Dług kosztuje nas coraz więcej. Jego obsługa jest już dwa razy droższa. W 4 lata wydamy 279 mld zł

Ministerstwo Finansów szacuje, że na obsługę długu będziemy musieli wydać w najbliższych czterech latach aż 279 mld zł. To niemal dwukrotny wzrost kosztów. Tym samym skończyła się dekada taniego pożyczania. Mimo to rząd nadal nie robi nic, by Polska dostała pieniądze z unijnego Funduszu Odbudowy.

Od miesięcy wiadomo, że rentowność obligacji rośnie, a wraz z nią koszty obsługi długu. Ludwik Kotecki, członek Rady Polityki Pieniężnej wiosną mówił Gazecie.pl, iż ma nadzieję, że w Ministerstwie Finansów pali się już czerwona lampka. Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP, szacował natomiast, że w najbliższych trzech latach Polska będzie musiała pozyskać z rynku obligacji bilion złotych finansowania. Resort finansów opublikował swoje szacunki w "Strategii zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2023-2026" - pisze Business Insider.

Zobacz wideo Kotecki: Budżet jest coraz mniej budżetem państwa, wydatki są wyprowadzone poza niego

Koszty obsługi długu urosły dwukrotnie

Ministerstwo Finansów szacuje, że musi pożyczyć w przyszłym roku ponad 260 mld zł, które są niezbędne na wykupienie i obsługę obligacji skarbowych. BI uważa, że kwoty te będą jeszcze wyższe, bo nie uwzględniają przedłużania tarcz antyinflacyjnych i dodatków osłonowych. Resort sam przyznaje, że skończyła się w Polsce dekada taniego pożyczania. 

Więcej informacji z kraju na stronie głównej Gazeta.pl 

Obsługa długu w 2023 roku będzie nas kosztować około 66 mld zł. W ostatnich latach na ten cel rząd wydawał mniej więcej 30 mld zł rocznie (to kwota odsetek wypłacanych inwestorom), ale w tym roku ma to już być ponad 49 mld zł, a w kolejnych latach roczny koszt obsługi długu może dojść w okolice 80-90, a nawet 100 mld zł - szacował w czerwcu nasz dziennikarz Mikołaj Fidziński. Dla porównania - tyle kosztuje 2,5 roku finansowania 500 plus. 

Ministerstwo Finansów podaje bardziej optymistyczne wyliczenia. Na obsługę długu w 2024 roku mielibyśmy wydać 65,7-66,2 mld zł, rok później do 68 mld zł, a w 2026 roku do 79 mld zł. Łącznie 279 mld zł, czyli w cztery lata tyle, ile resort wydał na ten cel przez dziewięć poprzednich lat. 

Do tego rząd będzie musiał znaleźć kilkadziesiąt miliardów złotych dla Banku Gospodarstwa Krajowego, który finansuje Fundusz Przeciwdziałania COVID-19 oraz Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych. Ten pierwszy powiększył swoje zadłużenie o ponad 23 mld zł do 184,3 mld zł. W perspektywie końca 2026 r. ma ono wynieść prawie 250 mld zł. Finansowanie wojska związane z jego modernizacją powiększy dług funduszu do 55 mld zł w 2023 roku i aż do 194 mld zł w 2026. 

Polska wciąż bez Funduszu Odbudowy

Część pieniędzy na ten cel rząd będzie mógł pozyskać z nadwyżki finansowej, która po sierpniu wynosi 27,5 mld zł i na koniec roku zamieni się w deficyt. Ministerstwo Finansów zbudowało też solidną poduszkę płynności i na rządowych kontach zgromadziło około 126 mld zł. 

Tyle w teorii, bo w praktyce jest wiele zastrzeżeń do państwowych finansów. W ubiegłym roku w Gazecie.pl dr Sławomir Dudek mówił o problemach z wiarygodnością rządzących ws. budżetu. 

- Budżet jest niewiarygodny, bo nie wiemy, co założono w równoległym "budżecie Morawieckiego", który nie został przesłany do parlamentu. (...) Rząd nie musi nawet robić nowelizacji budżetu - premier Morawiecki dzwoni do kogoś i mówi np. "zwiększamy o 10 mld zł, bo chcemy wydać na bony i wygrać wybory - mówił główny ekonomista Fundacji FOR. Potwierdziła to analiza wykonania budżetu NIK, którą zaprezentowano w ubiegłym tygodniu.

Analiza Najwyższej Izby Kontroli wykazała, że budżet prowadzony był w sposób nieprzejrzysty. W sumie deficyt budżetu państwa wyniósł w 2021 roku ponad 26 mld zł. "Należy podkreślić, że jest to spowodowane ujęciem niestandardowych działań - powodujących zaniżenie rzeczywistego wyniku tego budżetu - ostateczna jego wysokość była zatem zniekształcona i nie odzwierciedlała nierównowagi finansowej państwa

- tłumaczył w Sejmie prezes NIK Marian Banaś. 

Więcej o: