"Elitarna" aplikacja Clubhouse bije rekordy popularności. Korzysta z niej Elon Musk, a zaproszenia dostają wybrani

Daniel Maikowski
O Clubhouse jeszcze kilka miesięcy temu słyszało niewielu. Dziś na temat aplikacji rozpisują się media na całym świecie, a za zaproszenie do "ekskluzywnego klubu" niektórzy płacą spore pieniądze. Na czym polega fenomen Clubhouse?

Clubhouse to serwis społecznościowy, który działa na nieco innych zasadach niż Facebook, TikTok czy też Twitter. Aplikacja umożliwia bowiem jedynie prowadzenie rozmów głosowych - nie znajdziemy tu czatów, tablic z wpisami i wiadomościami, emotikon czy filtrów wideo.

Zobacz wideo Upadek technologicznych gigantów. Te firmy stały się cieniem swojej dawnej wielkości [TopTECH]

Użytkownicy Clubhouse spotykają się w tzw. pokojach, w których dyskutują na różne tematy. Pokoje mogą być otwarte lub zamknięte. W tym drugim wypadku do dyskusji mogą dołączyć te osoby, które otrzymały zaproszenie. Brzmi banalnie? I tak jest. Clubhouse nie przyciąga do siebie setkami funkcji. To aplikacja, która służy wyłącznie jednemu celowi - dyskusji. Skąd nagły wybuch jej popularności?

ClubhouseClubhouse fot. Unsplash

COVID-19 i gwiazdy na pokładzie

Po pierwsze, Clubhouse trafił w idealny moment. Aplikacja, której twórcami są Paul Davison (twórca startupu Highlight, przejętego w 2011 r. przez Pinterest) oraz Rohan Seth (były inżynier w Google), wystartowała w kwietniu 2020 roku, czyli w samym środku pandemii COVID-19.

Pandemia koronawirusa okazała się czasem żniw dla wszelkiej maści komunikatorów internetowych, co pokazał nagły wzrost popularności takich aplikacji jak Zoom czy Microsoft Teams. Mnóstwo osób pracuje zdalnie i potrzebna jest im niezawodna platforma do komunikacji. Inni w czasie lockdownu szukają natomiast kontaktu z drugim człowiekiem lub zwyczajnie się nudzą.

Oczywiście nie wystarczy trafić w idealny moment. Codziennie w sklepach Google Play i Apple AppStore pojawiają się dziesiątki tego rodzaju aplikacji, a sukces odnoszą nieliczne. W przypadku Clubhouse za ten sukces odpowiada w dużej mierze poczucie ekskluzywności.

Twórcy aplikacji zastosowali tu podobny trik, z którego wiele lat temu skorzystał Gmail. Aby założyć swoje konto na Clubhouse, musimy otrzymać zaproszenie od innego użytkownika serwisu, a liczba takich zaproszeń jest mocno ograniczona. Społeczność Clubhouse rozrasta się więc w sposób organiczny, a łatka "niedostępności" sprawia, że o aplikacji jest coraz głośniej.

Jeszcze w grudniu ub. roku z serwisu korzystało 600 tys., osób, tymczasem - jak podaje serwis Backlinko - w tym tygodniu liczba zarejestrowanych użytkowników przekroczyła 6 mln.

Wszystko za sprawą Elona Muska. Założyciel firm Tesla Motors i SpaceX oraz najbogatszy człowiek na świecie niedawno założył konto w serwisie i na początku lutego za pośrednictwem Clubhouse udzielił wywiadu, któremu przysłuchiwało się 5 tysięcy użytkowników aplikacji. Dlaczego jedynie 5 tysięcy? To maksymalna liczba osób, która może przebywać w danym pokoju.

Elon Musk nie jest oczywiście jedynym celebrytą, który korzysta z aplikacji. Swoje konto na platformie założyli również m.in. Oprah Winfrey, Vlad Tenev (prezes startupu Robinhood), Mark Zuckerberg, Drake, Terry Crews, Ashton Kutcher czy Chris Rock.

Barierą wejścia do Clubhouse może okazać się również nasz smartfon. Póki co, aplikacja dostępna jest jedynie dla użytkowników iPhone'ów. Twórcy podkreślają jednak, że prace nad wersją na Androida już się toczą. Niewykluczone również, że po wyjściu z fazy testów aplikacja stanie się dostępna dla wszystkich zainteresowanych - wówczas nie będzie już trzeba czekać na zaproszenie.

Na ten moment konto w aplikacji Clubhouse wciąż jest jednak towarem deficytowym. Nie trzeba było więc długo czekać na pojawienie się cwaniaków, którzy sprzedają zaproszenia. Takie oferty pojawiły się m.in. na Allegro, gdzie za konto na Clubhouse sprzedawcy liczą sobie od 250 do 500 zł. Aukcje zostały już usunięte przez administracje serwisu, gdyż naruszają one jego regulamin.

ClubhouseClubhouse Clubhouse

Clubhouse może być wart miliardy dolarów

Clubhouse może okazać się prawdziwą żyłą złota. Jeszcze w maju ub. roku aplikacja była wyceniana na 100 mln dolarów, tymczasem na początku roku jej szacowana wartość przekroczyła 1 mld dolarów. Tym samym Clubhouse dołączył do grona tzw. jednorożców. Warto dodać, że mówimy tu o startupie, który na ten moment wciąż zatrudnia jedynie 10 osób.

O finansowym potencjale Clubhouse może świadczyć fakt, że gdy pod koniec stycznia br. Musk wspomniał o serwisie na Twitterze, akcje spółki Clubhouse Media Group wystrzeliły na giełdzie o ponad 100 proc. Sęk w tym, że firma ta nie ma absolutnie nic wspólnego z aplikacją Clubhouse. Inwestorzy zasugerowali się po prostu zbieżnością nazw.