Uchodźcy czekają na pieniądze? Urzędniczka wyjaśnia skąd opóźnienia. "Zasady jak dla Polaków"

Uchodźcy przybywający do Polski mogą liczyć zarówno na pieniądze "na start" jak i inne świadczenia. Wypłaty należą się też osobom, które przyjęły uciekającymi przed rosyjskimi bombami. Część osób na przelew wciąż jeszcze czeka. Dlaczego? W niektórych wypadkach obowiązują procedury takie jak dla Polaków - wyjaśnia w rozmowie z Gazeta.pl jedna z urzędniczek.

Polski rząd obiecał pieniądze zarówno uchodźcom z Ukrainy, którzy przybyli do naszego kraju po wybuchu wojny, jak i osobom, które przyjęły przybyszy pod swój dach. W mediach pojawiają się doniesienia o tym, że środki wypłacane są z opóźnieniem. 

Komu należą się wypłaty? W jakiej wysokości? Na jakiej podstawie można ubiegać się o świadczenie?

Co może otrzymać uchodźca z Ukrainy? 300 zł "na start" to nie wszystko

By wyjaśnić wątpliwości, skontaktowaliśmy się z urzędniczką odpowiedzialną za realizację wypłat. Przedstawicielka placówki położonej w jednym z większych polskich miast, zapewnia, że wszystko realizowane jest tak szybko, jak to tylko możliwe. - Do tej pory wypłaciliśmy ponad 600 tys. zł, a ponad 200 tys. to bieżące i nadchodzące wypłaty - wyjaśniła. 

Odniosła się też do doniesień o tym, że uchodźcy muszą czekać na świadczenia. - 300 zł "na start" należne uchodźcom wypłacamy przy dotrzymaniu minimum formalności - wyjaśnia. - W zasadzie jedyne, czego wymagamy, to, by dokumenty były wypełnione alfabetem łacińskim. W większości przypadków bazujemy na oświadczeniach - wyjaśnia. 

Wieża kontroli lotów na lotnisku w Warszawie."Czeka nas masowe odwoływanie lotów, jeśli nie będzie porozumienia w piątek"

Przy innych świadczeniach zasady "takie jak dla Polaków"

Urzędniczka wyjaśniła, że uchodźcy - w olbrzymiej mierze kobiety - mogą wystąpić też o inne świadczenia, takie jak świadczenie rodzinne. - W tym wypadku obowiązują procedury takie jak dla Polaków - wyjaśniła. 

Zastrzegła, że trudno ocenić jej sytuacje w poszczególnych urzędach. Nie wykluczyła sytuacji, w których wnioskodawca został poproszony o dokumentację, do której z uwagi na wojnę nie ma dostępu. - Proszę mi uwierzyć, wszyscy tu się starają, by przelewy trafiały do potrzebujących - zapewniła rozmówczyni Gazeta.pl. 

Wzięli uchodźców pod dach, czekają na pieniądze

A co z pieniędzmi dla tych, którzy wzięli uchodźców pod swój dach? Zdarza się, że muszą czekać na obiecane im środki. Chodzi o 40 zł za osobę. Jedną z nich jest Arleta Tuz, prowadząca agroturystykę w niewielkiej wsi Bolesławiec (woj. łódzkie). Do swojego ośrodka przyjęła 12 osób. I ma dwa problemy. Po pierwsze nie wie, na jakich zasadach można wystąpić o przedłużenie dofinansowania na okres ponad 60 dni. Po drugie zaś jak do tej pory wydatki musi ponosić z własnej pieniędzy. Z deklarowanej przez rząd sumy otrzymała bowiem jedynie symboliczną kwotę. 

Problemy z wypłatami potwierdza rzeczniczka lubelskiego MOPR Magdalena Suduł. Wypłaty środków dla przyjmujących uchodźców w ogóle jeszcze nie ruszyły. - Same wnioski nie są bardzo skomplikowane, niemniej jednak spotykamy się z pomyłkami w imieniu czy nazwisku kwaterowanego obywatela Ukrainy - wyjaśnia cytowana przez Tok FM. -  Nawet lekkie przekręcenie nazwiska powoduje dla nas szereg dodatkowych czynności. Musimy wszystko zweryfikować i doprecyzować - informuje. 

Problemy potwierdza też rozmówczyni Gazeta.pl. - Z deklarowanej przez rząd kwoty otrzymałam 1080 zł. Urzędnicy wniosek dotyczący 12 przebywających w moim ośrodku uchodźców pozwolili złożyć dopiero 24 marca, czyli po miesiącu - wyjaśnia Arleta Tuz. Na jej konto powinno trafić kilkanaście tysięcy złotych. - Jestem w ciężkiej sytuacji. Brakuje wszystkiego, za chwilę przyjdzie rachunek za prąd, trzeba kupić butlę z gazem, wszystko jest drogie. A ja naprawdę nie chcę brać pieniędzy od uchodźców - wyjaśnia.  

Najnowsze informacje z Ukrainy po ukraińsku w naszym serwisie ukrayina.pl

Więcej o: