Putin mówi o obawach Chin, Xi nie pojawia się na bankiecie. Analityk o "puszczaniu oka" do Zachodu

Władimir Putin mówił w Samarkandzie o zrozumieniu co do obaw Xi Jinpinga związanych z sytuacją w Ukrainie, a przywódca Chin nie pojawił się na wieczornym bankiecie. Doniesienia ze szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy sprowokowały komentarze o możliwej zmianie chińskiego stanowiska na bardziej krytyczne. Ale wcale nie ma się z czego cieszyć. - Od początku wojny w Ukrainie Chiny się dystansują, a raczej puszczają oko do Zachodu, pokazując, że się dystansują. Ale to jest tylko gra nastawiona na to, by nie narazić Chin na dodatkowe sankcje. Nie zmienia to tego, że de facto te kraje są w sojuszu - mówi dr Michał Bogusz.

To było pierwsze takie spotkanie od napaści Rosji na Ukrainę. W czwartek 15 września Władimir Putin rozmawiał z Xi Jinpingiem w cztery oczy. Stało się to w Uzbekistanie, a dokładnie w Samarkandzie, gdzie obaj przywódcy spotkali się na regionalnym szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy. To, co przyciągnęło uwagę, to słowa prezydenta Rosji do Xi Jinpinga, którego określił mianem "drogiego towarzysza" i "drogiego przyjaciela". 

Władimir Putin rozmawiał z Xi Jinpingiem

"Wysoko cenimy wyważone stanowisko naszych chińskich przyjaciół w związku z kryzysem ukraińskim. Rozumiemy wasze pytania i wątpliwości w tym zakresie" - tak m.in. mówił Putin podczas swojego wystąpienia na otwarciu dwustronnego spotkania. I to był pierwszy raz, kiedy wspomniał o obawach Chińczyków odnośnie do wojny, którą Rosja prowadzi w Ukrainie. A że jednocześnie w ostatnich dniach napływało sporo doniesień o rosyjskich porażkach na froncie, to też sprowokowało podejrzenia, że być może w tym układzie pojawiły się rozbieżne poglądy dotyczące tej sprawy. Oczywiście później szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow zapewniał, że rozmowy obu liderów były znakomite i żadnych rozbieżności co do oceny sytuacji międzynarodowej między nimi nie ma. 

Zobacz wideo Rosję i Chiny łączy ścisłe partnerstwo na wielu płaszczyznach?

Zainteresowanie wzbudziły też zdjęcia z wieczornego bankietu na szczycie, na których nie widać Xi Jinpinga. Według doniesień agencyjnych, ale także opinii ekspertów, Xi ani nikt z jego delegacji nie pojawił się tam z powodu restrykcji covidowych, które obowiązują w Chinach, a jeśli szukać tutaj wymiaru politycznego, to wyłącznie wewnątrzchińskiego. 

Agencja Reutera w swojej depeszy podkreśliła, że Xi Jinping publicznie nie wspomniał o Ukrainie, wzmianka na ten temat nie znalazła się także w komunikacie Chińczyków po spotkaniu z prezydentem Rosji. Czyżby koniec ciepłej przyjaźni? Bynajmniej, bo tu wcale nie chodzi o przyjaźń - choć obaj przywódcy wzajemnie się jako przyjaciele określali - ani o koniec czegokolwiek - zauważa w rozmowie z Gazeta.pl dr Michał Bogusz, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich i autor bloga Za Wielkim Murem. We wspomnianym tu przed chwilą komunikacie strony chińskiej pojawiło się zapewnienie, że Chiny są gotowe wspierać Rosję w kwestiach powiązanych z ich podstawowymi interesami. I na to właśnie zwraca uwagę dr Bogusz. 

Już sam fakt, że to spotkanie się odbyło, był wsparciem dla Putina ze strony Chińczyków. Nie musieli mu już niczego dodatkowo dawać, poza zapowiedzią kontynuacji dotychczasowej polityki. Nadal będą pomagali Rosjanom dopóty, dopóki nie będzie to ich nic kosztowało, czyli nie będzie ryzyka narażenia się na sankcje ze strony Zachodu. A Rosjanie będą się musieli Chińczykom odwdzięczać, czy to w Azji Centralnej, ustępując im pola, czy też wspierając ich działania na Pacyfiku

 - mówi analityk. - Tego samego dnia, w czwartek, chińskie i rosyjskie okręty zaczęły wspólny patrol na Pacyfiku. To nie jest przypadek, tylko sygnał wskazujący, że dotychczasowa polityka będzie kontynuowana. Zresztą Xi Jinping sam to zaznaczył, mówiąc, że Chiny i Rosja będą kontynuowały swoją "strategiczną koordynację", jak określa ten, de facto, sojusz - dodaje. 

Chiny od początku wojny ani jej nie potępiły, ani nie nazwały wojną czy inwazją - zgodnie z linią Rosji, która określa ją mianem "specjalnej operacji militarnej". Nie udzielają wsparcia militarnego, ale gospodarczo wiążą się z Rosją mocniej. Chińsko-rosyjska wymiana handlowa kwitnie, w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy tego roku wartość handlu towarowego między tymi państwami wzrosła o 31 proc., do 117,2 mld dolarów. To jest na rękę Rosji, która musi szukać nowych rynków zbytu na swoje towary. Chiny z kolei nie narzekają na dostawy (sprzedawanych zapewne z cenową premią  - tak donosił m.in. Bloomberg) surowców energetycznych. W maju Rosja stała się głównym dostawcą ropy naftowej do Chin, zajmując miejsce Arabii Saudyjskiej. Tak było także w kolejnych dwóch miesiącach. Import węgla z Rosji wzrósł w lipcu do najwyższego poziomu od pięciu lat. Zwiększa się też popularność chińskiej waluty w odciętej od zachodnich rynków finansowych Rosji, a chińskie formy wchodzą na miejsce zachodnich - zauważa CNN. Takie wsparcie - wcale niemałe - musi Putinowi w tym momencie wystarczyć. 

Rosja i Chiny - sojusz sklejany nienawiścią

Od początku wojny w Ukrainie Chiny się dystansują, a raczej puszczają oko do Zachodu, pokazując, że się dystansują. Ale to jest tylko gra nastawiona na to, by nie narazić Chin na dodatkowe sankcje, by nie zostały w oczach Zachodu zupełnie sklejone z Rosją. Nie zmienia to tego, że de facto te kraje są w sojuszu

- mówi dr Michał Bogusz w rozmowie z Gazeta.pl. Nie jest jednak prawdą, że w chińsko-rosyjskiej "przyjaźni" nic się nie zmienia. Choć, jak już tutaj zaznaczaliśmy, wcale o przyjaźń czy sojusze w rozumieniu zachodnim nie chodzi. Pekin i Moskwa mają po prostu wspólny cel. Jednocześnie drugi z partnerów staje się tym mniejszym, coraz słabszym elementem tego układu, a wzajemne relacje są coraz bardziej niesymetryczne. 

Generał Ben Hodges w Warszawie, 2015Generał Hodges: Straty Kremla w Ukrainie mogą spowodować upadek Rosji

Ten de facto sojusz chińsko-rosyjski jest z jednej strony bardzo silny, sklejany nienawiścią i obawą przed Zachodem oraz chęcią osłabienia trendów demokratycznych na świecie, ponieważ są one zagrożeniem wewnętrznym z punktu widzenia obu reżimów. To jest silne spoiwo. Z drugiej strony, sojusz ten jest jednak bardzo dynamiczny, relacje się bardzo szybko zmieniają. W sytuacji, gdy Rosja słabnie, musi ustąpić więcej pola niż do tej pory Chinom, które stają się coraz silniejszym graczem w tym układzie 

- wyjaśnia dr Michał Bogusz.

Widać to było niedawno na przykładzie Kazachstanu. Kilka tygodni temu w sieci pojawił się wpis Dmitrija Miedwiediewa, atakujący ten kraj i sugerujący, że Rosja mogłaby tam zaprowadzić porządek. Wpis wprawdzie szybko usunięto, ale został zauważony. Kilka dni temu Xi Jinping, w drodze na szczyt w Uzbekistanie, zatrzymał się w Kazachstanie z wizytą. Złożył tam obietnicę wspierania tego kraju "w ochronie jego niepodległości, suwerenności i integralności terytorialnej", a także "stanowczo wspierać trwające reformy w celu zapewnienia stabilności i rozwoju oraz kategorycznie sprzeciwiać się ingerencji jakichkolwiek sił w sprawy wewnętrzne" (cytujemy za Associated Press). Według dr Bogusza był to bezpośredni sygnał dla Moskwy.

Dmitrij MiedwiediewMiedwiediew straszy III wojną światową: Ziemia będzie dosłownie płonąć

Co musiałoby się stać, by relacja chińsko-rosyjska się zmieniła? Analityk OSW tak podsumowuje sytuację: 

Fakty są takie, że Chiny tam, gdzie mogą, pomagają Rosji i będą pomagać. I to się nie zmieni w żadną stronę, dopóki albo Chiny nie poczują się zagrożone przez pomoc, której udzielają Rosji, albo nie uznają, że putinizm w Rosji jest zagrożony. Putinizm, nie Putin, bo jego samego Pekin jest, jak sądzę, w stanie poświęcić. Jeśliby Chiny uznały, że istnieje niebezpieczeństwo dla utrzymania się autorytarnych, przyjaznych im rządów Rosji, mogłyby zwiększyć swoją pomoc i byłyby wtedy gotowe na narażenie się na dodatkowe sankcje. Ale tak długo, jak uznają, że obecna pomoc, która ich nic nie kosztuje, a nawet jest dla nich zyskowna, wystarczy, żeby utrzymać Putina czy putinizm w Rosji, nic więcej nie będą robić.
Więcej o: