Po decyzji RPP gwizdy mieszają się z owacjami. "Inflacja może żyć swoim życiem"

Rada Polityki Pieniężnej na środowym posiedzeniu zdecydowała się pozostawić stopy na dotychczasowym posiedzeniu. Było to pierwsze od roku decyzyjne posiedzenie RPP, na którym nie podniesiono stóp. Ekonomiści - jak zwykle bywa - są podzieleni w ocenie tej decyzji.

6,75 proc. - wciąż tyle wynosi stopa referencyjna NBP. Rada Polityki Pieniężnej na środowym posiedzeniu po raz pierwszy od roku zdecydowała się nie ordynować podwyżki stóp. Co więcej, w komunikacie po posiedzeniu między wierszami dała do zrozumienia, że mogło być to zakończenie cyklu podwyżek, a nie tylko przerwa (choć oczywiście RPP podkreśla jednocześnie, że na bieżąco będzie śledzić stan gospodarki i reagować). 

Z pewnością więcej o planie RPP na najbliższe miesiące i kwartały powie na czwartkowej konferencji prasowej (start o godzinie 15:00) prezes NBP Adam Glapiński. 

Decyzję należy uznać za delikatną niespodziankę. "Niespodziankę", bo jednak wciąż szybko rośnie zarówno główny wskaźnik inflacji (we wrześniu 17,2 proc.), jak i inflacja bazowa czy superbazowa (które dają obraz tego, jak inflacja rozlewa i zakorzenia się w gospodarce). Brak podwyżki prognozował tylko jeden z 18 analityków ankietowanych przez agencję Reutera (aż 15 stawiało na podwyżkę o 25 punktów bazowych).

Ale "delikatną", bo jednak zarówno prezes Glapiński, jak i część innych członków RPP, komunikowała w ostatnich tygodniach niewielką determinację do dalszych podwyżek, raczej akcent kładąc na ryzyka dalszego zacieśniania polityki pieniężnej dla gospodarki.

Konferencja prasowa prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego w WarszawieStopy procentowe bez zmian. 'Traktat sopocki' Glapińskiego dotrzymany

  • Więcej o gospodarce przeczytaj na stronie głównej Gazeta.pl
Zobacz wideo Waloryzować 500 plus? Czy może wprowadzić progi dochodowe? Pytamy ekspertkę

Stopy bezradne wobec inflacji?

Czy droga, którą obiera RPP, jest słuszna? Jak zwykle - ilu ekonomistów, tyle głosów.

Z jednej strony, część analityków, ekonomistów czy ekspertów przekonuje, że skoro RPP podniosła przez rok stopy jedenaście razy, a inflacja dalej rośnie (i to na całym świecie), to trzeba z nią walczyć w inny sposób. Słowem - po co dalej "zarzynać" gospodarkę (podwyżki stóp spowalniają jej wzrost, zwiększają ryzyko recesji), skoro inflacja od tego nie spada (bo jej główne źródła są gdzie indziej niż po stronie popytowej, na którą mają wpływ stopy NBP). A przynajmniej - na razie nie spadła, bo zakłada się, że podwyżki mają wpływ na gospodarkę po kilku kwartałach.

Ten kanał [podwyżki stóp - red.] ma ograniczoną skuteczność, w dużej mierze jest sygnalizowaniem "cnoty" w tym kryzysie. Pora w końcu, z rocznym opóźnieniem, zająć się energią i zyskami monopolistów

- pisze współprzewodniczący Polskiej Sieci Ekonomii Jan J. Zygmuntowski.

Choć jest i kontrargument - np. że skuteczność oddziaływania polityki pieniężnej RPP obniża wcześniejsza za mała determinacja RPP do podwyżek stóp (o tym, że wcześniejsze podwyżki były za małe, przekonują m.in. członkowie RPP Ludwik Kotecki i Joanna Tyrowicz - ale ich zdanie jest w mniejszości), a także niska wiarygodność prezesa NBP Adama Glapińskiego (tak ocenia Tyrowicz).

Generalnie jednak większość członków RPP ma przekonanie (wyrażone w komunikacie po środowym posiedzeniu), że dotychczasowe podwyżki stóp w połączeniu ze spodziewanym hamowaniem gospodarki już załatwią całą sprawę i inflacja w końcu spadnie do celu inflacyjnego NBP (2,5 proc.), choć ten powrót nie będzie szybki. 

Z tą wiarą łączy się jednak wiele ryzyk - ostrzega Ignacy Morawski, główny ekonomista "Pulsu Biznesu". 

Inflacja może żyć swoim życiem, nawet jeżeli gospodarka jest w recesji i nie wykorzystuje swoich zdolności produkcyjnych. Dzieje się tak, jeżeli oczekiwania inflacyjne są wysokie. A u nas mogą być. (...) Dzisiejsza decyzja opiera się na nadziei, że oczekiwania są stabilne. Zobaczymy

- pisze Morawski.

Również ekonomiści ING Banku Śląskiego przestrzegają, że oczekiwanie, iż dotychczasowe podwyżki i spowolnienie gospodarcze załatwią cały problem z inflacją to "ryzykowna strategia". Dodają, że "co prawda inflacja w 2023 spadnie z 20 proc. poniżej 10 proc., ale w 2024, kiedy zniesione zostaną tarcze, inflacja ponownie odbije".

Czeka nas ponownie zacieśnienie polityki w 2024 roku - albo podwyżki stóp, albo zaostrzenie polityki fiskalnej. Ostateczne koszty walki z długotrwale wysoką inflacją będą wyższe niż gdybyśmy "docisnęli" stopami obecnie

- uważają.

W podobnym tonie wypowiadał się niedawno w rozmowie z Gazeta.pl główny ekonomista ING Banku Śląskiego Rafał Benecki. 

Doświadczenia z lat 70. i innych lat prowadzenia polityki pieniężnej pokazują, że aby ustabilizować oczekiwania inflacyjne w społeczeństwie, potrzebna jest bardzo duża determinacja banku centralnego, skupienie na inflacji i podwyżki stóp kosztem koniunktury. Zaniedbanie elementu oczekiwań inflacyjnych to recepta na wiele lat wysokiej inflacji

- mówił ekonomista i przestrzegał: w takim scenariuszu koszty walki z inflacją są na koniec dużo wyższe niż zaciskanie pasa na krótką metę.

Brak determinacji wytyka RPP także Mateusz Urban, ekonomista Oxford Economics.

Komunikat RPP brzmi bardziej jak wyznanie wiary w to, że inflacja "sama" wróci do celu, niż jak rzeczywista chęć działania, żeby ją do tego celu sprowadzić. Przerywamy cykl podwyżek, w momencie, w którym inflacja rośnie >1 proc. miesiąc do miesiąca i złoty jest na historycznych minimach. To błąd. Jeśli nie podwyższamy stóp, RPP powinna zaostrzyć retorykę. Nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka

- pisze Urban.

Inflacja czy recesja. RPP musi na coś się zgodzić?

Taki osąd stoi jednak w opozycji do tego, co uważa prezes NBP Adam Glapiński i zapewne większość członków RPP.

Dociskamy śrubę, ale do granic możliwości. Nie chcemy wyleczyć pacjenta tak, że on będzie martwy. RPP musi już manewrować między Scyllą a Charybdą - między działaniem antyinflacyjnym a niewprowadzeniem gospodarki w recesję

- mówił Glapiński podczas wrześniowej konferencji prasowej. Najwidoczniej w październiku RPP uznała, że gorszym potworem morskim niż inflacja jest ryzyko zbyt silnego przyduszenia gospodarki.

RPP wybrała duszenie inflacji z mniejszą siłą, ale i mniejszym kosztem. Próbuje znaleźć jakiś balans. Nie nam oceniać czy to dobry balans, czy zły

- oceniają decyzję RPP ekonomiści z Pekao.

Wygląda na to, że na tym etapie w funkcji reakcji banku centralnego perspektywy inflacji nie są tak istotne, jak obawy o wzrost gospodarczy

- pisze Piotr Bielski, główny ekonomista Santander Banku. W podobnym tonie wypowiadają się analitycy mBanku.

Fed, amerykański bank centralny.ONZ wzywa banki centralne, by przestały podnosić stopy proc. Pisze o recesji

I de facto na tym polega cała zagwozdka - walczyć z inflacją kolejnymi podwyżkami stóp, pogłębiając przy tym spowolnienie gospodarcze, czy zaakceptować dłuższy okres inflacji, ale przy wciąż nie aż tak złej koniunkturze. RPP ewidentnie wybiera ten drugi wariant. Czy będzie on słuszny? To się okaże. Wedle tego, co uważa np. wspomniany już Rafał Benecki z ING Banku Śląskiego - nie, bo brak wyraźnej determinacji NBP (a także przecież rządu) do walki z inflacją skończy się w dłuższej perspektywie gorzej. Ale RPP liczy, że uda się znaleźć złoty środek. 

Brak podwyżek zniszczy złotego?

Można też natknąć się na opinie, że skoro rząd niweluje działania Rady Polityki Pieniężnej hojnymi programami fiskalnymi (np. w zasadzie powszechne wakacje kredytowe czy dodatki energetyczne - bez np. progów dochodowych), to dalsze zacieśnianie polityki pieniężnej jest bez sensu i RPP po prostu kapituluje.

Zdaniem byłego członka RPP Bogusława Grabowskiego, Rada Polityki Pieniężnej powinna właśnie działać na odwrót.

Polityka pieniężna nie może zwracać uwagi na to, że polityka fiskalna jest zła - zwiększa popyt, rozrzuca helikopterem pieniądze po kraju, natomiast musi realizować swój cel mimo wszystko. Można by było ten cel inflacyjny realizować przy niższych stopach procentowych, niż to teraz jest niezbędne - a niezbędne są znacznie wyższe, niż są teraz - gdyby nie to, jak się zachowuje rząd

- mówił w środę w TVN24 w programie "Kropka Nad I".

Brak determinacji RPP do dalszych podwyżek stóp może też osłabiać złotego. Ale i tu ekonomiści są podzieleni co do tego efektu. Na pewno brak podwyżek nie pomaga polskiej walucie, ale czy bardzo jej szkodzi? 

Po środowej decyzji RPP frank szwajcarski czy dolar amerykański umocniły się o ok. 8 gr, euro o ok. 5 gr. Ale np. zdaniem Piotr Kuczyńskiego, analityka Xelion, był to też efekt umocnienia się dolara do euro.

Również np. Łukasz Zembik, kierownik Departamentu Analiz w Oanda TMS Brokers, mówił niedawno w rozmowie z Gazeta.pl, że większym ryzykiem dla złotego w długim terminie jest ryzyko geopolityczne niż brak podwyżek stóp.

Ale już np. Piotr Bielski z Santander Bank zdaje się przestrzegać przed niedocenianiem związku poziomu stóp z kursem złotego.

Zbyt wczesna próba wyhamowania podwyżek grozi przeceną złotego i przedłużeniem okresu wysokiej inflacji. W tej chwili sugerowany od kilku miesięcy przez prezesa NBP scenariusz rozpoczęcia obniżek stóp w drugiej połowie 2023 r. wydaje się nam bardzo mało prawdopodobny. Nawet jeśli RPP zdecyduje się na pauzę w najbliższym miesiącu/ach, może być zmuszona do wznowienia cyklu, jeśli/kiedy okaże się, że inflacja nie będzie się chciała istotnie obniżyć i/lub waluta znacząco się osłabi

- uważa główny ekonomista Santander Banku. 

  • Pomóż Ukrainie, przyłącz się do zbiórki. Pieniądze wpłacisz na stronie pcpm.org.pl/ukraina
Więcej o: