FBI testuje nową metodę identyfikacji. Zasłanianie twarzy nic nie da

Robert Kędzierski
Od 2014 roku FBI tworzy eksperymentalny projekt pozwalający rozpoznawać ludzi za pomocą... tatuaży. Rozpoznawanie jest w tym procesie najmniej przerażające.

Żyjemy w czasach, w których warto dbać o swoją anonimowość - wszechobecny Facebook i Google sprawiają, że łatwiej zidentyfikować konkretne osoby. Obie firmy wykorzystują bowiem algorytmy rozpoznające twarze  - zdjęcia, które wrzucamy do sieci, przechowujemy w chmurze są, dla naszej wygody, automatycznie katalogowane - nie tylko według kryterium obiektu (np. dom, pies, jezioro), ale osoby (z przypisaniem konkretnych imion i nazwisk). 

Przeczytaj też: Koniec prywatności? Ten produkt ma groźne możliwości.

FBI pracuje od 2014 roku nad specjalnym systemem, który nie potrzebuje twarzy to zidentyfikowania osoby. Indentyfikuje ludzi na podstawie tatuaży. Jeśli jest w stanie, to wiąże konkretny tatuaż z danymi o konkretnej osobie. Technologia pozwala rozbudować profil przestępcy. 

Analizując obrazy z monitoringu czy innych źródeł algorytmy FBI są w stanie rozpoznać daną osobę nawet, jeśli ta zasłania twarz.

Nie jest to jednak najbardziej przerażająca możliwość nowej technologii. Wired wyjaśnia, że pozwala na tworzenie powiązań pomiędzy ludźmi i ich tatuażami. Tak jak Facebook tworzy powiązania osób, tylko na podstawie faktu, że ktoś pojawia się na zdjęciu w gronie innych osób. 

Nowy projekt nie jest skierowany przeciwko obywatelom. Ma pomagać w walce z przestępczością. Organizacje skrajnie prawicowe, terrorystyczne, gangi, grupy pseudokibiców mogą stosować te same tatuaże. Podobnie wyglądające wzory mogą też łączyć osoby o podobnych, groźnych zainteresowaniach. 

Szczególna pamięć do twarzy

Algorytmy są tylko z jedną metod, które pomagają organom ścigania. BBC donosi, że brytyjscy policjanci zatrudniają specjalny sztab policjantów, którzy mają wyjątkowe predyspozycje do zapamiętywania twarzy. Godzinami oglądają nagrania z różnych przestępstw i monitoringów, by potem wyłapać znane twarze - bez udziału komputera, bez algorytmów.

Koniec prywatności?

Umieszczanie zdjęć w sieci oznacza więc to, że godzimy się na utratę pewnej części prywatności. Wciąż chronionej  - do wiedzy zdobytej przez Google czy Facebooka nie ma powszechnego dostępu. Chyba,  że sami umieszczamy w sieci zdjęcia nie ograniczając ich zasięgu (np. tylko do znajomych).

Rośnie też ilość urządzeń, które podłączamy do sieci - smartfony, inteligentne zegarki, systemy sterowania domem, mogą być "bramą", przez którą ktoś pozna nasze sekrety -do sieci trafia coraz więcej danych.  

Nowe algorytmy FBI dowodzą tylko tego, że wszystko może być źródłem informacji - tatuaże wydają się jednym z najlepszych źródeł potwierdzających tożsamość.