Czy mobilizacja przechyli szalę zwycięstwa na korzyść Rosji? "Pozwolą prowadzić wojnę"

Robert Kędzierski
- Ci rezerwiści nie są narzędziem do wygrania wojny, ale pozwolą Kremlowi tę wojnę dalej prowadzić. Miejmy nadzieję, że to tylko odsunięcie w czasie rosyjskiej porażki. Wojna będzie jednak trwać, a ludzie będą ginąć - tak w rozmowie z Next.gazeta.pl mobilizację ocenia Mariusz Cielma, redaktor naczelny miesięcznika "Nowa Technika Wojskowa".
Zobacz wideo Reakcje Rosjan na zarządzoną mobilizację. "Wolę już iść do więzienia. Nie będę walczył za tę władzę"

Władimir Putin w środę ogłosił "częściową mobilizację". Swoje wystąpienie transmitowane w mediach rozpoczął od wypowiedzi na temat "agresywnej polityki części zachodnich elit". - Tylko obywatele, którzy są w rezerwie, będą podlegać poborowi - ogłosił. Na front może zostać wysłanych - według oficjalnych deklaracji Kremla - nawet 300 tys. osób.

Dziennikarz od wojskowości: Rosja ma sprzęt w składnicach, ale głównie przestarzały

Czy nowe siły odmienią losy wojny? W co powołani żołnierze zostaną wyposażeni? W rozmowie z Gazeta.pl ocenił to Mariusz Cielma, redaktor naczelny miesięcznika "Nowa Technika Wojskowa"

Jednostki, które atakowały w lutym, co do zasady były wyposażone w to, co najlepszego może im dać na dziś armia rosyjska. Istotna część tego sprzętu została jednak stracona. Niemniej jednak Rosja w swoich bazach ma duże zapasy czołgów, wozów bojowych, czy haubic. Tyle tylko, że w większości jest to sprzęt, który pamięta głębokie czasy Związku Sowieckiego. Mówimy o sprzęcie z lat 60. czy 70. Niewielka część wyposażenia z tych rosyjskich składnic może być uznana za nowoczesną
Do mediów trafił np. jeden taki filmik pokazujący, że Rosjanie z magazynów wyciągają czołgi T-90, pochodzące z lat 90. To jeden z nowszych sprzętów. Mowa jednak o incydentach. Na front docierają głównie stare czołgi, na przykład T-62, które czas swojej świetności miały w latach 60.

- stwierdził. 

Jak wyjaśnił rozmówca Gazeta.pl, co do zasady jednostki rezerwowe - z mobilizacji powszechnej - otrzymują sprzęt starszy, niż ten, którym dysponują pierwszorzutowe i regularne oddziały. - I ta zasada się w Rosji potwierdza - wyjaśnił. 

W ocenie Mariusza Cielmy Rosjanie mają też problem z łącznością. - Korzystają z tej tradycyjnej, polowej, która jest przestarzała. Ma ona i zwolenników, którzy twierdzą, że jest niezawodna, odporna na zagłuszanie. Jednak Rosjanie od początku wojny mają problemy z łącznością. Nie należą do rzadkości doniesienia, że wojska komunikują się chińskimi krótkofalówkami z marketów - stwierdził. 

"Rezerwiści nie są narzędziem do wygrania wojny, ale pozwolą prowadzić wojnę"

Rozmówca Gazeta.pl wyjaśnił też, czy rekruci mają szansę na przechylenie szali zwycięstwa. - Regularna armia rosyjska zauważalnie przegrywa. Ukraińcy przejęli inicjatywę na wielu kierunkach. Trudno oczekiwać, by obraz tej sytuacji mieli zmienić na szybko przeszkoleni cywile łączeni w jakieś zbiorcze oddziały - stwierdził.

Jego zdaniem cel Moskwy jest na chwilę obecną inny. - Powielam zdanie wielu obserwatorów i ekspertów - ci rezerwiści nie są narzędziem do wygrania wojny, ale pozwolą Kremlowi tę wojnę dalej prowadzić. Miejmy nadzieję, że to tylko odsunięcie w czasie rosyjskiej porażki. Wojna będzie jednak trwać, a ludzie będą ginąć. I tylko w tym celu Putin zdecydował się wysłać tysiące swoich obywateli na pewną śmierć - stwierdził. 

Ukraińskie wojsko - zdjęcie ilustracyjneNiemcy. Głosy z koalicji: Trzeba dostarczyć Ukrainie więcej broni

Więcej o: