Z giełdy Bitmarket mogło zniknąć ponad 100 mln złotych. W sprawie jej upadku jest coraz więcej tajemnic

Wokół Bitmarketu mnoży się coraz więcej tajemnic. Tragiczna śmierć Tobiasza Niemiro jest kolejną z nich. Od upadku giełdy minął już prawie miesiąc. Nikt wie, co stało się z wartymi ponad 100 mln złotych bitcoinami, a klienci tracą nadzieję na odzyskanie pieniędzy.
Zobacz wideo

We wtorek na olsztyńskim osiedlu Redykajny odnaleziono ciało Tobiasza Niemiro, jednego ze wspólników w spółce Kvadratco Services Limited, będącej operatorem giełdy Bitmarket. Prawdopodobną przyczyną śmierci było samobójstwo. To kolejne zagadkowe zdarzenie związane z giełdą Bitmarket oraz jej upadkiem.

Jak doszło do zamknięcia Bitmarketu? Jaki był związek Tobiasza Niemiro z całą sprawą? Jak odniósł się on do oskarżeń wysuwanych przez klientów giełd? Przypomnijmy najważniejsze fakty związane Bitmarketem.

Kiedy powstał Bitmarket i czym się zajmował?

Bitmarket powstał w 2014 roku, a jego założycielem był biznesmen Michał Pleban. To jedna z wielu giełd zajmującej się obrotem bitcoinami, czyli najpopularniejszą kryptowalutą na świecie. Kryptowaluty to rodzaj wirtualnego pieniądza stworzonego na bazie kryptografii. Funkcjonują one w sposób rozproszony i autonomiczny, poza tradycyjnymi systemami bankowymi i kontrolą rządu czy banku centralnego.

BitMarketBitMarket fot. Bitmarket

Kto był właścicielem giełdy?

Odpowiedź na to pytanie jest trudna, bo Bitmarket jest ukryty za szeregiem różnych spółek i tajemniczych powiązań. Giełda była zarządzana przez zarejestrowaną na Seszelach spółkę Bitmarket Limited Global, jednak jej operatorem była spółka Kvadratco Services Limited, która przyjmowała depozyty od klientów.

W tle pojawia się również kilka innych nazw - estońska spółka Gyptrade OU (właściciel domeny), fundusz IQ Partners, który miał przejąc kontrolę nad Bitmarketem, spółka Global1, a także spółka Digiminex, która zarządzała obsługą klientów giełdy i wypłacała wynagrodzenia pracownikom.

W całej aferze na pierwszy plan wysuwają się jednak dwa nazwiska. Chodzi o Marcina Aszkiełowicza, dyrektora Kvadratco oraz Tobiasza Niemiro. Z relacji klientów Bitmarket wynika, że to właśnie oni byli głównymi "mózgami" giełdy kryptowalut.

DLOLODLOLO Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

Kiedy doszło do upadku giełdy?

Komunikat o zakończeniu działalności przez Bitmarket pojawił się na stronie internetowej giełdy 8 lipca br. Mogliśmy w nim przeczytać, że doszło do niego "wskutek utraty płynności".

Informacja ta wzburzyła klientów Bitmarketu. Od momentu zakończenia działalności przez giełdę, żadnemu z nich nie udało się skontaktować z zarządzającymi Bitmarketem, choć jeszcze kilka miesięcy wcześniej chętnie kontaktowali się ze swoimi klientami i składali im propozycje "nie do odrzucenia".

Zleciłem wypłatę około 60 BTC (bitcoinów - red.). Wypłata nie przychodziła przez dłuższy czas. Skontaktowałem się z działem pomocy. Odpisano mi, że chce ze mną porozmawiać sam prezes giełdy - pan Marcin Aszkiełowicz. Opowiedział mi o wielkich planach Bitmarketu i o tym, że potrzebują bitcoinów na wdrożenie nowego produktu. Obiecywał, że jeśli zostawię pieniądze, to będzie mi co miesiąc księgował 2,5 proc. No to się zgodziłem. Razem z doksięgowanymi odsetkami za pożyczkę, miałem w Bitmarkecie ponad 121 BTC. Dziś Aszkiełowicz nie odbiera telefonu i nie odpisuje na wiadomości

- napisał jeden z użytkowników forum o kryptowalutach.

Dziś do grupy "Bitmarket - poszkodowani" w serwisie Facebook należy prawie 3 tys. osób. Wiele z nich straciło po kilkadziesiąt tysięcy złotych, w przypadku niektórych kwoty te były znacznie większe.

Ile pieniędzy klientów zniknęło?

Depozyty klientów Bitmarketu opiewały na kwotę 2,3 tys. bitcoinów. Jeśli przyjąć kurs tej kryptowaluty z chwili zamknięcia giełdy, to mówimy tu o ponad 100 mln złotych, które "wyparowały" z giełdy.

Tobiasz Niemiro na konferencji prasowej w 2013 rokuTobiasz Niemiro na konferencji prasowej w 2013 roku (Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta)

O co klienci oskarżali Tobiasza Niemiro i Marcina Aszkiełowicza?

Wielu klientów sugeruje, że Marcin Aszkiełowicz i Tobiasz Niemiro przywłaszczyli sobie ich pieniądze, a ich defraudacja była skrzętnie zaplanowanym przekrętem. Obaj biznesmeni kategorycznie temu zaprzeczali.

"Żadna z osób, które zarządzały na przestrzeni lat giełdą Bitmarket, nigdy nie defraudowała środków Klientów. Jestem przekonany o swojej uczciwości i dobrej woli i będę jej bronił w trakcie postępowania sądowego" - napisał w swoim oświadczeniu Marcin Aszkiełowicz.

Podkreślił również, że sam przejął giełdę z deficytem w wysokości 600 bitcoinów, a wcześniej doszło do "błędów w zarządzaniu", za które odpowiadają poprzedni właściciele. Twierdził też, że giełda padła ofiarą ataku hakerskiego, a cyberprzestępcom udało się ukraść część bitcoinów. Dodał, że do ostatnich dni żył nadzieją, że "uda się uniknąć tej katastrofy", a obecnie znajduje się "na skraju wytrzymałości fizycznej i emocjonalnej. Zaszczuty i ścigany przez poszkodowanych Klientów".

Mogę teraz tylko prosić o wybaczenie, cierpliwość i prawo do obrony. Nie byłem i nie jestem oszustem. Zostałem zostawiony przez wspólników sam, na tonącym okręcie, naiwnie wierząc, że uda się nim dopłynąć do portu

- zakończył swoje emocjonalne oświadczenie Aszkiełowicz

Na kilka tygodni przed śmiercią głos w sprawie zabrał także Tobiasz Niemiro. W rozmowie z money.pl stwierdził on, że nie ma nic wspólnego z jej kłopotami. "Byłem inwestorem finansowym, nigdy nie prowadziłem giełdy Bitmarket, nigdy nią nie zarządzałem. Traktowałem to przedsięwzięcie jako cel inwestycyjny, którym będą zarządzały i rozwiną go kompetentne osoby, następnie uda się z zyskiem cały holding sprzedać. Cel ten nie został osiągnięty. Nie odzyskałem zainwestowanych środków" - tłumaczył.

Tobiasz Niemiro twierdził, że na upadku Bitmarketu sam stracił ok. 1,2 mln złotych, a o zamknięciu giełdy ponoć dowiedział się tak, jak inni klienci - ze zdawkowego komunikatu na stronie internetowej.

Co na to prokuratura?

12 lipca Prokuratura Okręgowa w Olsztynie poinformowała o wszczęciu śledztwa w sprawie zakończenia działalności przez Bitmarket. Służby badają czy zarządzana przez Marcina Aszkiełowicza spółka Kvadratco Services Limited, będąca operatorem giełdy Bitmarket, nie wyłudziła od jej klientów 2,3 tys. bitcoinów.

23 lipca, decyzją Prokuratury Regionalnej w Białymstoku, aferę związaną z Bitmarketem przejęła jednak Prokuratura Okręgowa w Suwałkach. "Mogę tylko powiedzieć, że zleciliśmy nadzór innej prokuraturze z uwagi na obiektywizm postępowania" – powiedział w rozmowie z serwisem Olsztyn.com.pl  prokurator Marcin Faszcza z Wydziału III Organizacyjno-Sądowego Prokuratury Regionalnej w Białymstoku.

Z informacji przekazanych przez prokuraturę wynika, że do tej pory 396 osób złożyło zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa. Śledczy zaznaczają jednak, że sprawa jest rozwojowa i można spodziewać się kolejnych zgłoszeń ze strony poszkodowanych klientów Bitmarketu.

Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w sprawie Bitmarketu złożył Wojciech Przyłęcki, wiceprezes funduszu IQ Partners. To on miał przejąć giełdę kryptowalut. W ubiegłym roku IQ Partners przejął kontrolę nad spółką Gyptrade (właścicielem domeny i znaku towarowego Bitmaket).

Kurs bitcoinaKurs bitcoina fot. DM

Jaka mogła być przyczyna upadku Bitmarketu?

Hipotez jest kilka. Jedną z nich jest atak hakerski. Na świecie zdarzały się już sytuacje, że cyberprzestępcy wykradali bitcoiny z giełd kryptowalut. Dopóki nie poznamy ustaleń prokuratury, nie można również wykluczyć scenariusza forsowanego przez wielu klientów Bitmarketu, czyli defraudacji pieniędzy.

Jest jednak inna możliwość. Marcin Aszkiełowicz tłumaczył, że przejęli Bitmarket z deficytem w wysokości 600 bitcoinów. Nie wiemy czy ów deficyt został przez niego "zasypany". Dlaczego to ważne? Otóż w 2015 roku, gdy Bitmarket trafił w ręce Aszkiełowicza, kurs bitcoina wahał się od 200 do 400 dolarów.

Jednak w późniejszym czasie doszło do eksplozji bitcoina. W szczytowym momencie jeden bitcoin był wart ponad 20 tys. dolarów. Jeśli deficyt nie został spłacony od razu, to możliwe, że później Aszkiełowicz i Niemiro musieli skupować z rynku coraz droższe bitcoiny, by pokryć zobowiązania wobec klientów.

Oczywiście od 600 do 2,3 tys. bitcoinów deficytu jest bardzo daleka droga. Dlatego upadek giełdy był prawdopodobnie splotem wielu różnych okoliczności. Niektóre z nich mogą pozostać niewyjaśnione.

To nie pierwszy upadek giełdy kryptowalut

Bitmarket nie jest oczywiście pierwsza polską giełdą kryptowalut, która upadła, choć ten upadek będzie prawdopodobnie najbardziej spektakularny. W 2016 roku doszło do zamknięcia giełdy Bitcurex, której klienci do tej pory nie odzyskali pieniędzy. Do dziś nie wiadomo również czy w tym przypadku powodem upadku giełdy był atak hakerski, defraudacja pieniędzy, czy też inne okoliczności.

Narodowy Bank Polski i Komisja Nadzoru Finansowego ostrzegają, że "waluty" wirtualne nie są emitowane ani gwarantowane przez bank centralny państwa, nie są również pieniądzem, tj. nie są prawnym środkiem płatniczym, ani walutą, nie mogą być wykorzystane do spłaty zobowiązań podatkowych oraz nie spełniają kryterium powszechnej akceptowalności w punktach handlowo-usługowych. "Waluty" wirtualne nie są pieniądzem elektronicznym, nie mieszczą się w zakresie ustawy z dnia 19 sierpnia 2011 roku o usługach płatniczych oraz ustawy z dnia 29 lipca 2005 roku o obrocie instrumentami finansowymi.

Więcej o: