MON odzyskuje kontrolę nad wojskową domeną. To dobra zmiana ministra Macierewicza [KOMENTARZ]

Daniel Maikowski
Odzyskanie kontroli nad stronami internetowymi w wojskowej domenie mil.pl, to jedna z tych decyzji resortu Macierewicza, której można jedynie przyklasnąć. Szkoda, że nie zdobył się na to żaden z jego poprzedników.

"MON bierze internet w kamasze" - alarmuje "Dziennik Gazeta Prawna". Chodzi o porozumienie pomiędzy Ministerstwem Obrony Narodowej a Państwowym Instytutem Badawczym NASK, na mocy którego resort Antoniego Macierewicza przejął wyłączną kontrolę nad rejestrowaniem i administrowaniem stron internetowych w domenie *.mil.pl

W praktyce oznacza to, że dotychczasowi właściciele adresów w tej domenie, którzy nie są związani z "obronnością Rzeczypospolitej Polskiej", muszą "oddać" je w ręce MON.

Sam resort tłumaczy, że celem przejęcia wojskowej domeny jest "wprowadzenie moderacji z jednoczesnym zidentyfikowaniem domeny z Siłami Zbrojnymi RP oraz sprawami związanymi z wojskiem, obronnością i bezpieczeństwem".

Pragniemy budować spójny wizerunek tej domeny poprzez utożsamianie jej z resortem obrony narodowej, wyeliminowanie negatywnych zjawisk towarzyszących aktualnemu wykorzystywaniu domeny oraz możliwości podszywania się pod podmioty wojskowe.

- czytamy w komunikacie MON

I jest to argumentacja, której mogę zdecydowanie przyklasnąć. Należy pamiętać, że domena *.mil.pl, podobnie jak domeny *.gov.pl czy *.edu.pl, należy do grona adresów internetowych, które - w teorii - powinny być powiązane z konkretnymi instytucjami. Tak jest m.in. w Stanach Zjednoczonych, gdzie domena *mil należy wyłącznie do podmiotów i organizacji wchodzących w skład Departamentu Obrony.

Niestety w Polsce (głównie z powodu braku odpowiednich uregulowań prawnych) do tej pory panowała w tej kwestii swoista wolna amerykanka, co przyznaje m.in. Artur J. Dubiel, koordynator Europejskiego Instytutu Bezpieczeństwa w rozmowie z "DGP".

Okazuje się bowiem, że do niedawna w domenie *.mil.pl funkcjonowały dziesiątki stron internetowych, które w żaden sposób nie były powiązane z polskim wojskiem. Strony te trafiały w ręce prywatnych podmiotów m.in. na skutek zaniedbań poprzednich szefów MON, którzy kompletnie nie interesowali się losem wygasających wojskowych domen.

Przejęcie czyjejś domeny wiązało się z tym, że mogłem przejmować całą pocztę e-mail kierowaną na dotychczasowe adresy. Czego oczywiście kategorycznie nie robiłem

- wspomina Dubiel.

I jest to zdanie, które mnie osobiście bardzo szokuje. Oznacza bowiem, że po przejęciu wojskowego adresu prywatny podmiot teoretycznie mógł mieć wgląd m.in. w wojskową korespondencję, co nie powinno mieć miejsca w żadnych okolicznościach. 

Na skutek tych zaniedbań w domenie *.mil.pl funkcjonowało m.in. forum dla wielbicieli krav-magi, sklepy z militariami, strzelnice i portal dla fascynatów okrętów podwodnych. Wszystkie te strony w pewnym sensie budowały wizerunek polskiej wojskowości, ale jednocześnie nikt nie sprawował nad nimi jakiejkolwiek merytorycznej kontroli. 

Chyba nikt z nas nie wyobraża sobie, że w rządowej domenie *.gov.pl prywatna firma mogłaby prowadzić stronę poświęconą chwilówkom, albo forum wielbicieli kryptowalut. Tymczasem przez lata wykorzystywanie wojskowej domeny *.mil.pl do prywatnych celów było na porządku dziennym i nikt w MON specjalnie się tym nie przejmował.

Odrębną sprawą pozostaje kwestia stylu, w jakim resort ministra Macierewicza dokonał "remilitaryzacji domeny" *.mil.pl. Odgórne wywłaszczenie dotychczasowych właścicieli dziesiątek stron nie wygląda dobrze pod względem PR-u i budzi kiepskie skojarzenia.

Z pewnością cały proces mógł zostać przeprowadzony lepiej i bardziej "po ludzku". Nie zmienia to jednak faktu, że MON zrobił coś, co powinno zostać zrobione wiele lat temu. 

Antoni Macierewicz już prawie żegnał się z rządem. Znów został jednak szefem MON