Miały być głosy nowych wyborców, jest sklepik z kubkami i koszulkami o złej Unii. Tak Korwin marnuje internetową popularność

Adam Bednarek
"Król Internetu" - jeszcze niedawno takim przydomkiem chwalić mógł się Janusz Korwin-Mikke, kiedy dla reszty Facebook czy YouTube nie istniał. Coraz więcej polityków odnalazło się w Sieci, a partia Korwin swoją dawną mocną pozycję postanowiła wykorzystać w biznesie. Dziwnym biznesie.

Choć nigdy nie było z tego wymiernych korzyści w postaci sukcesu wyborczego, nie brakowało opinii, że internetowa działalność Janusza Korwin-Mikkego pomaga politykowi i jego partii. Media przede wszystkim zwracały uwagę na kontrowersyjne wypowiedzi lidera, ale dostrzegały rosnące poparcie wśród młodzieży. Trudno zlekceważyć popularność na Facebooku czy YouTubie - Korwin ma najwięcej polubień wśród polityków, a filmy z wystąpieniami to tysiące wyświetleń.

Wyborcy tego polityka mieli nadzieję, że prędzej czy później popularność w Sieci zaprocentuje głosami w wyborach. Kolejne partie Korwina nie potrafiły jednak przekroczyć progu wyborczego, więc dziś tylko nieliczni wierzą w to, że liczba polubień czy bycie liderem sondaży wśród nastolatków to skuteczna droga prowadząca na Wiejską. "Błąd" zrozumiał nawet Przemysław Wipler, który przyznał, że na Facebooku zajmował się "głupotami".

W międzyczasie ruch Kukiza czy Partia Razem pokazały za to, że Internet może być dobrą trampoliną, ale na tym sukcesu się nie zbuduje. Razem jest zresztą tego najlepszym przykładem - dopiero po występie w telewizyjnej debacie partia została zauważona przez wyborców, mimo że wcześniej aktywnie działała na Facebooku, tworząc infografiki związane z ich programem czy postulatami. Ten fakt najwyraźniej nie umknął również partii Korwina: skoro w Internecie zdobyć głosów nie można, to przynajmniej na Internecie zaróbmy. W dość kontrowersyjny sposób.

W oficjalnym sklepie partii Korwin znaleźć można było koszulkę "JP - zero tolerancji”. Już z oferty zniknęła, ale ślady wciąż są:

Sklep partii KorwinSklep partii Korwin fot. sklepkorwin.pl

FacebookFacebook fot. Facebook

Część wzorów, które na swojej stronie sprzedaje również bloger Kamil Cybulski, w sklepie Korwina są obecne. Nie są aż tak agresywne i wulgarne jak u ich autora (np. "Jaranie się lewicą to pedalstwo”), ale także nie brakuje "wyrazistych” grafik.

Sklep partii KorwinSklep partii Korwin fot. sklepkorwin.pl

Partia Korwin chce też skorzystać z mody na patriotyzm. W sklepie za 15 zł kupić można kubki z grafikami Armii Krajowej lub napisami: "Bóg, Honor i Ojczyzna” czy "Chłopak, dziewczyna, normalna rodzina”. Jest też powstańczy wzór z hasłem "63 dni chwały”. Co ciekawe, w tym samym sklepiku dostępna jest też koszulka, która bardziej odpowiada poglądom Janusza Korwin-Mikkego: "Chwała bohaterom, hańba decydentom”. Jak widać, nic nie przeszkadza partii zarabiać i na obrońcach, i na krytykach Powstania Warszawskiego. Biznes to biznes.

Sklep partii KorwinSklep partii Korwin fot. sklepkorwin.pl

Biznesową działalność Janusza Korwin-Mikkego czy Przemysława Wiplera krytykuje profil Korwin-Watch, który obserwuje już ponad 4 tysiące osób. Jego twórca wytyka działaczom brak realnych, merytorycznych działań. Zamiast tego często polityk skupia się na promocji własnego interesu:

Korwin WatchKorwin Watch fot. Korwin-Watch

Autor facebookowego bloga przez zwolenników partii Korwin nazywany jest "lewakiem” i "zdrajcą”. Nieprzychylnych mu wpisów nie brakuje, jednak widać, że profil zyskuje na popularności. To dowód na to, że "memowa” działalność Korwina odbija się czkawką. (Dawni) zwolennicy mają dosyć niepoważnej polityki, polegającej na wrzucaniu śmiesznych obrazków czy zdjęć z bronią. Nie podoba im się zarabianie na "zabawnych” gadżetach, takich jak koszulki z bon motami Korwina czy na kawie.

Przecież nie chodzi o to, że partia zarabia, tylko że lider - w zasadzie będący partią z kilkoma przystawkami i karynami - kolejny raz kompromituje sprawę. Przecież to jest jakaś groteska dla gimbazy. - pisze jeden z komentujących na profilu Korwin Watch.

"Korwin triumfuje w Sieci” - jeszcze niedawno takie nagłówki towarzyszyły opisom internetowego fenomenu Janusza Korwin-Mikkego. Już niedługo zamienić mogą się na "Korwin przegrywa w Sieci”. Wirtualny bastion Korwina ma coraz więcej krytyków. Internet miał być szansą na pozyskanie i przekonanie wyborców. Nie udało się, więc dla partii Korwin stał się miejscem, w którym można zarabiać, na dodatek na mało ambitnych przedmiotach. Czy tak powinna wyglądać działalność ugrupowania, które otarło się o Sejm, a jego liderem jest europoseł?