Promieniowania w Fukushimie nie wytrzymują nawet roboty. Eksperci nie wiedzą, co robić

Przedstawiciele japońskiej firmy TEPCO odpowiedzialnej za usuwanie skutków katastrofy nuklearnej w elektrowni atomowej Fukushima I mają twardy orzech do zgryzienia. Wyjątkowo wysokie promieniowanie na miejscu zdarzenia w rekordowo krótkim czasie psuje posyłane tam regularnie roboty.

Ostatnia próba zbadania wnętrza elektrowni Fukushima I przez robota skończyła się po czasie pięciokrotnie krótszym, niż pierwotnie zakładano. Maszyna zaprojektowana przez firmę Toshiba miała wytrzymać promieniowanie 73 siwertów. Jednak wewnątrz uszkodzonego reaktora zarejestrowano ostatnio aż 530 siwertów.

Dla porównania już dawka rzędu kilku siwertów jest w stanie wywołać poważne i nieodwracalne zmiany w organizmie, a nawet doprowadzić do śmierci w kilka tygodni od napromieniowania.

Podczas jednej z wcześniejszych prób, które miały miejsce w lutym, inny robot poddał się po zaledwie dwóch godzinach przebywania we wnętrzu japońskiej elektrowni, błyskawicznie osiągając swój limit napromieniowania.

Reaktor 6 i 5 elektrowni Fukushima Dai-ichi, 2012 r. Reaktor 6 i 5 elektrowni Fukushima Dai-ichi, 2012 r.  Fot. Kimimasa Mayama AP

TEPCO (Tokyo Electric Power Company) używa robotów, żeby dotrzeć do trudno dostępnych miejsc, ocenić skalę zniszczeń i zaplanować proces sprzątania niebezpiecznych substancji. Niestety liczba przypadków awarii elektronicznych pomocników zanotowanych od ubiegłego roku stale rośnie.

Od katastrofy japońskiej elektrowni jądrowej Fukushima I spowodowanej potężnym trzęsieniem ziemi oraz tsunami minie niedługo 6 lat. Szacuje się, że z reaktora na skutek wybuchu i rozszczelnienia wyciekło na zewnątrz niemal 600 ton toksycznych substancji.

Czytaj też: W Polsce jednak będzie elektrownia atomowa?

W grudniu ubiegłego roku japońskie ministerstwo handlu oceniło straty wynikające z katastrofy elektrowni atomowej na 20 bilionów jenów (około 170 mld dolarów).

Więcej o: