Cenzura na Facebooku? Byli pracownicy serwisu: Rutynowo usuwaliśmy konserwatywne treści

Czy Facebook cenzuruje treści prezentowane swoim użytkownikom? Tak wynikałoby z oskarżeń grupy byłych pracowników serwisu. Amerykański gigant stanowczo się od nich odcina.

Facebook ma poważne kłopoty. Wszystko za sprawą artykułu opublikowanego w serwisie Gizmodo.com, w którym byli pracownicy firmy przyznali się do manipulowania treściami wyświetlanymi na tablicach użytkowników w sekcji „trending news”.

Pracownicy Facebooka mieli rutynowo usuwać popularne newsy dotyczące amerykańskich prawicowych polityków oraz ugrupowań. Na „czarnej liście”  miały znaleźć się m.in. informacje dotyczące takich osób jak Mitt Romney czy Rand Paul.

Manipulowaniem wyświetlanymi informacjami miała zajmować się nieformalna grupa tzw. „kuratorów newsów”. Mieli oni również usuwać z sekcji „trending news” wszelkie aktualności dotyczące samego Facebooka, publikowane przez inne media.

Oznaczałoby to, że treści zamieszczane w sekcji aktualności wcale nie odzwierciedlają ich rzeczywistej popularności, ale są produktem finalnym osobistych afiliacji politycznych pracowników Facebooka oraz narzucanej im z góry „linii redakcyjnej”.

W pewien sposób potwierdziłoby to tezy stawiane przez Gizmodo w jednej z wcześniejszych publikacji, w której poinformował on o grupie młodych dziennikarzy, którzy współpracują z Facebookiem przy kreowaniu zawartości sekcji „trending news”.

Facebook: „Nie macie żadnych dowodów”

Jak można było się spodziewać, Facebook odciął się od zarzutów stawianych przez dziennikarzy Gizmodo podkreślając, że o doborze treści zamieszanych w sekcji „trending news” decyduje algorytm, a nie grupa dziennikarzy. Stanowisko w sprawie zajął m.in. jeden z wiceprezesów firmy Tom Stocky:

„Nie ma żadnych dowodów potwierdzających anonimowe doniesienia o blokowaniu konserwatywnych treści. Najpopularniejsze tematy dobierane są przez specjalny algorytm i weryfikowane przez zespół doświadczonych redaktorów” – podkreśla Stocky. „Posiadają oni precyzyjne wytyczne dotyczące warsztatu i etyki, a do tego ich wszystkie działania są dokładnie monitorowane i rejestrowane” – dodaje.

Facebook Facebook  Fot. pixabay.com

To nie pierwszy raz

Trzeba przyznać, że oświadczenie wiceprezesa Facebooka nie brzmi specjalnie przekonująco. Po pierwsze, nie wyjaśnia on, w jaki sposób działa ów algorytm, który – jak wiadomo – został wcześniej przez kogoś stworzony. Po drugie, w pewnym stopniu Stocky przyznał się, że o"trending news" troszczy się grupa tajemniczych „redaktorów”, którzy pracują w oparciu o określone wytyczne.

Na niekorzyść Facebooka działa fakt, że w przeszłości firma eksperymentowała już z treściami prezentowanymi użytkownikom serwisu. W tym miejscu można wspomnieć eksperyment przeprowadzony  w 2012 roku, w którym sprawdzano, w jaki sposób treści prezentowane użytkownikom Facebooka wpływają na ich aktywność polityczną.

Jeszcze więcej kontrowersji wzbudził inny eksperyment, któremu poddano 689 tysięcy użytkowników. Jego cele było sprawdzenie czy większa liczby smutnych wiadomości prezentowanych na ich tablicach skłoni ich do publikowania bardziej przygnębiających wpisów. Serwis przeprosił później za ten – zdaniem wielu – nieetyczny eksperyment.

Póki co, sekcja „trending news” dostępna jest w anglojęzycznej wersji Facebooka. Sam serwis w oficjalnym FAQ zapewnia, że kształt tej sekcji „zależy od wielu czynników, np. stron, które lubisz, Twojej lokalizacji i najpopularniejszych tematów na Facebooku”