Jest nowa prognoza ZUS. Nie zazdrościmy naszym dzieciom. Także tym, które dopiero się urodzą

O ile w 2023 r. na 1000 osób w wieku produkcyjnym przypadać będzie ok. 390 osób w wieku poprodukcyjnym, o tyle w 2061 r. ta druga liczba wzrośnie do 806 osób, a w 2080 r. do 839 osób - poinformowała prezeska ZUS Gertruda Uścińska, powołując się na prognozy Zakładu.

W 2023 r. na 1000 osób w wieku 18-59 i 18-64 lat (kolejno dla kobiet i mężczyzn – to tzw. wiek produkcyjny) przypadać będzie ok. 390 osób w wieku poprodukcyjnym (czyli 60-65+). W kolejnych latach i dekadach, w miarę starzenia się społeczeństwa, ta statystyka będzie się drastycznie pogarszać. Z najnowszych prognoz ZUS, przedstawionych PAP przez prezeskę Zakładu prof. Gertrudę Uścińską wynika, że w 2061 r. na 1000 osób w wieku produkcyjnym przypadać będzie 806 osób w wieku poprodukcyjnym, a w 2080 r. - 839.

ZUS podaje ponure prognozy demograficzne

Jednocześnie, jak zauważyła Uścińska, to nie powinno wpłynąć na sytuację ZUS czy szerzej – finansów publicznych. W 2060 r. na utrzymanie systemu emerytalno-rentowego mamy wydawać ok. 10,8 proc. PKB (według prognoz OECD), czyli w zasadzie tyle, co obecnie (10,6 proc.). Dlaczego? Bo emerytów może i będzie znacznie więcej, ale ich świadczenia będą relatywnie niższe, niż jesteśmy przyzwyczajeni obecnie. O ile dziś przeciętna stopa zastąpienia (czyli wysokość emerytury względem ostatniej pensji) to nieco ponad 50 proc., o tyle za 30 i więcej lat ma to być, według prognoz, ok. 20-25 proc. Dziś wielu emerytów korzysta wciąż z wyliczonego na bardzo korzystnych zasadach kapitału początkowego zebranego przed 1999 r. Z czasem jednak emerytury zaczną być wypłacane wyłącznie na podstawie zasad z reformy z 1999 r., tj. (w największym skrócie) ile zebrałeś/zebrałaś składek, tyle masz emerytury.

Rzecz jasna prognozy dotyczące stałego, ok. 11-procentowego (w stosunku do PKB) kosztu utrzymania systemu emerytalnego obecnie i w 2060 r. biorą pod uwagę wyłącznie to, co wynika stricte z budowy tegoż systemu. Można snuć przewidywania, że w obliczu rosnącego odsetka seniorów w elektoracie, politycy będą snuli pomysły wspierania najstarszych obywateli (jak już dziś się dzieje – np. w formie trzynastek, czternastek, zrównania emerytur z KRUS i ZUS, wyższej waloryzacji najniższych świadczeń itp.). Wtedy emeryci "kosztowaliby" finanse publiczne znacznie więcej niż tych ok. 11 proc. To z kolei może jednak rodzić niezadowolenie młodszych osób, którym państwo nie będzie zapewniało np. usług publicznych na odpowiednim poziomie.

Generalnie - trudne wyzwania i wybory stoją przez starzejącą się Polską.

Zobacz wideo Borys: Największym zagrożeniem społeczno-gospodarczym w tym stuleciu jest demografia

ZUS: Prognoza rozprawia się z mitem "bankructwa" Zakładu

Prognoza Funduszu Ubezpieczeń Społecznych do 2080 r. pokazuje znaczną odporność systemu emerytalnego na finansowe skutki zmian demograficznych. Pozwala rozprawić się z potocznym mitem przyszłego 'bankructwa' systemu emerytalnego

- mówi prezes ZUS Gertruda Uścińska.

Z prognoz Zakładu wynika, że - w wariancie podstawowym projekcji - deficyt roczny funduszu emerytalnego wzrośnie z poziomu 2,2 proc. PKB w 2023 r. do 2,9 proc. w latach 2025-2030, po czym będzie malał do poziomu 0,7 proc. w 2080 r. W najbliższej dekadzie spadać ma także wydolność funduszu, tj. stopień pokrycia wydatków ze składek - z 71 proc. w 2023 r. do 65 proc. w latach 2026-2029. Im niższa wydolność ZUS, tym wyższa musi być dotacja z budżetu do ZUS. Wydolność systemu emerytalnego od początku kolejnej dekady ma jednak znów rosnąć, do poziomu 88 proc. w 2080 r.

Pogłębianie się deficytu w pierwszych latach prognozy wynika z pobierania emerytur przez osoby z wyżu demograficznego lat powojennych

 - wyjaśnia szefowa ZUS prof. Gertruda Uścińska.

Potwierdzał to w niedawnej rozmowie z Gazeta.pl dr Tomasz Lasocki z Uniwersytetu Warszawskiego w rozmowie z Gazeta.pl.

Tłuste lata się właśnie kończą. Zgodnie z wszelkimi prognozami, najbliższa dekada będzie dla nas najtrudniejsza. Ale prognoza armagedonu - że nie będzie na wypłaty emerytur - nie ziści się, bo od 1999 r. nie miała prawa się ziścić

- mówił dr Lasocki. On również rozprawiał się z mitem, że "ZUS to bankrut".

Patrzymy na to wszystko od tyłu. Przede wszystkim, państwo ma obowiązek zapewnienia zabezpieczenia społecznego. ZUS jest tylko jedną z kieszonek państwa. To, że ta kieszonka się nie bilansuje, oznacza tylko tyle, że część emerytur nie pochodzi z bieżącej pracy

- mówił naukowiec. Dodawał, że "pytanie jest inne - ile zasobów generowanych przez gospodarkę przeznaczamy na emerytury". I tu wracamy do opisanej wcześniej prognozy. Według niej cały czas utrzymanie systemu emerytalnego będzie kosztowało ok. 11 proc. PKB. Pytanie, czy w obliczu rosnącej liczby seniorów z niskimi świadczeniami, to społecznie i politycznie realne przewidywania.

  • Więcej o gospodarce przeczytaj na stronie głównej Gazeta.pl

Ile zarabiamy, a ile będziemy zarabiać, jak kształtują się emerytury, co z bezrobociem w Polsce, jakie są trendy na rynku pracy i jakie zmiany szykuje rząd? Więcej na te tematy czytaj pod linkiem: next.gazeta.pl/praca

Chiny. Populacja kraju skurczyła się pierwszy raz od ponad 60 lat.Chiny w kryzysie. Populacja skurczyła się pierwszy raz od 1961 r.

Więcej o: