Szaro i ponuro w polskiej gospodarce. "Dobrze już było, lepiej nie będzie. 2022 jest złym rokiem"

Niby w kalendarzu jeszcze sierpień, ale w polskiej gospodarce jakby jesiennie. Nie żeby panował przenikliwy chłód, ale jednak zaczyna robić się szaro i ponuro. - Prawda jest taka: pierwszy kwartał był wciąż dobry, trzy kolejne będą beznadziejne. 2022 r. jest i dalej będzie złym rokiem dla gospodarki. To rok mocnego hamowania - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Piotr Bielski, Dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych w Santander Bank Polska. Powszechnych zwolnień na razie nie przewiduje, ale ostrzega: jeżeli za rok na horyzoncie nie będzie widać wyraźnego ożywienia, to pojawi się pytanie, czy firmy nadal są w stanie zaciskać zęby.

Jak wynika z tzw. szybkiego szacunku GUS (podane 17 sierpnia, bardziej szczegółowe dane poznamy w środę 31 sierpnia), w drugim kwartale br. PKB Polski wzrósł wprawdzie rok do roku o 4,5 proc. (to tzw. odczyt wyrównany sezonowo, według niewyrównanego PKB urósł w rok o 5,3 proc.), ale był to jednak wynik gorszy od oczekiwań ekonomistów. Co więcej, w porównaniu z pierwszym kwartałem br. polska gospodarka skurczyła się o 2,3 proc., co na tle innych krajów UE było bardzo słabym wynikiem.

Prognozy na najbliższy czas również nie napawają szczególnym optymizmem. Zdaniem części ekonomistów również w trzecim kwartale możemy zobaczyć ujemną dynamikę PKB kwartał do kwartału, co oznaczałoby wejście w okres tzw. technicznej recesji. 

Uczciwie trzeba przyznać, że w danych za drugi kwartał jest pewna gwiazdka. Otóż w pierwszym kwartale mieliśmy w Polsce do czynienia z gigantycznym cyklem akumulacji zapasów przez firmy (w obawie przed wzrostem cen półproduktów i problemów z dostawami). To podbijało PKB. W drugim kwartale nastąpiło odwrócenie w tym cyklu.

To częściowo tłumaczy działający na wyobraźnię rezultat -2,3 proc. kwartał do kwartału. Ale nie całkiem. Polska gospodarka jednak wyraźnie zwalnia i potwierdzają to nie tylko dane o PKB. Na hamowanie wskazują także lipcowe dane o sprzedaży detalicznej (widać po nich, że na zakupach już zaciskamy pasa), budowlanki i produkcji przemysłowej.

Do tego dochodzą dołujące nastroje Polaków - w sierpniu tzw. bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej osiągnął poziom -44,9 pkt - najniższy w historii tej miary, czyli od 20 lat. BWUK opisuje oceny Polaków co do zmian sytuacji finansowej ich gospodarstw domowych oraz ogólnej sytuacji ekonomicznej kraju (w ostatnich 12 miesiącach oraz przewidywania na kolejny rok), a także obecną skłonność do dokonywania ważnych zakupów.

Jakby tego było mało, ilustrujący nastroje w przemyśle indeks PMI spadł w lipcu do poziomu 42,1 pkt. To najgorszy odczyt od maja 2020 r. i trzeci z rzędu poniżej neutralnego poziomu 50 pkt. Jeszcze w tym tygodniu (w czwartek 1 września) poznamy PMI dla polskiego sektora przemysłowego za sierpień, który zapewne będzie porównywalny z lipcowym.

Już materializują się problemy dla biznesu związane z drastycznymi wzrostami cen gazu czy energii i obawami o braki surowców. Gospodarstwa domowe liczą wyższe koszty opału czy prądu. Wciąż silny pozostaje rynek pracy - w lipcu bezrobocie rejestrowane było najniższe od 1990 r. i wyniosło 4,9 proc., w urzędach pracy zarejestrowanych jest "tylko" ok. 810 tys. osób - najmniej w historii danych. Acz i tu widoczna jest np. mniejsza liczba ofert pracy.

W środę 31 sierpnia poznamy też dane GUS ws. inflacji -  będzie to tzw. szybki szacunek za sierpień. Analitycy oczekują, że w porównaniu z lipcem wzrost tego wskaźnika nieco spowolni i wyniesie 15,5 procent.

Adam Glapiński podczas konferencji w Narodowym Banku Polski, Warszawa, 07.04.2022 r.Glapiński o stopach, inflacji i euro. Kiedy koniec cyklu podwyżek?

  • Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina

"Dobrze już było, lepiej nie będzie"

W jakim punkcie jest polska gospodarka? Co ją czeka w najbliższym czasie? Pytamy o to Piotra Bielskiego, dyrektora Departamentu Analiz Ekonomicznych w Santander Bank Polska.

Mikołaj Fidziński, Gazeta.pl: Mamy coraz więcej danych wskazujących na hamowanie polskiej gospodarki. Jak będzie się kształtowała sytuacja w najbliższych miesiącach?

Piotr Bielski, Dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych w Santander Bank Polska: Dobrze już było, lepiej nie będzie.

Wybuch wojny w Ukrainie bardzo mocno zmienił sytuację gospodarczą, widać to coraz wyraźniej. Im więcej danych napływa, tym bardziej widać, że trend po prostu się odwrócił. Z silnego popandemicznego ożywienia weszliśmy w dość mocne hamowanie.

To przede wszystkim wina wojny?

To wina szeregu czynników, ale wojna była tu katalizatorem. Zaburzyła funkcjonowanie handlu międzynarodowego, wpłynęła mocno na rynek energii. Nasiliła trendy inflacyjne - czego efektem były podwyżki stóp procentowych, które być może bez tego nie byłyby tak szybkie. Ponadto spowodowała zmianę nastrojów, m.in. poczucia bezpieczeństwa. To wszystko się skumulowało. 

Wojna w sposób trwały zasadniczo zmieniła sytuację na rynku energetycznym. Odcięcie się Europy od rosyjskich surowców i pojawienie się ryzyka, że zimą mogą grozić nam niedobory energii - to dramatycznie zmienia obraz sytuacji, i to na różne sposoby.

Jak?

Oddziałując na poczucie bezpieczeństwa firm i konsumentów i bardzo mocno podkopując konkurencyjność europejskiego przemysłu. Koszty energii dla europejskich wytwórców są dużo wyższe niż w innych częściach świata. To może powodować, że nie będzie łatwo wrócić do szybkiego wzrostu gospodarczego, nawet jeśli zimą surowców nam nie zabraknie.

Weszliśmy w okres strukturalnych problemów? To nie jest dołek, z którego wyjdziemy za pół roku czy rok i słońce znów będzie świeciło nad naszą gospodarką?

Niczego dziś nie wiemy na pewno. Wiele zależy m.in. od tego jak potoczy się wojna. Czy mniej więcej przy takim stanie jak obecnie będziemy trwać przez najbliższe trzy-cztery lata, czy np. nastąpi jakieś zawieszenie broni? 

To, jak rozwinie się sytuacja w Ukrainie i - w związku z tym - z układem sił na rynkach energetycznych - to obecnie jedna z głównych niepewności. Jeśli to się potoczy niekorzystnie, może mieć długotrwały, negatywny wpływ na koniunkturę w Europie. 

Osobiście nie jestem zbytnim optymistą w tym sensie, że nie zakładam, żeby w jakiś magiczny sposób wszystko się miało szybko naprostować. Obawiam się, że będziemy musieli sobie radzić z tym mniej korzystnym układem czynników jeszcze przez kilka kwartałów, jeśli nie lat.

Mając świadomość, że w takich warunkach analizowanie jest bardzo trudne, jednak zapytam o państwa prognozy dla polskiej gospodarki. Zakładam, że siłą rozpędu - siłą pierwszego kwartału - odczyt PKB za cały 2022 r. będzie niezły, w okolicach 4 proc. A co w 2023 r.?

Poważniejszą rewizję prognoz planujemy na początek września [31 sierpnia GUS poda dane o strukturze PKB Polski w drugim kwartale - red.]. Ale na razie uważam, że niewielkie są szanse, aby wzrost PKB w całym 2022 r. przekroczył 4 proc., a w przyszłym roku - aby był wyższy niż 1 proc.

Moim zdaniem rośnie prawdopodobieństwo, że jeszcze w tym roku - w czwartym kwartale - dynamika PKB rok do roku zejdzie na minus. 

Mówi pan, że w tym roku zobaczymy jeszcze dobry odczyt. To tak wygląda tylko na pozór. Prawda jest taka - pierwszy kwartał był wciąż dobry, trzy kolejne będą beznadziejne. 2022 r. jest i dalej będzie złym rokiem dla gospodarki. To rok mocnego hamowania.

Jak widzi pan rynek pracy w Polsce w najbliższych kwartałach? Prognozuje pan wzrost - i jaki - bezrobocia, czy raczej "tylko" mniejszą presję na wynagrodzenia?

Odpowiedź będzie kiepska: to zależy. Ale taka jest prawda. Z dzisiejszego punktu widzenia nasza intuicja jest taka, że przynajmniej w najbliższym czasie firmy raczej nie będą się śpieszyły ze zwalnianiem pracowników. Mają doświadczenie kilku ostatnich lat, że rynek pracy był coraz ciaśniejszy - że jak zwolnią, to będzie trudno znaleźć ludzi z powrotem, a nawet jak znajdą, to będzie to dużo droższe.

Myślę, że pierwszą reakcją będzie ograniczenie bonusów, mniejsza akceptacja na podwyżki wynagrodzeń itd. Kto już poszedł do pracodawcy i uzyskał podwyżkę, ten ma szczęście. 

Sytuacja może się zmienić, jeśliby się okazało, że spowolnienie gospodarcze jest trwalsze. Wszyscy mówią, że największe ryzyko braków energii jest tej zimy, ale jak ją przetrwamy, to już będzie z górki. A ja mam wątpliwości. Jak przetrwamy zimę, nawet bez niedoborów energii, to i tak skończymy ją z praktycznie zerowymi zapasami gazu czy innych surowców energetycznych. A przecież do kolejnej zimy prawdopodobnie nie uda się ich uzupełnić. 

Może się okazać, że trwale wyższe koszty energii niż w innych częściach świata szybko nie znikną. Nawet jeśli po kilku kwartałach wyjdziemy z ujemnego tempa wzrostu gospodarczego, to trudno będzie wrócić do takiego, do jakiego byliśmy przyzwyczajeni w Polsce, w Niemczech i innych krajach europejskich. Jeżeli za rok na horyzoncie nie będzie widać ożywienia albo będzie ono bardzo delikatne, to pojawi się pytanie, czy firmy nadal są w stanie zaciskać zęby.

Jaka jest obecnie pańska prognoza dla polskiej gospodarki w 2024 r., po bardzo słabym 2023 r.?

Do tej pory widzieliśmy powrót do wzrostu gospodarczego przynajmniej zgodnego z potencjałem polskiej gospodarki, tj. ok. 3 proc. Nie powiem, że już to zmieniamy. Ale trzeba się poważnie zastanawiać, czy konkurencyjność Europy nie zostanie podkopana strukturalnie. Może się okazać, że to jest życzeniowe myślenie, że za dwa lata wrócimy do "normalnej" sytuacji.

Widzicie w prognozach jakieś obniżki stóp przez RPP w 2023 r.?

Prezes Glapiński otwarcie mówi już od kilku miesięcy, że intensywnie myśli o obniżkach stóp pod koniec 2023 r. Dziwnym zbiegiem okoliczności - przed wyborami. 

Scenariusz stagflacyjny, który de facto nam się realizuje, jest dużym wyzwaniem dla banku centralnego. Teoretycznie w sytuacji dekoniunktury można by myśleć o obniżkach stóp, ale też inflacja cały czas będzie wysoka. 

Roboczo założyłbym więc, że jakaś obniżka czy obniżki stóp przed końcem 2023 r. będą, ale raczej symboliczne.

DLOLOBędziemy siedzieć przy świeczkach? Możliwe, ale nie z powodu blackoutu

  • Więcej o gospodarce przeczytaj na stronie głównej Gazeta.pl
Zobacz wideo Morawiecki narzeka na koszt jednej megawatogodziny: "Crazy", jak powiedział mi kiedyś Emmanuel
Więcej o: