Spór o Fundusz Kościelny trwa. Jak państwo finansuje kościoły i związki wyznaniowe? 272 mln zł w 2026 r.

Kwestia Funduszu Kościelnego od lat budzi dyskusje. Mimo obietnic wyborczych obecnej koalicji nie zapadły decyzje o likwidacji tej formy wsparcia. Najwyższa Izba Kontroli na zlecenie marszałka Sejmu zbadała finansowanie kościołów i związków wyznaniowych. Środki te trafiają w większości do Kościoła katolickiego, ale korzystają z nich również inne organizacje.
duchowni (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Fundusz Kościelny powołano do życia w marcu 1950 r. Miał być rekompensatą za nieruchomości ziemskie przejęte przez państwo od Kościoła (tzw. przejęcie dóbr martwej ręki). Dziś to po prostu osobna pozycja w budżecie państwa.

Około 95 proc. środków przeznacza się na opłacenie składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne duchownych. Z Funduszu przyznawane są również dotacje na remonty obiektów sakralnych i działalność charytatywno-opiekuńczą. Szef MSWiA Marcin Kierwiński zapowiedział, że maksymalna kwota dotacji w 2026 r. wyniesie 200 tys. zł. Próg ten można będzie przekroczyć tylko w wyjątkowych sytuacjach. Wnioski analizuje Departament Wyznań Religijnych oraz Mniejszości Narodowych i Etnicznych MSWiA.

W 2026 r. na Fundusz Kościelny zarezerwowano w budżecie 272,56 mln zł. To nieznacznie mniej niż w 2025 r., gdy kwota ta wyniosła 275,7 mln zł.

Zgodnie ze spisem powszechnym z 2021 r. 71,30 proc. obywateli deklaruje przynależność do Kościoła rzymskokatolickiego. Kolejne miejsca zajmują: Kościół prawosławny (0,40 proc.), Świadkowie Jehowy (0,29 proc.), Kościół ewangelicko-augsburski (0,17 proc.), Kościół grekokatolicki (0,09 proc.) i Kościół zielonoświątkowy (0,08 proc.). Inne wyznania wskazało 0,24 proc. ankietowanych, 6,87 proc. zadeklarowało brak przynależności, a 20,53 proc. nie odpowiedziało na pytanie.

Krytyka Funduszu Kościelnego

Zasadność dalszego funkcjonowania Funduszu od lat budzi kontrowersje. Krytycy wskazują, że państwo finansuje wyznania, które nie straciły w przeszłości ziemi, a sam Kościół katolicki odzyskał większość zabranych nieruchomości. Ocena tego drugiego argumentu nie jest jednak prosta.

Około 60 tys. ha takich nieruchomości kościelnych pozostaje nadal we władaniu państwa. Zgodnie z ustawą, dochody z nich uzyskiwane są więc podstawą jego finansowania. Nie ustały zatem racje istnienia Funduszu Kościelnego. Myśląc o jego ewentualnym zniesieniu, trzeba więc zaproponować rozwiązanie uczciwie go zastępujące

– tłumaczył w ubiegłym roku rzecznik Konferencji Episkopatu Polski, ks. Leszek Gęsiak.

Przedstawiciele Kościoła przypominają, że w czasach PRL ogromna część pieniędzy z Funduszu trafiała na cele sprzeczne z ustawą, w tym na zwalczanie samego Kościoła. Według portalu Deon.pl w 1962 r. pochłonęło to 82,6 proc. budżetu Funduszu, a w 1989 r. 94,6 proc. Z kolei obecny, coroczny wzrost wydatków państwa wynika ze wzrostu minimalnego wynagrodzenia, które determinuje wysokość składek emerytalnych i rentowych duchownych.

Jak historycznie wyglądała sprawa ze zwrotem ziemi? W dwudziestoleciu międzywojennym Kościół rzymskokatolicki niemal podwoił swój stan posiadania: z 218 tys. ha w 1919 r. do 400 tys. ha w 1939 r. (choć domagał się zwrotu kolejnych 400 tys. ha zagarniętych jeszcze w zaborach). Po II wojnie światowej stracił majątki zarówno na Kresach Wschodnich, jak i w efekcie komunistycznych nacjonalizacji. Trudno dokładnie oszacować skalę tych strat, ponieważ ówczesne władze często dopuszczały się rażących nadużyć. Wiadomo jednak, że państwo nie zabrało Kościołowi wszystkiego.

Kwestię przekazywania gruntów regulował art. 70a, dający Kościołowi katolickiemu prawo do nieodpłatnego przejmowania ziemi na Ziemiach Zachodnich i Północnych po 8 maja 1945 r. Jak szacował w wywiadzie dla PAP prawnik z UAM, dr hab. Maksymilian Stanulewicz, Kościół otrzymał w ten sposób łącznie blisko 150 tys. ha (z czego 82 tys. ha bezpośrednio z mocy artykułu 70a). Dodatkowo zlikwidowana w 2011 r. Komisja Majątkowa przekazała kościelnym osobom prawnym kolejne 65,5 tys. ha i wypłaciła 143,5 mln zł rekompensat.

„Niektórzy mówią nawet o 750 mln zł oraz zabudowaniach wartości około pięciu mld zł. (...) Kościół katolicki otrzymał łącznie od państwa blisko 150 tys. hektarów, a więc dokładnie tyle, ile utracił w wyniku działania władz komunistycznych" – podkreślił Stanulewicz.

Sam mechanizm budził zresztą wątpliwości. Władze wojewódzkie mogły oddawać państwową ziemię za darmo, a parafie miały prawo składać wnioski o grunty wielokrotnie. Przepisy pozwalały bowiem wojewodom uwzględniać jedynie ten areał, którym wnioskodawca dysponował w danym, konkretnym momencie.

Oznacza to, że parafie i diecezje mogą zdobytą ziemię sprzedać, a jeśli zejdą poniżej 15 ha (w przypadku parafii) lub 50 ha (diecezja), mogą ponownie wystąpić z wnioskiem, co miało w przeszłości miejsce – tłumaczył prof. Stanulewicz.

Mimo że komuniści zawłaszczali środki z Funduszu, Edward Gierek okazał się dla Kościoła wyjątkowo hojny. Na początku jego rządów Kościół katolicki otrzymał na Ziemiach Odzyskanych potężną „darowiznę": 4800 świątyń, 1500 innych budynków i 900 ha gruntów rolnych, które przed wojną należały głównie do ewangelików. Wartości tego majątku nigdy nie wyceniono, a zaledwie dwa lata później przekazano kolejne 662 obiekty.

Nie tylko Kościół katolicki

Zgodnie z danymi MSWiA z marca 2026 roku w oficjalnym rejestrze widnieje w Polsce 176 kościołów i związków wyznaniowych oraz pięć organizacji międzykościelnych. Konstytucja RP gwarantuje im wszystkim równouprawnienie, dlatego Fundusz Kościelny wspiera każdą wspólnotę o uregulowanym statusie prawnym.

Jak wyliczyła NIK, w latach 2021–2023 kościoły otrzymały od państwa łącznie niemal 17,5 mld zł (z czego ok. 16,5 mld zł trafiło do Kościoła katolickiego). Na tym tle sam Fundusz Kościelny to „zaledwie" 618,43 mln zł. Lwia część tej kwoty – 585,26 mln zł (94,6 proc.) – pokryła składki na ubezpieczenia duchownych różnych wyznań. Z kolei dotacji wypłacono ok. 33,16 mln zł, z czego 31,25 mln zł (94,2 proc.) trafiło do Kościoła katolickiego.

Zgodnie z przepisami ZUS składki na ubezpieczenia emerytalne, rentowe i wypadkowe za członków zakonów kontemplacyjno-klauzurowych oraz misjonarzy (w okresach pracy na terenach misyjnych) w całości są finansowane przez Fundusz Kościelny. Te same składki dla pozostałych osób duchownych są pokrywane przez FK w wysokości 80 proc. Pozostałe 20 proc. płacą sami duchowni.

W ubiegłym roku państwowe wsparcie na remonty otrzymały między innymi: parafia prawosławna św. Trójcy w Tarnogrodzie (120 tys. zł), Klasztor Prawosławny pw. św. Onufrego w Jabłecznej (200 tys. zł), Parafia Ewangelicko-Augsburska we Włocławku (200 tys. zł), Kościół Starokatolicki Mariawitów w RP (200 tys. zł), Parafia Prawosławna pw. św. Marii Magdaleny w Warszawie (200 tys. zł) i Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie (200 tys. zł).

Odpis podatkowy – obowiązkowy czy dobrowolny?

U większości członków UE występuje model „partycypacyjny", gdyż państwo bierze udział w utrzymaniu związków wyznaniowych, które działają na jego terenie. Jednym z najpopularniejszych mechanizmów finansowania Kościoła (i innych związków wyznaniowych) w innych państwach jest odpis od podatku. Jak wyjaśniał w rozmowie z PAP prof. Stanulewicz, w Niemczech, Austrii, Szwecji i Finlandii obowiązuje tzw. podatek kościelny.

W Wielkiej Brytanii, Grecji, Belgii, Czechach i na Słowacji duchowni są z kolei wpisani na listę urzędników państwowych i otrzymują z tego tytułu pensję. We Włoszech, Hiszpanii, Portugalii i na Węgrzech obowiązuje natomiast dobrowolny odpis podatkowy. Można go przeznaczyć na wybraną wspólnotę wyznaniową.

Stanulewicz wspomniał, że likwidacja FK uderzyłaby szczególnie w mniejsze związki wyznaniowe, które mają mało wiernych. Ocenił też, że w polskich realiach najlepiej sprawdziłby się model włoski z dobrowolnym odpisem w wysokości od 1,5 do 3 procent. Mniejsze wspólnoty powinny przy tym uzyskać od rządu gwarancję, że przez kilka pierwszych lat różnica między kwotą, którą dostawały z FK, a wpływami z odpisu będzie wyrównywana.

Przez lata rozważano różnego rodzaju opcje. W ubiegłym roku media pisały o wniosku, który wpłynął do senackiej Komisji Petycji. Przewidywał on przeznaczenie (na wzór niemiecki) 8 proc. z podatku dochodowego. Jak wyliczył „Super Biznes", dla osoby zarabiającej 5 tys. zł miesięcznie byłoby to około 300 złotych rocznie. Innym pomysłem byłby dobrowolny odpis w wysokości 2 proc. od podatku dochodowego.

Wspomniany niemiecki Kirchensteuer wynosi 7–8 proc. i jest obowiązkowy. Niektóre wspólnoty jednak z niego rezygnują. Zwolnienie z niego jest natomiast możliwe po wystąpieniu z danego kościoła lub przy najniższych dochodach. W 2023 roku Kościół katolicki otrzymał z tego tytułu ponad 6,5 miliarda euro, natomiast Kościół ewangelicki 5,9 mld euro.

Większość rządów przyznaje, że związki wyznaniowe odgrywają ważną rolę społeczną i kulturową. Nawet we Francji, która nie przewiduje dotowania instytucji religijnych, 90 proc. budynków sakralnych jest utrzymywanych i remontowanych przez lokalne gminy. Zwolennicy przekonują, że kościoły świadczą też pomoc charytatywną, prowadzą szkoły i dbają o zachowanie zabytkowych obiektów sakralnych.

Kontrola NIK

Kontrola ze strony organów państwowych nad tym, jak wydawane są pieniądze przeznaczane dla organizacji religijnych, wydaje się niewystarczająca. Wnioski z audytu Najwyższej Izby Kontroli okazały się bezlitosne. Inspektorzy wprost wskazali, że minister spraw wewnętrznych, choć dysponuje Funduszem, nie ma prawnych narzędzi, by sprawdzić, kogo poszczególne kościoły zgłaszają do ubezpieczenia i czy robią to poprawnie.

Związane ręce miał również ZUS. Urzędnikom brakowało systemu, w którym mogliby zweryfikować, czy osoba podana jako „duchowny" faktycznie nim jest. Kontrola przeprowadzona u 36 płatników składek wykryła błędy w aż 48,5 proc. zgłoszeń. Co więcej, przeanalizowano 74 konkretne postępowania administracyjne – w 34 z nich (45,9 proc.) okazało się, że ubezpieczony w ogóle nie miał prawa do składek opłacanych przez państwo.

Zdaniem NIK luki w prawie to otwarta na oścież furtka do nadużyć, z której mogą korzystać osoby nieuprawnione. Inspektorzy dopatrzyli się także nierzetelności urzędników przy merytorycznej ocenie wniosków o dotacje.

Audyt NIK obejmował czasy rządów Prawa i Sprawiedliwości, ale niewiele wskazuje na to, by w kwestii Funduszu Kościelnego miało dojść do zapowiadanej rewolucji. Wprawdzie w styczniu 2024 roku premier Donald Tusk powołał specjalny Międzyresortowy Zespół ds. Funduszu Kościelnego, na czele którego stanął wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. Jednak od tamtej pory jego członkowie spotkali się oficjalnie zaledwie kilka razy. Jak dotąd nie udało im się wypracować żadnego satysfakcjonującego kompromisu.

Zmiany trudne do przeprowadzenia

Zapytaliśmy ZUS oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, jak sprawa Funduszu Kościelnego wygląda obecnie.

Kwestią reformy Funduszu Kościelnego zajmuje się Międzyresortowy Zespół powołany przez Prezesa Rady Ministrów. Do głównych zadań tego organu należy wypracowanie nowej koncepcji funkcjonowania Funduszu oraz analiza dotychczasowych rozwiązań. W związku z tym wszelkie zapytania dotyczące aktualnego stanu prac legislacyjnych oraz planowanych zmian należy kierować do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, która zapewnia Zespołowi pełną obsługę merytoryczną
Jednocześnie wyjaśniamy, że do momentu wejścia w życie nowych przepisów Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji kontynuuje realizację dotychczasowych zadań. MSWiA odpowiada za terminowe odprowadzanie składek na ubezpieczenia na rachunek Zakładu Ubezpieczeń Społecznych zgodnie z obecnie obowiązującymi procedurami

– odpowiedziało MSWiA. ZUS sprawy nie skomentował.

Wbrew obiegowej opinii strona kościelna jest gotowa do rozmów o zmianach w finansowaniu. Nie ma jednak konsensusu po stronie rządowej. Najmocniej za likwidacją FK optuje Lewica. Chodzi przede wszystkim o zmiany w sposobie płacenia składek. – Chcielibyśmy, by ten podział był 50 na 50, czyli 50 proc. składek opłaca osoba duchowna, 50 proc. kościół, w ramach którego osoba pełni swoją funkcję czy po prostu pracuje – powiedziała w ubiegłym roku ministerka rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Całość składek byłaby pokrywana przez związek wyznaniowy w przypadku duchownych na misjach i w zakonach.

Projekt Lewicy nie doczekał się realizacji. Krytykował go m.in. PSL. Poseł ludowców Jarosław Rzepa stwierdził, że mogłoby to doprowadzić do kryzysów w wielu parafiach. – Jeżeli chcemy doprowadzić do kryzysów i ogromnych problemów w niektórych parafiach, to ten projekt Lewicy jest okej – powiedział polityk. Z kolei Polska 2050 wystąpiła z inicjatywą zakończenia przekazywania „zabranych" ziem i nieruchomości Kościołowi oraz uregulowania przepływów pieniężnych ze strony państwa. Projekt powstał w odpowiedzi na raport NIK.

Konkretów jednak brak. Jak zaznaczył w rozmowie z „Faktem" inny poseł PSL Teofil Bartoszewski, z powodu konkordatu każdą zmianę należy też wynegocjować z Watykanem. Jego zdaniem jednostronne zniesienie FK to złamanie umowy ze Stolicą Apostolską.

Jedno jest pewne – zapowiadało się na prawdziwą rewolucję, ale jak na razie z dużej chmury nie spadł nawet mały deszcz.

Więcej o: