Nie będziesz stać w korkach, a telefon zamówi ci kawę. Musisz tylko sprzedać swą cyfrową duszę diabłu [OPINIA]

Daniel Maikowski
"Don't be evil", to motto, które przyświecało twórcom Google, gdy 20 lat temu startowali ze swoim biznesem. Mam nadzieję, że opary tej maksymy tlą się gdzieś w DNA internetowego giganta. Jeśli nie, to mamy problem.

Główna prezentacja na tegorocznej konferencji Google I/O 2018 nie należała raczej do szczególnie zaskakujących. Sundar Pichai i jego koleżanki oraz koledzy pokazali sporo nowości i usprawnień związanych z najważniejszymi produktami i usługami firmy.

Nowy Android P, zmiany w Google Maps, Google Photos i Google Search, jeszcze lepszy asystent głosowy, a także nowa wizualna wyszukiwarka Google Lens, która pozwoli naszemu smartfonowi skanować otoczenie i bardzo szybko identyfikować wszystkie obiekty, na które skierujemy obiektyw naszego mobilnego aparatu.

Gdybym miał jednak znaleźć jedną cechę wspólną dla wszystkich zaprezentowanych przez firmę z Mountain View nowości, to zamknęłaby się ona w następującej sentencji:

Uczynimy twoje życie wygodniejszym. Musisz tylko pozbyć się swojej prywatności.

Google już teraz dysponuje ogromną ilością informacji na nasz temat. Sami zresztą te informacje przekazujemy, gdy chcemy korzystać z takich usług jak Gmail, Google Calendar, Android, Google Photos, czy też Google Maps. To również te dane pomogły amerykańskiej firmie stać się bodaj największą agencją reklamową na świecie

Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia. A apetyt Google'a na nasze prywatne dane wydaje się szczególnie nienasycony. Spójrzmy na kilka zaprezentowanych wczoraj nowości, które - w założeniu - mają usprawnić nasze cyfrowe życie.

Google ShowcaseGoogle Showcase Fot. Jeff Chiu / AP Photo

- Gmail będzie sam uzupełniał treść naszych maili. Wystarczy, że zaczniemy pisać, a obok tekstu pojawią się sugestie kolejnych słów, fraz i zdań. Oczywiście nie będą to sugestie przypadkowe - Google wykorzysta naszą wcześniejszą korespondencję.

- Google Lens, to wizualna wyszukiwarka, która wykorzystuje uczenie maszynowe, aby dokładnie identyfikować obiekty w naszym otoczeniu. To jednak również istny "szpieg w kieszeni". Szpieg, którego dobrowolnie zainstalujmy na naszym smartfonie.

Aplikacja Google News ma być jeszcze bardzie spersonalizowana. Dostarczy nam treści dokładnie dopasowane do naszych zainteresowań. Może też jednak w łatwy sposób stać się narzędziem politycznej manipulacji, jak to miało miejsce na Facebooku.

- Z nową aplikacją Google Maps łatwiej unikniemy korków, szybciej trafimy do naszej ulubionej restauracji i znajdziemy ciekawe miejsca w okolicy, ale tylko wtedy, gdy Google zbierze wystarczającą ilości informacji na nasz temat. Dla naszego dobra.

- Nowy Google Assistant będzie jeszcze bardziej "inteligentny". Zareaguje nie tylko na komendy, ale również na naturalną mowę. Na konferencji Sundar Pichai zaprezentował autentyczną rozmowę telefoniczną między asystentem Google, a pracowniczką salonu fryzjerskiego. Bot prowadził naturalną konwersację, reagował na wypowiedzi człowieka, przytakiwał, zadawał pytania. Jego rozmówczyni przez cały czas trwania rozmowy nie zorientowała się, że rozmawia z A.I. Zachwycające? Tak. Przerażające? Zdecydowanie

"Ta pogoń za wygodą kiedyś nas zniszczy - podsumował prezentację Google mój redakcyjny kolega. Trudno się z tą opinią nie zgodzić. Zbyt łatwo pozbywamy się dziś naszej prywatności. Traktujemy ją, jakby nie miała żadnej wartości.

Google, Facebook, Amazon, Facebook, a także inne wielkie korporacje doskonale wiedzą jednak, jak cenne są nasze dane. Jak wiele znaczą dla reklamodawców. I jak dużo można na nich zarobić. Dlatego podsuwają nam kolejne "darmowe" i "wygodne" usługi, aby zachęcać nas do cyfrowego ekshibicjonizmu.

I jak na razie wychodzi im to całkiem nieźle.

Międzynarodowy skandal z wyciekiem danych 87 milionów osób z Facebooka