polaris FIZ w rozmowie z Gazeta.pl. Zatem to, że modelowe marże rafineryjne nie są miarodajne, nie oznacza, że rzeczywiste marże Lotosu czy Orlenu też nie poszły mocno w górę.

Moim zdaniem one mają dziś jak pączki w maśle

- mówi ekspert.

  • Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina

Paliwo podrożało znacznie bardziej niż ropa i dolar

Jak wskazuje Czopek, koncerny paliwowe wcale nie kupują ropy po dramatycznie wyższych cenach niż przed wybuchem wojny w Ukrainie. Z jednej strony od tego czasu podrożała amerykańska czy europejska ropa (ta europejska typu Brent z ok. 95 dolarów za baryłkę 23 lutego br. do ok. 108 obecnie), osłabił się też złoty (z ok. 4,03 złotego za dolara do ok. 4,22 obecnie). Z drugiej, potaniała ropa Urals z Rosji (z ok. 92 do 82 dolarów za baryłkę).

Nawet biorąc pod uwagę zmniejszenie skali importu surowca z Rosji (Orlen deklaruje, że to teraz ok. 30 proc., a nie 50 proc. jak jeszcze w 2021 r.), miks stanowiący wkład do rafinerii podrożał o ok. 13 procent - wylicza Czopek. Dodaje, że w skrajnym przypadku diesel na stacjach paliw powinien wobec tego podrożeć z ok. 5,50 zł przed wojną do ok. 6 zł obecnie. Tymczasem kosztuje grubo ponad 7,50 zł. Jak mówi ekspert, to jest najlepsza miara tego, ile teraz zarabiają rafinerie.

Rzeczniczka Orlenu wyjaśnia, że kurs złotego i cena ropy to nie wszystko, bo rosną także m.in. koszty energii i gazu (używanych do produkcji), a także frachtu, biododatków czy produktów paliwowych. 

Prezydent Rosji Władimir PutinRosyjski król stali uzasadnia sankcje na Rosję i krytykuje Putina

Rafinerie to "kura znosząca złote jaja"

Ale Dawid Czopek dodaje do tego inną kluczową rzecz. Przekonuje, że obecnie biznes rafineryjny to niemalże kura znosząca złote jaja. Kluczem do zarabiania stał się olej napędowy. 

Mamy do czynienia z sytuacją, że na rynku nie ma diesla i to na nim są obecnie najwyższe marże. Moce rafineryjne w Europie nie zaspokajają zapotrzebowania na olej napędowy. Musimy go importować. Około 40 proc. oleju napędowego trafiało do Europy z zewnątrz, z czego około połowa z Rosji. Tymczasem obecnie import z tego kierunku jest mocno ograniczony. Marże na przerobie diesla urosły więc gigantycznie - choć rafinerie nie chcą się do tego przyznać. Do tej pory na przerobieniu jednej baryłki na olej napędowy zarabiało się około 10 dolarów, teraz około pięciokrotnie więcej

- wyjaśnia zarządzający Polaris FIZ. Słowem - takie są warunki rynkowe, że rafinerie rzeczywiście mogą windować swoje marże. Jak zaznacza Czopek, Orlen i Lotos działają na warunkach rynkowych. Skoro mogą nam takie ceny dyktować, to dyktują.

Taka jest po prostu sytuacja na świecie. Gdyby ceny w Polsce były zupełnie nierynkowe, to trafiłby do nas od razu olbrzymi transport oleju napędowego z innego kierunku. Ale to nie jest możliwe, bo nie ma skąd go zaimportować. Dlatego to tak dobre czasy dla rafinerii

- wskazuje Dawid Czopek. Pytany, czy wobec tego można powiedzieć, że Polacy są na stacjach "rżnięci" na cenach paliw, szczególnie oleju napędowego, dodaje:

Oczywiście, że koncerny mogą zejść ze swojej marży, ale byłoby to działanie nierynkowe. Biznes rafineryjny stał się bardzo opłacalny i pytanie, po co z tego rezygnować. Musiałaby być to decyzja polityczna
Zobacz wideo Czopek: Polska importuje dużo oleju napędowego z kierunków wschodnich
Więcej o: