Bill Gates wił się na krześle i powtarzał: "Nie pamiętam". Dwie dekady temu Microsoft uciekł spod topora

W 1998 r. amerykański Departament Stanu oskarżył Microsoft o praktyki monopolistyczne. Firmie z Redmond groził nawet podział na dwie odrębne spółki, a Bill Gates nie miał szczególnej ochoty na to, aby współpracować z wymiarem sprawiedliwości.

Departament Sprawiedliwości USA i 11 amerykańskich stanów w miniony wtorek złożyło w sądzie pozew przeciwko koncernowi Alphabet. W piśmie tym zarzucają właścicielowi Google'a praktyki monopolistyczne, czyli nadużywanie pozycji dominującej w rynkowej walce z konkurencją.

Zobacz wideo Tak Bill Gates wyobrażał sobie przyszłość w 1999 roku. Skąd on to wiedział? [TOPtech]

Google odpiera zarzuty. "Dzisiejszy pozew Departamentu Sprawiedliwości jest całkowicie błędny" - napisała firma w oświadczeniu. "Ludzie korzystają z Google, ponieważ decydują się na to, a nie dlatego, że są do tego zmuszani lub nie mogą znaleźć alternatywy".

Eksperci nie mają wątpliwości, że pozew przeciwko technologicznemu gigantowi może rozpocząć jedną z największych batalii prawnych na przestrzeni ostatnich lat, a nawet dekad. Pojawiają się nawet porównania do słynnego antymonopolowego postępowania przeciwko Microsoftowi, które mocno nadszarpnęło reputację Billa Gatesa i jego firmy. Przy tej okazji warto więc przypomnieć głośną sprawę, o której 22 lata temu mówiła cała Ameryka.

Bill Gates jedzie do Waszyngtonu

W 1998 r. Microsoft był już hegemonem na rynku nowych technologii. Amerykański koncern wraz z systemem Windows zdominował rynek komputerów. W kręgach amerykańskiego biznesu i polityki zaczęły pojawiać się kolejne oskarżenia o to, że pozycja firmy z Redmond staje się po prostu zbyt potężna. Niektórzy mówili wprost o rodzącym się monopolu.

Jako przykład podawano rywalizację na rynku przeglądarek internetowych. Przez lata największą popularnością wśród użytkowników cieszyła się przeglądarka Netscape Navigator. Pod koniec lat 90. Microsoft wraz z jego Internet Explorerem zaczął mocno podgryzać rynkowego rywala. Robił to m.in., wykorzystując popularność Windowsa. IE był dołączany do każdej kopii systemu, przez co, w relatywnie krótkim czasie, to aplikacja Microsoftu wygrała "wojnę przeglądarek".

3 marca 1998 roku Bill Gates, który pełnił wówczas w Microsofcie funkcję dyrektora generalnego, przybył do Waszyngtonu, aby zeznawać przed Senacką Komisją Sądownictwa i odpowiedzieć na pytania o to, czy jego firma nie wykorzystuje swojej dominującej pozycji na rynku.

Podczas czterogodzinnego przesłuchania 43-letni Gates rozpływał się nad tym, jak innowacyjną firmą jest Microsoft i jakie korzyści jej działalność przynosi amerykańskiej gospodarce. Ostrzegał też senatorów, że ewentualne rządowe restrykcje mogłyby zahamować rozwój całej branży. 

Tylko w ubiegłym roku branża oprogramowania wniosła do narodowej gospodarki ponad 100 mld dolarów. Jest też wielką szansą dla każdego przedsiębiorcy w Ameryce

- stwierdził Gates.

Innego zdania był prezes firmy Netscape, Jim Barksdale, który również był przesłuchiwany przed Senatem. Barksdale wprost zarzucał Microsoftowi praktyki monopolistyczne. Podobnie, jak szef koncernu Sun Microsystems, Scott McNealy, który apelował do senatorów o to, aby stanęli po stronie "ochrony możliwości wyboru konsumenta na rynku".

 

"Nie pamiętam"

Choć początkowo wydawało się, że Gates wyszedł z przesłuchania przed Senatem obronną ręką, to jednak 18 maja 1998 r. amerykański Departament Stanu złożył przeciwko Microsoftowi pozew, twierdząc, że firma naruszyła antymonopolową Ustawę Shermana z 1890 r. Prokurator zarzucał Microsoftowi, że wymusza on na producentach PC-tów, aby to Internet Explorer był domyślnie instalowaną przeglądarką na ich komputerach, co uderzało w konkurentów firmy z Redmond.

Przesłuchanie Billa Gatesa, które miało miejsce w sierpniu 1998 r., postawiło szefa Microsoftu w niekorzystnym świetle. Gates wił się na krześle, udzielał wymijających odpowiedzi, a czasami w ogóle nie reagował na pytania. Sprzeczał się o definicje takich określeń jak "konkurować", "my" czy "pytać".  Jak relacjonował "Businessweek", Bill Gates powtórzył zwrot "Nie pamiętam" tak wiele razy, że wywołało to śmiech u sędziego, gdy odsłuchiwał później fragmenty jego zeznań.

Ostatecznie w kwietniu 2000 roku sąd uznał, że Microsoft naruszył ustawę Shermana i nakazał firmie podział na dwie niezależne spółki. Tak się jednak nie stało. Microsoft odwołał się od wyroku i... wygrał, co zmusiło Departament Sprawiedliwości do zaproponowania ugody.

Ta została zawarta 2 listopada 2001 r. Microsoft nie został podzielony, ale na firmę nałożono kilka obostrzeń. Nie mogła już zmuszać producentów PC-tów do współpracy na wyłączność. Microsoft został też zobowiązany do udostępniania swoich interfejsów API programistom, aby umożliwić im tworzenie aplikacji dla systemu Windows.

Choć Microsoft wyszedł ze starcia z wymiarem sprawiedliwości niemal bez szwanku, to jednak po wielu latach Bill Gates przyznał, że sprawa ta odcisnęła piętno na firmie i miała swój wpływ na to, że firma z Redmond nigdy nie zaistniała na rynku urządzeń mobilnych.

Nie ma wątpliwości, że pozew antymonopolowy był szkodliwy dla Microsoftu. Gdyby nie on, bardziej skupilibyśmy się na stworzeniu mobilnego systemu operacyjnego. Wówczas zamiast Androida, korzystałbyś dziś z Windows Mobile

- stwierdził Gates w rozmowie z CNBC.

Choć Bill Gates może mieć trochę racji, to założyciel Microsoftu nieco się zagalopował. Porażka Microsoftu na rynku smartfonów, to efekt wielu różnych błędów popełnionych przez firmę, a nie jednego procesu sądowego sprzed 22 lat. To już jednak temat na zupełnie inne rozważania.