Moda na kostkę brukową, duże podjazdy i minimalistyczne ogrody sprawiła, że wiele posesji niemal całkowicie straciło powierzchnię biologicznie czynną. Problem polega na tym, że deszczówka nie może wtedy naturalnie wsiąkać do gruntu. Właśnie dlatego w prawie wodnym pojawiła się opłata za zmniejszenie naturalnej retencji terenowej. Choć potocznie mówi się o podatku od tarasu albo podjazdu, przepisy dotyczą wyłącznie konkretnych nieruchomości i jasno określonych progów.
Obowiązek zapłaty opłaty za zmniejszenie naturalnej retencji terenowej pojawia się dopiero po spełnieniu konkretnych warunków zapisanych w prawie wodnym. Nieruchomość musi mieć powierzchnię większą niż 3500 m kw., ponad 70 proc. działki musi zostać wyłączone z powierzchni biologicznie czynnej, a teren nie może być objęty systemem kanalizacji otwartej lub zamkniętej. Znaczenie mogą mieć m.in. zabetonowane podjazdy, duże tarasy, parkingi i inne nieprzepuszczalne powierzchnie ograniczające wsiąkanie wody do gruntu. Przepisy obejmują właścicieli nieruchomości, użytkowników wieczystych (czyli osoby lub firmy mające prawo do korzystania z gruntu przez określony czas, najczęściej kilkadziesiąt lat, mimo że formalnym właścicielem pozostaje państwo albo samorząd), posiadaczy samoistnych (czyli osoby faktycznie korzystające z nieruchomości jak właściciel, mimo że formalnie nim nie są) oraz posiadaczy nieruchomości należących do Skarbu Państwa lub samorządów (czyli np. osoby lub firmy użytkujące publiczny grunt na podstawie umowy lub innego prawa do korzystania z terenu).
Powierzchnia biologicznie czynna to teren umożliwiający naturalną wegetację roślin oraz retencję wody opadowej. Przy wyliczeniach znaczenie ma więc cały sposób zagospodarowania działki. Liczą się trawniki, zieleń, nawierzchnie przepuszczalne oraz udział powierzchni utwardzonych. Sama obecność kostki brukowej albo betonowego tarasu nie oznacza jeszcze obowiązku zapłaty, jeśli nieruchomość nie przekracza ustawowych progów. Najczęściej obowiązek ponoszenia opłaty dotyczy dużych posesji, terenów komercyjnych oraz nieruchomości z rozbudowaną infrastrukturą utwardzoną, gdzie znaczna część działki została pokryta betonem, kostką brukową albo asfaltem. Znaczenie dla naliczenia opłaty może mieć każda kolejna inwestycja ograniczająca powierzchnię biologicznie czynną, np. budowa dodatkowego podjazdu, parkingu, tarasu albo utwardzenie kolejnej części posesji.
Gmina ustala wysokość należności na podstawie powierzchni wyłączonej z biologicznie czynnej części nieruchomości oraz obowiązujących stawek. Opłata naliczana jest od rzeczywiście utraconej powierzchni, a nie wyłącznie od części przekraczającej ustawowy próg. Jeżeli uszczelniona została większość działki, właściciel może zapłacić więcej niż osoba, która pozostawiła większy udział zieleni i retencji. Znaczenie mają również rozwiązania pomagające zatrzymywać wodę opadową. Chodzi m.in. o zbiorniki na deszczówkę, ogrody retencyjne albo nawierzchnie przepuszczalne. Takie elementy wpływają na sposób wyliczenia stawki, choć nie oznaczają automatycznego zwolnienia z opłaty. Samorząd analizuje konkretne parametry nieruchomości oraz zastosowane rozwiązania retencyjne.
Właściciele objęci przepisami muszą składać kwartalne oświadczenia dotyczące nieruchomości i sposobu zagospodarowania terenu. Dokumenty trafiają do wójta, burmistrza albo prezydenta miasta właściwego dla położenia działki. Po wyliczeniu należności urząd przekazuje informację z terminem płatności i sposobem obliczenia opłaty. Na zapłatę właściciel ma tylko 14 dni od momentu doręczenia informacji przez gminę. Brak wpłaty może skutkować wydaniem decyzji administracyjnej, naliczeniem odsetek i wszczęciem egzekucji administracyjnej. Właściciel ma prawo złożyć reklamację, jeśli nie zgadza się z wyliczeniem, ale samo odwołanie nie wstrzymuje obowiązku zapłaty.