Jakie będą koszty zniszczenia Nord Stream 1 i Nord Stream 2? "Eksplozje nie mają wpływu na dostępność gazu"

- Mało kto liczył, że przepływ surowca zostanie przywrócony. Być może chodzi o takie wyraźne pokazanie, że tego gazu nie będzie na dłużej - tak skutki eksplozji dwóch gazociągów Nord Stream tłumaczy w rozmowie z Gazeta.pl Dawid Czopek, zarządzający w Polaris FIZ.

W poniedziałek w rejonie Bornholmu zarejestrowano podwodne eksplozje, po których doszło do wycieków z gazociągów Nord Stream 1 i Nord Stream 2. Wciąż nie ma pewności, co było przyczyną incydentu, ale według wielu komentatorów doszło do sabotażu. Eksperci zwracają też uwagę na moment nietypowego wydarzenia - do uszkodzenia NS1 i NS2 doszło w dniu otwarcia rurociągu Baltic Pipe, który ma m.in. uniezależnić Polskę od dostaw gazu z Rosji.

- Rosja straciła inicjatywę operacyjną na Ukrainie, a w tym samym czasie zaczął działać gazociąg Baltic Pipe. Eksplozje miały miejsce bardzo blisko duńskich wód terytorialnych - mówił minister Rau dodając, że nie można wykluczyć sabotażu.

Zobacz wideo Jak oszczędzać na prądzie? "Studio Biznes" radzi

Ekspert: Nord Stream 1 i Nord Stream 2 nie transportują już gazu

Bez względu na przyczynę uszkodzenia gazociągów jasne jest, że w tej chwili transportowanie surowca za ich pomocą jest niemożliwe. Tyle tylko, że w przypadku drugiej z nitek nigdy tak naprawdę się nie rozpoczął, a pierwszej - został wstrzymany przed dwoma miesiącami. 

Jak wyjaśnił Dawid Czopek, zarządzający w Polaris FIZ w rozmowie z Next.gazeta.pl, Nord Stream przechodził już proces certyfikacji, ale została ona wstrzymana tuż po napaści Rosji na Ukrainę.

- Jeżeli chodzi o NS1, to ten gaz płynął przez długi czas, ale na mocno zredukowanym poziomie. Wiosną Kreml ograniczył transfer o ok.40 proc. Później nastąpiły kolejne ograniczenia. Turbina niezbędna do przesyłu rzekomo się zepsuła, a wówczas transfer ograniczono do 20 proc. pierwotnej przepustowości. Pod koniec sierpnia, turbina była "zepsuta" na tyle, że gaz przestał płynąć już całkowicie. I to wstrzymanie jest bezrerminowe - wyjaśnia ekspert.

Jak mówi, rury - najprawdopodobniej z przyczyn technicznych - były napełnione gazem. Jednak do Europy on nie dopływał, nie był tłoczony. - Eksplozje nie mają wpływu na dostępność gazu w Europie. Mało kto liczył, że przepływ surowca zostanie przywrócony. Być może chodzi o takie wyraźne pokazanie, że tego gazu nie będzie na dłużej. Chociaż według najnowszych ustaleń naprawa jest możliwa i zajęłaby mniej więcej tydzień - stwierdził Dawid Czopek. 

Baltic Pipe, gazociąg podmorski.Ile zapłacimy za gaz z Baltic Pipe? Ekspert: Nie wiadomo. Obawiam się

Rynek zareagował nerwowo jak na wszystkie wydarzenia tego typu

Rozmówca Gazeta.pl. wyjaśnił też, dlaczego tuż po incydencie wzrosły ceny surowca. - Rynek gazu - jak każdy rynek de facto finansowy - reaguje na tego typu wydarzenia w sposób gwałtowny. Z praktycznego punktu widzenia to uszkodzenie NS1 i NS2 ma niewielkie znacznie. Do naszej części Europy gaz dostarczany jest przez nitkę ukraińską i słowacką - to ok. 10 mld metrów sześciennych. Putin zaczyna grozić, że także i to połączenie odetnie. Ale te ilości nie są kluczowe dla Europy, chociaż w przypadku wstrzymania transferu dla niektórych krajów - szczególnie na południu - będzie to miało znaczenie - stwierdził.

Podkreślił też, że Nord Stream 1 i 2 to gazociągi o sporej przepustowości. Nominalna pojemność każdego z nich to 55 mld metrów sześciennych gazu. 

Prezes Polskiego Koncernu Naftowego Orlen Daniel ObajtekMegafuzja PKN Orlen i PGNiG. Rząd wyraził zgodę na połączenie spółek

Więcej o: