Kolejne echa afery. Rosyjskie reklamy polityczne pojawiały się także na stronach Google

Nie cichnie afera związana z kupowaniem przez Rosjan reklam politycznych skierowanych do amerykańskich obywateli. Okazuje się, że skala problemu była jeszcze większa.

O sprawie wykupionych przez Rosjan reklam politycznych, które pojawiły się w sieci przed ostatnimi wyborami prezydenckimi w USA jest głośno już od wielu miesięcy.

Jakiś czas temu Facebook ujawnił, że aż 3000 reklam w serwisie zostało uznanych za podejrzane i pochodziły z 470 nieautentycznych kont. Reklamy były kierowane do Amerykanów, a ich twórcy korzystali z rosyjskojęzycznej wersji serwisu.

Dodatkowo serwis społecznościowy postanowił zadbać o to, aby podobna sytuacja więcej się nie powtórzyła. Zatrudnił 1000 nowych pracowników, którzy mają weryfikować reklamy.

Teraz "The Washington Post" donosi, że ofiarą manipulacji padły także najważniejsze usługi Google, jak YouTube, Gmail, sama wyszukiwarka Google, a także należące do amerykańskiego giganta DoubleClick.

Nie jest tajemnicą, że celem Rosjan było wzmocnienie podziałów między amerykańskim społeczeństwem i wsparciem kandydatury Donalda Trumpa, o czym przypomina dziennik.

"The Washington Post" ustalił także, że za propagandowymi reklamami w serwisach wyszukiwarkowego giganta stały inne grupy niż w przypadku Facebooka. Skala problemu jest więc jeszcze większa niż do tej pory przypuszczano.

Już wcześniej było wiadomo, że falą politycznych reklam został zalany również Twitter. Serwis zlokalizował i zlikwidował ponad 200 kont należących do rosyjskich agentów.

Google prowadzi obecnie wewnętrzne śledztwo, które pozwoli ujawnić więcej szczegółów. 

Po tych doniesieniach własne badania rozpoczął także Microsoft, właściciel m.in. wyszukiwarki Bing. Stara się ustalić czy jego produkty również padły ofiarą rosyjskich grup sprzyjających Kremlowi.

---

Voelkel: W nowoczesnych firmach nie potrzebujemy ludzi, którzy nastawieni są na indywidualny cel [NEXT TIME]