Rząd chce blokować domeny oferujące nielegalne towary i usługi. Grozi nam cenzura internetu?

Robert Kędzierski
Rząd pracuje nad stworzeniem nowego rejestru stron oferujących nielegalne produkty i usługi. Miałby działać jak funkcjonujący już indeks nielegalnych stron bukmacherskich. Niektórzy eksperci ostrzegają: grozi nam cenzura.

Rząd chce stworzenia centralnego rejestru domen internetowych, który ma służyć blokowaniu witryn oferujących nielegalne towary i usługi - donosi "Dziennik Gazeta Prawna".

Na wniosek odpowiednich organów - Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Komisji Nadzoru Finansowego i sanepidu - dowolna witryna mogłaby zostać zablokowana. Mechanizm ma być podobny do tego, który znamy z działającej już ustawy o nielegalnych serwisach bukmacherskich. Jeśli witryna znajduje się dziś na indeksie rządowym, operatorzy internetowi blokują do niej dostęp. 

Dopalacze, przekręty i coś jeszcze

Jakie konkretnie strony internetowe mogłyby być blokowane po wejściu w życie nowych przepisów? Na myśl przychodzą przede wszystkim te sprzedające dopalacze czy oferujące nielegalny hazard. Niewykluczone jednak, że zakaz obejmie podejrzane usługi finansowe, fałszywe sklepy internetowe, strony rozsiewające wirusy, oferujące fałszywe bony towarowe etc. Indeks ma być narzędziem szybszym od sądów. 

Można sobie jednak wyobrazić, że na "czarną listę" trafią usługi, które dziś uznajemy za w pełni legalne jak np. serwisy oferujące randki erotyczne. Iindeksem mogą zostać objęte nawet usługi typu car-sharing - jeśli tylko polski rząd uzna, że przewożenie ludzi bez odpowiedniej licencji jest nielegalne.

Nadchodzi cenzura?

Eksperci z fundacji Panaptykon ostrzegają - po analizie rządowych dokumentów - że wprowadzenie nowego indeksu może nie ograniczać się tylko do blokowania stron. Możliwe bowiem, że organy państwa będą zbierać informacje o tych, którzy na te zablokowane strony próbują wchodzić. A częściowo może być to możliwe chociażby poprzez wykorzystanie serwisów VPN.

Główny Inspektor Sanitarny (podobnie MF, MI i KNF) będzie mógł weryfikować, czy operatorzy telekomunikacyjni skutecznie wywiązują się ze swojego obowiązku blokowania stron internetowych poprzez sięganie po tzw. dane telekomunikacyjne. Chodzi o informacje, kto próbował wejść i kto faktycznie wszedł na zabronioną stronę. Jeśli więc zajrzymy na taką stronę, omijając blokadę, a jednocześnie nie dbając o skuteczne ukrycie swojej tożsamości, informacje o nas trafią do sanepidu. [...] W rozmowie z przedstawicielami operatora telekomunikacyjnego usłyszeliśmy jednak, że w praktyce kontrowersyjny przepis może doprowadzić do tego, że m.in. sanepid uzyska w ten sposób dostęp do całego interfejsu operatora i wszystkich informacji o użytkownikach telefonów.

- czytamy na stronie Fundacji. 

Czytaj też: Jak zapewnić sobie większą anonimowość w sieci? Poradnik

Jeśli Panaptykon poprawnie interpretuje intencje przepisów, to próba wejścia na nielegalną stronę może zostać zarejestrowana wraz z naszymi danymi przekazanymi przez operatora internetu. 

***

Współtwórca Comperia.pl: Samo bycie upartym jest bez sensu. Trzeba jeszcze pokory, mądrości i otwartości [NEXT TIME]