Trump "zbanował" Xiaomi. Czy Chińczycy mogą podzielić los Huawei? Na razie nie

Daniel Maikowski
Z nieoficjalnych ustaleń Reutersa wynika, że Xiaomi trafiło na "czarną listę" amerykańskiego Pentagonu, który uznał znanego producenta smartfonów za "chińską firmę wojskową".

Donald Trump jeszcze tylko przez kilka dni będzie sprawował urząd prezydenta USA. Już wkrótce na tym stanowisku zastąpi go bowiem Joe Biden. Na sam koniec kadencji Trump postanowił "odpalić jeszcze jedną bombę". Jak wynika z ustaleń agencji Reutera, kilka chińskich koncernów trafiło właśnie na "czarną listę" amerykańskiego Pentagonu.

Zobacz wideo 5 gier, które w 2020 roku zrobiły na nas największe wrażenie. Są niespodzianki

Na liście znalazł się między innymi producent samolotów Comac, a także - a może przede wszystkim - jeden z największych gigantów w branży smartfonów, czyli niezwykle popularne w Polsce Xiaomi. Amerykańska administracja uznała, że podmioty te są powiązane z chińskim wojskiem.

Xiaomi "zbanowane" przez Trumpa. Czy może podzielić los Huawei?

Co ta decyzja oznacza dla Xiaomi? Nic dobrego. Na mocy obowiązujących przepisów inwestorzy nie mogą współpracować z firmami znajdującymi się na "czarnej liście". Z ustaleń Reutersa wynika, że powiązania z Xiaomi i kilkoma innymi firmami muszą zostać przerwane przed 11 listopada br.

Warto zaznaczyć, że lista, na którą trafiło Xiaomi nie jest słynną "czarną listą Departamentu Handlu Stanów Zjednoczonych", na którą w 2019 roku trafiło Huawei. To dość istotne. Gdyby Xiaomi trafiło również na tę listę, to amerykańskie firmy nie mogłyby udostępniać Chińczykom swoich technologii.

W praktyce oznaczałoby to, że smartfony Xiaomi zostałyby pozbawione usług i aplikacji Google. W 2019 roku taki los spotkał Huawei. W przypadku Xiaomi kłopoty byłyby jeszcze większe. Chiński producent korzysta nie tylko z amerykańskiego oprogramowania, ale i podzespołów. Smartfony Xiaomi napędzają procesory Snapdragon, których producentem jest koncern Qualcomm.

Xiaomi odpowiada: Przestrzegamy prawa

W reakcji na decyzję amerykańskiej administracji Xiaomi wydało oświadczenie o następującej treści:

Firma przestrzega prawa i działa zgodnie z odpowiednimi regulacjami jurysdykcji w krajach, w których prowadzi swoją działalność. Dostarcza produkty i usługi do użytku cywilnego i komercyjnego. Firma potwierdza, że nie jest własnością, nie jest kontrolowana ani nie jest powiązana z chińskim wojskiem i nie jest 'komunistyczną chińską firmą wojskową' jak to definiuje NDAA. Firma podejmie odpowiednie działania w celu ochrony interesów Spółki oraz jej akcjonariuszy.
Firma analizuje potencjalne konsekwencje tego wydarzenia, aby uzyskać pełniejsze zrozumienie ich wpływu na Grupę. Jeśli będzie to stosowne, firma wyda dalsze oświadczenia.

Istnieje szansa, że nowy amerykański prezydent Joe Biden zmieni część decyzji wydanych przez swojego poprzednika. W odniesieniu do "czarnej listy" Pentagonu wydaje się to jednak mało prawdopodobne. Jest ona bowiem regulowana na podstawie przepisów z 1999 roku, które nakładają na Departament Obrony obowiązek sporządzenia katalogu firm należących lub kontrolowanych przez chińskie wojsko.

Co ciekawe, amerykańska administracja wdrożyła te przepisy dopiero w tym roku, umieszczając na liście 35 firm, w tym naftowego giganta CNOOC oraz producenta chipów SMIC.