Rząd zapowiada, że nie zdelegalizuje Ubera. "Korupcja na najwyższym szczeblu". Będą kolejne protesty?

Robert Kędzierski
Ostatni protest taksówkarzy przeciwko Uberowi przyspieszył działanie rządu. Nie wiadomo jednak, czy zapowiadane zmiany w prawie nie rozsierdzą ich jeszcze bardziej. Pierwsze reakcje są ostre.

Ministerstwo Rozwoju poinformowało, że wkrótce rząd zajmie się zmianą przepisów dotyczącą przewozu osób. Decyzję o przyspieszeniu prac miały spowodować m.in. protesty taksówkarzy. W reakcji na nie wiceminister rozwoju Jadwiga Emilewicz zaznaczyła, że rząd pracuje nad nowymi przepisami, jednak nie spowodują one delegalizacji rozwiązań takich jak Uber. 

Bo bez względu na to, jakie stanowisko przyjmiemy, to internet istnieje ponad granicami i aresztowanie internetu jest właściwie niemożliwe

- stwierdziła Emilewicz na antenie radia RDC, cytowana przez serwis Bezprawnik

Można powiedzieć, że w pewnym sensie stanie się przeciwnie. Zawód taksówkarza ma ulec deregulacji. Może to oznaczać zniesienie pewnych wymogów dla osób, które chciałyby jeździć taksówką. Wcześniej jeden z przedstawicieli rządu sugerował, że może chodzić na przykład o zniesienie egzaminu ze znajomości miasta, który w dobie GPS ma być archaizmem. 

Rząd może zdecydować też o zniesieniu licencji na przewóz osób, jednocześnie nakładając obowiązek posiadania ubezpieczenia OC obejmującego ewentualne szkody pasażerów. Wpłynęłoby to pozytywnie na bezpieczeństwo osób korzystających z rozwiązań takich jak Uber czy BlaBlacar. 

Nie wiemy, czy propozycje rządu jeszcze bardziej nie zdenerwują taksówkarzy, którzy niedawno przeprowadzili protesty na terenie kraju. Pierwsze reakcje opublikowane przez jedną z najgłośniej protestujących przeciwko Uberowi firm można uznać za ostre.

Jedna z firm taksówkowych ostro reaguje na zapowiedzi rząduJedna z firm taksówkowych ostro reaguje na zapowiedzi rządu Fot. Facebook

Czytaj też: Dlaczego taksówkarze tak bardzo nie lubią Ubera? Sprawdzamy. 

Uber nie wszędzie mile widziany

Amerykańska korporacja działa globalnie, jednak z kilku europejskich krajów zniknęła. Węgry, Dania czy Bułgaria wprowadziły ograniczenia, które uniemożliwiły jej dalszą działalność. Albo przez wprowadzenie zbyt restrykcyjnych wymogów, takich jak kamery i czujniki, albo poprzez wprowadzenie gigantycznych kar za przewóz osób bez licencji. Decyzja polskiego rządu może zainspirować władze innych krajów do znalezienia kompromisu, który pozwoli dostosować przepisy do nowej internetowej rzeczywistości. 

Jest szefem aplikacji, która "morduje tradycyjne firmy". Klienci go uwielbiają. Taksówkarze nienawidzą. Kim jest Travis Kallanick?