Gołębie i jastrzębie. Od nich zależy, czy stopy procentowe wzrosną. Tu nie chodzi tylko o kredyty

Gołębie uważają, że cykl podwyżek powinien się zakończyć. Według jastrzębi, jest dokładnie odwrotnie i stopy procentowe należy nadal podnosić, bo inflacja wciąż rośnie. Kto jest kim? Wcale nie tak łatwo to określić, w każdym razie nie w każdym przypadku. A od tego, co zrobi Rada Polityki Pieniężnej, zależy koszt pieniądza, a w praktyce dla nas między innymi to, czy kredytobiorcy będą spłacać jeszcze wyższe raty kredytów mieszkaniowych. Ale nie chodzi tylko o owe często przywoływane kredyty.

Rada Polityki Pieniężnej w środę 5 października zdecyduje o wysokości stóp procentowych. Według średniej oczekiwań, stopy powinny pójść w górę o 25 punktów bazowych, co oznacza wzrost głównej stopy do 7 proc. Taki poziom mieliśmy w Polsce ostatnio w 2002 roku. 

Posiedzenie RPP. Czy Rada znów podniesie stopy procentowe?

Jeszcze niedawno była to część scenariusza rysowanego przez Adama Glapińskiego, przewodniczącego RPP i jednocześnie prezesa Narodowego Banku Polskiego. Tyle że parę tygodni później poznaliśmy nowe dane inflacyjne. Zgodnie ze wstępnym odczytem GUS za wrzesień, inflacja wzrosła do aż 17,2 proc., powyżej nawet najbardziej pesymistycznych prognoz ekonomistów. To powinno, przynajmniej w teorii, sprawić, że opcja braku podwyżki zostanie skreślona z listy. 

Jak będą głosować członkowie Rady? Można by próbować to określić, śledząc ich wypowiedzi z przeszłości i dopasowując ich do dwóch frakcji - gołębiej i jastrzębiej. W polityce monetarnej mianem gołąb oznacza łagodne podejście do tej polityki, czyli takie, które zakłada, że co do zasady stopy procentowe powinny być niskie. Gołębi przedstawiciele banków centralnych są skłonni zgodzić się na nieco wyższą inflację w zamian za szybszy wzrost gospodarczy. Po drugiej stronie są jastrzębie, dla których utrzymanie inflacji w ryzach jest kluczowe i uważają, że stopy powinny być wyższe. 

Przez ostatnie lata dominowało to pierwsze podejście. Banki centralne utrzymywały stopy procentowe na bardzo niskim poziomie, czasem wręcz ujemnym. Podobnie robił NBP. Stopy w Polsce najpierw przez kilka lat były rekordowo niskie (1,5 proc. od marca 2015 roku do marca 2020), potem, gdy przyszła pandemia koronawirusa dwa lata temu, spadły jeszcze niżej, do zaledwie 0,1 proc. Gdy gospodarki zaczęły dynamicznie odbijać po pandemicznych lockdownach, w górę poszła też inflacja. Przyczyn wzrostu cen było więcej, latem ubiegłego roku dołączył do nich rozwijający się kryzys energetyczny, który wraz z atakiem Rosji na Ukrainę w lutym tego roku wybuchnął z pełną siłą. RPP zaczęła podnosić stopy w październiku 2021. Jeszcze niedawno można było podejrzewać, że rok później ten cykl podwyżek się zakończy. Wraz z uporczywością inflacji ten scenariusz stał się mniej prawdopodobny. 

Gołębie vs. jastrzębie

Wróćmy teraz do podziału gołębie kontra jastrzębie. Nie jest tak łatwo przypasować poszczególnych członków RPP do jednej z tych dwóch frakcji. Wystarczy wspomnieć, że prof. Adam Glapiński, przewodniczący Rady, sam najpierw długo wydawał się być gołębiem, potem zmienił ton na jastrzębi, a ostatnio znów na łagodniejszy (w kontekście polityki monetarnej rzecz jasna). Na konferencji po poprzednim, wrześniowym posiedzeniu Rady, mówił, że w październiku RPP będzie decydować między podwyżką o 25 punktów a utrzymaniem stóp bez zmian. 

Nie jest on jedynym głosującym za taką lub inną decyzją odnośnie poziomu stóp. Poza nim, jest jeszcze - a w zasadzie powinno być, bo aktualnie mamy dwa wakaty - dziewięciu członków Rady Polityki Pieniężnej, każdy z nich ma jeden głos. Po trzech powoływanych przez Prezydenta, Sejm i Senat. O wakatach jeszcze wspomnimy, zobaczmy teraz, kto w Radzie jest i co mówi. 

Rada Polityki Pieniężnej, skład na 5 października 2022 r.Rada Polityki Pieniężnej, skład na 5 października 2022 r. Grafika: Gazeta.pl, źródło niektórych zdjęć: NBP

Jeśli chodzi o jastrzębie, wydaje się, że dwie osoby w miarę wyraźnie określają się po tej stronie. To dwoje senackich członków RPP - Ludwik Kotecki i Joanna Tyrowicz. Ten pierwszy w połowie września mówił w Gazeta.pl, że wydaje mu się, że "jest za wcześnie, żeby zatrzymać cykl [podwyżek stóp procentowych - red.]". 

- Jest taka złota zasada w polityce pieniężnej, że nie można dopuścić do decyzji, które są za późne i za małe. Niestety, wydaje mi się, że z oboma tymi problemami mamy do czynienia - dodawał. 

Zobacz wideo Kotecki: Ruchy dotyczące walki z inflacją zostały podjęte zbyt późno

Według Koteckiego, lepsze byłoby bardziej stanowcze działanie, czyli mocniejsze ruchy w górę. Widać to w publikowanych (ze sporym opóźnieniem niestety) informacjach o wynikach głosowań na posiedzeniach RPP. W czerwcu i maju na przykład jako jedyny zagłosował za podwyżką stóp procentowych o 100 punktów bazowych (przeszły wtedy podwyżki po 75 punktów za każdym razem). 

Joanna Tyrowicz jest nową członkinią Rady (choć nie jest nowa w NBP) i najbliższe, październikowe posiedzenie, będzie jej pierwszym. I ona, podobnie jak Ludwik Kotecki, uważa, że niewielkie podwyżki stóp, po 25 punktów bazowych, nie są dobrym pomysłem, a zdecydowanie lepiej jest podnosić wyraźnie, ale za to być może w mniejszej liczbie ruchów - bo przy takich mocniejszych podwyżkach łatwiej jest zauważyć ich efekt. - Nie ma dzisiaj wątpliwości, że stopy trzeba podnosić. Czy trzeba je podnosić na najbliższym posiedzeniu, to jest zupełnie inna kwestia - mówiła w podkaście "Finansowe Sensacje Tygodnia". Zauważyła, że obecnie mamy sytuację wyjątkową, bo na popandemiczny wzrost cen, kryzys energetyczny, wojnę w Ukrainie, której rozstrzygnięć i efektów nie da się w tym momencie przewidzieć, nałożyła się jeszcze ekspansywna polityka fiskalna polskiego rządu (czyli większe wydatki i transfery finansowe do społeczeństwa). To sprawia, że polityka pieniężna - zdaniem Joanny Tyrowicz - powinna być jeszcze bardziej restrykcyjna niż w "normalniejszych" warunkach. 

Ekonomistka zaznaczała też, że nie warto sprowadzać dyskusji o efektach podwyżek stóp procentowych do zwiększonych rat kredytów hipotecznych. 

- Na końcu nam nie chodzi o to, żeby się nam zgadzało coś w tabelkach, bo obiecaliśmy 2,5 proc. [to cel inflacyjny NBP - red.] i przyjdzie ktoś i na nas nakrzyczy, tylko o to, żebyście wszyscy państwo mieli takie poczucie, że pieniądze, na które ciężko pracujecie, mają zachowaną wartość. Nie trzeba się martwić, co zrobić z pieniędzmi, żeby nie straciły wartości, nie trzeba było się martwić, o ile wynegocjować podwyżkę, żeby stać mnie było na koszyk konsumpcji za pół roku czy za 10 miesięcy. To zadanie, które postawiono przed Radą Polityki Pieniężnej, to nie jest dopasowanie jakiejś dziwnej, trudnej, nieopanowanej sytuacji pod nazwą inflacja do jakiejś równie arbitralnej liczny 2,5 proc., tylko zapewnienie wszystkim poczucia bezpieczeństwa, że pieniądz, który zarabiają, ma stabilną wartość - podkreślała (całej rozmowy można posłuchać pod tym linkiem). 

Fed, amerykański bank centralny.ONZ wzywa banki centralne, by przestały podnosić stopy proc. Pisze o recesji

Trzeci z "senackich" członków RPP, Przemysław Litwiniuk, wydawał się być najbardziej gołębi. W maju i kwietniu zagłosował przeciwko podniesieniu stóp, ale już w czerwcu poparł podwyżkę o 75 punktów bazowych. Informacji o szczegółach późniejszych głosowań (z lipca i września) jeszcze nie mamy. Na wcześniejszych dwóch posiedzeniach, w lutym (to było jego pierwsze) i marcu poparł podwyżki (wyniosły one odpowiednio 50 i 75 punktów bazowych). Przed wrześniowym posiedzeniem w TVN24 mówił, że ruch w górę o 25 punktów to scenariusz podstawowy i niewykluczony jest mocniejszy, a "ktoś musi pokazywać, iż państwo polskie jest zdeterminowane do walki z inflacją". 

Koniec podwyżek stóp, a w każdym razie na ten moment, zdaje się widzieć Ireneusz Dąbrowski z ekipy "prezydenckiej" w RPP. We wrześniu (dzień po posiedzeniu) na pisał na Twitterze tak: "Analiza danych wskazuje, że wrześniowa podwyżka o 25pb była ostatnią. W mojej opinii cykl podwyżek stóp procentowych w Polsce zakończył się." To bardzo jednoznaczne stwierdzenie padło zanim poznaliśmy dane o wrześniowej inflacji, która wzrosła zaskakująco mocno. Dąbrowski w posiedzeniach bierze udział od marca tego roku, na każdym z nich (do czerwca, bo to ostatnie, z którego mamy informacje) głosował za uchwalonymi ostatecznie podwyżkami. 

Tak samo głosował Henryk Wnorowski, który także zdaje się widzieć bliski koniec cyklu podwyżek. Dwa tygodnie temu w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" mówił, że "nie widzi powodów", by główna stopa procentowa wzrosła powyżej poziomu 7 proc. To by oznaczało, że na najbliższym, październikowym posiedzeniu, wspierałby maksymalnie podwyżkę o 25 punktów. "Niemniej wyższe od sierpniowego odczyty inflacji zmusiłyby mnie do przemyślenia skali potrzebnych podwyżek" - dodał. 

Trzeci z "prezydenckich" członków Rady Polityki Pieniężnej, Cezary Kochalski, trzy tygodnie temu także widział koniec cyklu. "(...) przestrzeń do kolejnych podwyżek stóp została znacznie zmniejszona, a prawdopodobieństwo zakończenia cyklu podwyżek wzrosło" - napisał w odpowiedzi na pytania zadane przez agencję Reutera. Nie wykluczył też możliwości obniżek stóp w 2023 roku, ale taki ruch zależy od skali spowolnienia gospodarczego i inflacji. 

Sejm jak dotąd obsadził tylko jedno z trzech "swoich" miejsc w Radzie Polityki Pieniężnej. Wiesław Janczyk wydaje się być przedstawicielem gołębi (choć od początku kadencji, czyli od marca, głosował za wszystkimi dotychczasowymi podwyżkami). W lipcowej wypowiedzi dla PAP Biznes (cytujemy za portalem alebank.pl) stwierdził, że ma nadzieję, że nie trzeba będzie kontynuować podwyżek stóp procentowych. Podkreślił jednocześnie, że trudno jest przewidzieć, jak będą wpływać ceny energii w tym sezonie grzewczym. 

11 podwyżek stóp z rzędu. Co dalej? 

Bo trzeba uczciwie zauważyć, że Rada Polityki Pieniężnej nie jest w bardzo komfortowej sytuacji. Ma do dyspozycji analizy przygotowywane przez ekspertów w NBP, ale czynników, które mogą się dynamicznie zmienić, jest więcej niż w "normalnych" czasach. Zarówno ekonomicznych (rosnąca dynamicznie inflacja, ale i kondycja złotego), jak i geopolitycznych (wojna w Ukrainie), a także polityki wewnętrznej (polityka fiskalna rządu). Do tego dochodzą sygnały banków z naszego regionu Europy (z Czech i Węgier), które komunikują już koniec cyklu podwyżek (choć te największe globalne banki, Fed i EBC, idą wciąż w przeciwnym kierunku). 

Inflacja zaszokowała, a już wkrótce decyzja ws. stóp. RPP będzie jak WałęsaInflacja zaszokowała, a już wkrótce decyzja ws. stóp. RPP będzie jak Wałęsa

Na ten moment większość ekonomistów zakłada, że na październikowym posiedzeniu RPP podniesie główną stopę procentową o 25 punktów bazowych, do poziomu 7 proc. Może za to nie zdecydować się na jasną zapowiedź zatrzymania podwyżek - tak uważają na przykład ekonomiści banku PKO BP. 

Więcej o: