Miały nas bronić i ratować ludzi. Pierwszy lata, ale MON się wycofał i w zamian do dziś analizuje

Pierwsza z ośmiu sojuszniczych latających cystern Airbus A330 MRTT została formalnie odebrana. Grupa państw zakupiła je wspólnie, ponieważ pojedynczo nie udźwignęłyby takiego wydatku. Polska była jednym z liderów programu, ale w 2016 roku niespodziewanie się z niego wycofała. W zamian ogłoszono analizy i program Karkonosze, które do dzisiaj nie dały żadnych efektów.

- Nigdy się nie dowiedziałem, dlaczego została podjęta decyzja o wycofaniu się z tego programu - mówi generał rezerwy Tomasz Drewniak, były Inspektor Sił Powietrznych (w latach 2016-17, wcześniej od 2014 zastępca inspektora), czyli de facto były dowódca naszego lotnictwa. Obecnie też ekspert fundacji Stratpoints.

Jego zdaniem, nie mogła to być kwestia finansowa, ponieważ po rezygnacji pod koniec 2015 roku choćby z programu zakupu śmigłowców Caracal, w budżecie MON pojawiły się znaczne wolne środki. - Mam wrażenie, że to była po prostu taka wizja ministra Macierewicza. Ciężko mi racjonalnie spekulować na ten temat - dodaje były dowódca Sił Powietrznych.

Plany były ambitne

Program zakupu latających cystern zapoczątkowano w 2012 roku w ramach Europejskiej Agencji Obronnej. W założeniu był podobny do zrealizowanego wcześniej wspólnego zakupu ciężkich samolotów transportowych C-17 Globemaster. Mniejsze państwa NATO i UE nie są w stanie kupić i utrzymać tak drogiego sprzętu. Ponieważ oferuje on jednak bardzo cenne i unikalne możliwości, za rozwiązanie uznano zakup grupowy. Potem w zależności od wkładu finansowego każde państwo otrzymuje w zamian do wykorzystania określoną liczbę godzin lotu w roku.

W ramach programu wybrano europejskie maszyny Airbus A330 MRTT (ang. Wielozadanowy Samolot Tankująco-Transportowy), wówczas jedyną realną ofertę na rynku. To głęboka modyfikacja cywilnych samolotów pasażerskich dalekiego zasięgu A330. Mają dodatkowe zbiorniki paliwa i system do jego przetaczania w locie. Dodatkowo tam, gdzie normalnie jest kabina pasażerska, mieści się wielofunkcyjna ładownia. Można w niej przewieźć do 45 ton ładunku, albo do 380 ludzi, albo 130 rannych na noszach, lub różne konfiguracje powyższego. To uniwersalne i wielofunkcyjne maszyny, które zdobyły dużą popularność na rynku. Do dzisiaj Airbus zdobył 60 zamówień. Brytyjczycy wożą nimi nawet swoich polityków.

Dzisiaj w programie wspólnego zakupu A330 MRTT uczestniczy sześć państw. Belgia, Czechy, Holandia, Luksemburg, Niemcy i Norwegia. Zamówienie opiewa na osiem maszyn. Ich główną bazą ma być holenderskie Eidhoven.

Polska od początku była jednym z głównych uczestników programu. W bazie lotniczej Powidz miała się mieścić wysunięta baza dla wspólnych latających cystern, a wielu polskich lotników miało nimi dowodzić i latać. Rozpoczęto stosowne przygotowania. Niespodziewanie jednak dla nawet najwyższych rangą wojskowych, MON podjął decyzję o wycofaniu się z programu. Trzy dni przed uroczystym podpisaniem umowy w lipcu 2016 roku. Nie podano oficjalnie żadnego wyjaśnienia. Później MON sugerował jednak, że chodziło o koszty programu (1,2 miliarda złotych do 2022 roku) oraz rzekomo niezadowalającą ofertę offsetu od koncernu Airbus (tak samo uzasadniono rezygnację ze śmigłowców H225M Caracal, też produkowanych przez koncern Airbus).

Zwielokrotnianie sił przy pomocy latającej cysterny

Dla generała Drewniaka była to niezrozumiała decyzja, która poważnie osłabiła potencjał naszego lotnictwa na wiele lat. - Te samoloty dałyby nam ważne możliwości tankowania w locie i transportu strategicznego. Bez nich, ani obecnie F-16, ani w przyszłości F-35, nie są w stanie w pełni wykorzystać swoich możliwości. Sami podcięliśmy im skrzydła - mówi były wojskowy.

MON w zamian ogłosił oficjalnie program "Karkonosze", w ramach którego mieliśmy sami kupić lub wynająć maszyny MRTT. Na tym się jednak skończyło. Minęły cztery lata a nie ma żadnego sygnału, aby były jakiekolwiek realne postępy w tej sprawie. - Teraz chcąc skorzystać z możliwości tankowania w locie, musimy prosić sojuszników. Bez żadnego konkretnego trybu, po prostu na zasadach dżentelmeńskiej umowy. Kiedyś nie będą mogli, albo nie będą chcieli i będzie problem - mówi generał Drewniak.

Problem, ponieważ latające cysterny mają współcześnie wielkie znaczenie dla prowadzenia wojny w powietrzu. Nie tylko w ataku, kiedy mogą przedłużyć zasięg maszyn wlatujących gdzieś głęboko nad terytorium wroga. Co ważniejsze z naszej perspektywy, są równie cenne w obronie. Jak tłumaczy generał Drewniak, ta polega bowiem głównie na utrzymywaniu par samolotów w strefach patrolowych. Bez tankowania w powietrzu do utrzymania jednego patrolu potrzeba trzech par maszyn. Jedna jest na ziemi, druga leci do albo z strefy patrolowania, a trzecia krąży w niej. - Czyli w danym momencie możemy wykorzystać do walki 30 procent sił. Gdybyśmy mieli gdzieś pod ręką latającą cysternę, to ten współczynnik byłby bliższy 70 procent. Czyli nagle mamy ponad dwa razy więcej sił - opisuje generał Drewniak. Z tego powodu w anglojęzycznej terminologii takie samoloty jak A330 MRTT określa się między innymi mianem "zwielokrotniaczy sił" (ang. - force multiplier). Przy ich pomocy, bez zwiększania liczby na przykład samolotów myśliwskich, można zwiększyć ich liczbę w walce.

Jak dodaje generał, to nie jedyna zaleta latających cystern. - Broniąc się bez nich, stajemy się idealnie czytelni dla przeciwnika. Na radarach może obserwować, kiedy nasze maszyny wystartowały, czy kiedy wleciały do strefy patrolu. Zwykły żołnierz może wtedy policzyć na kartce, biorąc kilka danych dostępnych w sieci, na ile starczy im paliwa. Czyli będzie wiedział, kiedy będą musiały odlecieć, wylądować i mniej więcej ile czasu spędzą na ziemi - tłumaczy generał. Dodaje, że możliwość trzymania przeciwnika w niepewności to "potężny oręż".

W zamian są samoloty VIP

Samoloty MRTT to jednak nie tylko tankowanie w powietrzu. To też duże samoloty transportowce, mogące przewozić ładunki i ludzi na znacznych dystansach. Obecnie polskie wojsko nie ma samo takich możliwości i nie zapowiada się, aby miało. Choć uczestniczy w dwóch innych sojuszniczych programach, w ramach których ma dostęp do ciężkich samolotów transportowych. Wspomnianych C-17 Globemaster, oraz ukraińskich antonowów. Są to jednak maszyny znacznie mniej uniwersalne, zdolne głównie przewozić ciężkie i duże ładunki.

- Dzięki takim samolotom jak A330 MRTT nie musielibyśmy kombinować z wysyłaniem małych C-295 CASA, z kilkoma przystankami, gdzieś daleko, na przykład do Afganistanu. Moglibyśmy też nie wydawać milionów złotych na nadzwyczajny transport maseczek z Chin - mówi generał Drewniak. Maszyny mogłyby też posłużyć do ewakuacji polskich obywateli na przykład z miejsca klęski żywiołowej, czy przywieźć osoby ranne w dużym wypadku gdzieś za granicą.

W czasie kiedy MON rezygnował z udziału w programie zakupu A330 MRTT, jednocześnie forsował ekspresowy zakup (łamiąc przy tym prawo) samolotów do transportu polityków, za łącznie trzy miliardy złotych. - Sugerowaliśmy kierownictwu MON, żeby te samoloty miały też możliwość ewakuacji medycznej - mówi generał Drewniak. Czyli była możliwość zdemontowania z ich wnętrza luksusowego wyposażenia i zamontowania w zamian noszy oraz temu podobnego sprzętu. - Uważaliśmy, że to dałoby nam cenną możliwość ewakuacji rannych na dużych odległościach. Niestety nasza sugestia została odrzucona - dodaje.

Tak wygląda tankowanie z konkurencji A330 MRTT, KC-46 Pegasus koncernu Boeing (co prawda maszyny mają poważne problemy i wojsko USA na razie odmówiło ich przyjmowania)

Zobacz wideo