Czekacie na transport dronem? Będzie tu szybciej niż myślicie

Już niedługo drony cargo będą latały autonomicznie w polskich miastach pomiędzy centrami logistycznymi, będą poruszać się wyznaczonymi szlakami a paczki zostawiać na Twoim budynku w oznaczonej zrzutni, która przejmie pakunek i przekieruje do Twojej "skrzynki dronowej". Trochę jak św. Mikołaj wrzucający prezent do właściwego komina.

Nie dzwońcie do mnie i nie pytajcie o to, czy mogę dronami przewozić książki, pizzę, brudną bieliznę czy zakupy. Nie dzwońcie, bo powiem wam, że tego nie zrobię, bo nie ma dziś systemu dostaw w miastach, nie ma platform latających, nie ma infrastruktury naziemnej. W końcu nie ma prawa, które na to pozwoli.  Ale wszystko to będzie i to szybciej niż się spodziewacie.

Przenieśmy się na chwilę w czasie, jest koniec XIX wieku. Na drogach królują konie, ciągnięte przez nie wozy drabiniaste i bryczki. Wszędzie można konia napoić i nakarmić. Stosunkowo łatwo konia kupić i wiadomo, gdzie go leczyć. Kuźnię miała wówczas każda wieś. Kołodzieje i stolarze mieli pełne ręce roboty a ich zakłady były tak naturalnym elementem krajobrazu jak dziś stacje benzynowe. Istniała zatem cała infrastruktura transportowa - od sieci dróg, przez system prawny, aż po obsługę serwisową.

Tramwaj konny na ulicy w LondynieTramwaj konny na ulicy w Londynie Fot: Wikimedia Commons

I ten doskonały i zharmonizowany świat ktoś spróbował zburzyć automobilem - wymyślnym, ekstrawaganckim i drogim wówczas pojazdem. Bryczka bez konia, zasilanym modyfikowaną naftą, była głośnym, śmierdzącym (w inny sposób) i na pewno niebezpiecznym pojazdem. Innowatorzy zamarzyli sobie, żeby tym piekielnym wehikułem wozić ludzi między miastami, dostarczać zboże, jeździć do pożarów. Wyręczyć konne zaprzęgi! Śmieli twierdzić, że zrobią to pewniej, szybciej i taniej!

Mało kto w tę wizję wówczas wierzył, ale ludzkość przeszła drogę od powszechnych powozów konnych do wszechobecnego ruchu samochodowego w mniej niż dwadzieścia lat. Marzenie stało się faktem.

Wróćmy do współczesności. Jest 2016 rok, przed nami boom związany z technologiami bezzałogowymi, oparty o autonomiczne platformy sztuczną inteligencję. Boimy się tej zmiany, ale to nie pierwsza technologia transportowa wywołująca u nas gęsią skórkę. Tak samo było przecież z koleją żelazną, automobilami i samolotami pasażerskimi. Dziś obserwujemy jak każdy wypadek autonomicznego pojazdu Tesli wywołuje lawinę artykułów o niebezpieczeństwie technologii.

Tak jak poprzednie systemy transportu drony wzbudzają naszą nieufność, ale tak jak poprzednicy będą powszechne szybciej niż nam się zdaje. Wkrótce okiełznamy ten sposób transportu. A gdy drony staną się popularne nikt nie będzie wyobrażał sobie życia bez nich. Tak jak nikt dziś nikt nie kwestionuje użyteczności samochodów, samolotów czy pociągów.

Dariusz WerschnerDariusz Werschner Fot: AirVein

Ważne jak krew

Krew jest towarem, który łączy w sobie dwie kluczowe cechy, jakie musi mieć potrzeba - matka wynalazku. Po pierwsze ma priorytet. Nikt nie śmie podważać zasadności uprzywilejowania karetki z napisem "Transport Krwi", więc wszyscy pokornie usuwają się na pobocze - krew ratuje życie. Po drugie - transporty krwi są liczne. Bardzo liczne. Każdego dnia tysiące pojazdów w Polsce rozwożą krew do transfuzji pomiędzy centrami krwiodawstwa (21 RCKiK jest w Polsce) a szpitalami (szpitali jest prawie 900). W samej Warszawie, ponad sto razy dziennie transporty z krwią wyruszają do szpitali.

Dlatego nie książki, nie pizza, nie żywność i nie pieluchy czy pranie pozwolą nam zbudować system dostaw lotniczych, ale właśnie produkty medyczne rozwożone ("rozlatywane") dla ratowania życia.

To nie sam dron jest najważniejszy

Budując system dostaw krwi należy opracować i zintegrować wiele składowych. Oczywistym elementem jest platforma transportowa - dron cargo. Ale to nie koniec. Kolejnym  komponentem systemu jest lodówka zapewniająca stabilne warunki dostawy, odpowiednią temperaturę w zależności od rodzaju krwi, wysyłająca dane online do operatora i w końcu zapewniająca bezpieczeństwo mechaniczne oraz wykluczające dostęp osób trzecich. A dalej? Przepisy. Bez nich nie polecimy, a trzeba je stworzyć od podstaw. Musimy się nauczyć jak tyczyć bezpieczne trasy w miastach. Jak je oznaczać. Jaką infrastrukturę naziemną stawiać. Gdzie lądować. Skąd startować. Którędy latać. To fascynujące! To naprawdę coś nowego. Musimy zrobić to dobrze, bo krew to początek.

Zbuduj komin. Mikołaj z prezentem znajdzie drogę

80% przesyłek kurierskich nie przekracza wagi 2,3 kg. Obecne drony mają zasięg 15 km z ładunkiem do 5 kg. Już teraz więc potencjał jest ogromny. A technologia rozwija się tak szybko, że niemal dogania naszą wyobraźnię. Przełomy są już tak powszechne, że nie zwracamy na nie uwagi. Gdy zaczynałem swoją przygodę z RPAS, największym wyzwaniem były systemy bezpieczeństwa w postaci unikania przeszkód. Kilka miesięcy temu flagowe produkty DJI były już w nie wyposażone w standardzie. Pojemność baterii, jakość stabilizacji lotu, jakość obrazu i wiele innych - to ciągły postęp. Zachwycające.

Jest więc kwestią czasu, kiedy ruszą przesyłki powszechne. Bo ruszą na pewno. Początkowo w medycynie i dla ratowania życia.. Będziemy latać z lekami, surowicami, próbkami do badań, szczepionkami Ale to tylko początek. Oswoimy nowy rodzaj transportu. A potem? Drony cargo latające autonomicznie, pomiędzy centrami logistycznymi na obrzeżach miast, będą poruszać się wyznaczonymi szlakami w mieście a paczki zostawiać w oznaczonej beaconem zrzutni, wystającej nad budynek. Resztę zrobi już element infrastruktury budynku. Przejmie on pakunek i przekieruje go do zbiorczego automatu, gdzie w odpowiednich warunkach poczeka na adresata. Trochę jak św. Mikołaj wrzucający prezent do właściwego komina.
Nie dzwońcie więc i nie pytajcie czy będziemy Wam dronami dostarczać te wszystkie rzeczy. Jeszcze nie w tym roku, ale będziemy.

Dariusz Werschner skończył fizykę medyczną w Krakowie na Akademii Górniczo-Hutniczej. Obecnie jest prezesem firmy AirVein. Planuje przyspieszyć transport krwi do szpitali używając do tego dronów.