Odkładasz wszystko na później? Wspaniale. To jedna z cech najbardziej kreatywnych osób

Mona Lisa nie zostałaby arcydziełem, gdyby Leonardo da Vinci nie był notorycznym prokrastynatorem. Co masz zrobić dzisiaj, zrób jutro, a twoja praca będzie bardziej kreatywna! Okazuje się, że - paradoksalnie - odkładanie pracy na później może przynieść korzyści.

Prokrastynacja nikomu nie kojarzy się pozytywnie. To chorobliwe odwlekanie pracy na później i w efekcie albo robienie czegoś na ostatnią chwilę, albo nawet niepodjęcie działania. Psycholodzy uznają prokrastynację za zaburzenie psychiczne, m.in. dlatego, że może wpływać destrukcyjnie na nasze życie, a w skrajnych przypadkach prowadzi do stanów nerwicowych i depresyjnych. Osoby notorycznie odwlekający pracę „na później” powtarzają za każdym razem ten sam schemat: odkładają wykonanie zadania „na jutro”, szukają przy tym różnych wymówek, które mogą usprawiedliwić brak działania. Wykonują pracę w ostatniej chwili, a w skrajnych przypadkach nawet jej nie podejmują. Za każdym razem obiecują sobie, że nigdy już nie będą pracować w taki sposób, po czym przy kolejnym zadaniu idą tą samą drogą. Towarzyszy im często złość (na siebie), poczucie winy, wstyd itp.

Czy w takim zachowaniu może być cokolwiek pozytywnego? Okazuje się, że tak. Profesor Adam Grant z Uniwersytetu Pensylwania udowadnia, że prokrastynatorzy są kreatywniejsi niż pozostali ludzie. Grant zestawia prokrastynację z prekrastynacją, czyli odwrotnym zachowaniem, polegającym na chęci jak najszybszego wykonania danego zadania, aby mieć je już „z głowy”. Wydawałoby się, że to bardzo pożądana cecha, ale okazuje się jednak, że niekoniecznie.

Prokrastynacja pod lupą

Profesora zainspirowała Jihae Shin, która kiedyś była jedną z jego najbłyskotliwszych studentek, a obecnie jest profesorem na Uniwersytecie Wisconsin. Powiedziała, że najkreatywniejsze rozwiązania przychodzą jej do głowy wtedy, kiedy odkłada pracę „na później”. Shin postanowiła sprawdzić, czy istnieje taka prawidłowość na szerszą skalę.

Najpierw przeprowadziła badania w dwóch różnych firmach, biorąc pod uwagę, jak często pracownicy odkładają zajęcia na potem, a następnie poprosiła ich przełożonych o opinię po kątem kreatywności podwładnych. Okazało się, że pracownicy-prokrastynatorzy najczęściej byli wymieniani jako najbardziej innowacyjni w swoich pomysłach.

Kolejny eksperyment Shin przeprowadziła w warunkach laboratoryjnych. Losowo dobrała trzy grupy. Zadaniem wszystkich uczestników badania było przedstawienie jak najciekawszych pomysłów na biznes. Członkowie pierwszej grupy zgłaszali od razu swoje idee, a drugiej dostali dodatkowe 5 minut na szybkie partyjki dwóch gier – sapera lub pasjansa. I dopiero wtedy przedstawili swoje pomysły. Shin obliczyła, że druga grupa miała o 28 proc. ciekawsze uwagi od pierwszej. Na podstawie tego wysnuła tezę, że odkładanie zadań w czasie może przyczynić się do większej kreatywności. O trzeciej grupie – za chwilę.

Wielcy prokrastynatorzy

Profesor Adam Grant powołując się na badania Jihae Shin wyjaśnia w swojej książce „Originals: How non-conformists change the world”, że większa kreatywność wynika z czasu, jaki ma prokrastynator. Pierwsze rozwiązania, które przychodzą nam do głowy, zazwyczaj są zwyczajne, konwencjonalne, rzadko kiedy przełamują schematy. Natomiast przesunięcie działania „na potem” sprawia, że można przeznaczyć więcej czasu na myślenie, szukanie nowych pomysłów, co prowadzi do kreatywniejszych rozwiązań.

Według Granta wiele wybitnych dzieł, które obecnie podziwiamy, nie powstałoby, gdyby nie prokrastynacja. Przykładem mogą być najważniejsze przemówienia w historii, które zostały napisane w ostatniej chwili – choćby słynna mowa Martina Luthera Kinga „I have a dream”, wygłoszona podczas Marszu na Waszyngton. Wystąpienie wywarło ogromny wpływ na opinię publiczną, w konsekwencji czego Martin Luther King otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla i został Człowiekiem Roku tygodnika „Time”.

Z prokrastynacją zmagał się również geniusz wszechczasów, Leonardo da Vinci, który wiele lat malował swoje obrazy, np. Mona Lisę, robiąc sobie wielomiesięczne „przerwy” w pracy np. na eksperymenty z optyką. Zdaniem Granta to dzięki tym dodatkowym zajęciom mistrz doskonalił swój warsztat i dlatego właśnie namalował arcydzieło.

Nauka przekładania „na jutro”

W jednym z artykułów opublikowanych na łamach „New York Timesa” prof. Grant opisuje siebie jako prekrastynatora. „Przez wiele lat, wierzyłem, że wszystko warto robić wcześniej. Przez całe studia oddawałem prace przed terminem, łącznie z pracą dyplomową, którą złożyłem cztery miesiące przed czasem. Moi współlokatorzy żartowali, że mam produktywną formę zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych” - pisze Grant. Jego zdaniem prekrastynacja to potrzeba natychmiastowego rozpoczęcia zadania, aby jak najszybciej je zakończyć. I tak jak dla prokrastynatora odroczenie jest normą, tak dla „pre” – prawdziwą agonią.

Grant zainspirowany badaniami Jihae Shin, postanowił wyćwiczyć u siebie mechanizm odłożenia pracy. Jak sam przyznaje, nie było to na początku łatwe, ale opłacało się. Prawie sto lat temu rosyjska psycholożka Bluma Zeigarnik odkryła, że ludzie lepiej pamiętają niedokończone zadania niż te, które wykonali. „Gdy skończymy projekt, możemy go złożyć i o nim zapomnieć – pisze Grant. – Ale kiedy jest w stanie zawieszenia, pozostaje aktywny w naszych umysłach”. To właśnie sprawia, że efekty pracy prokrastynatorów bywają kreatywniejsze od prac ludzi, którzy dawno już skończyli zadanie i o nim zapomnieli.

Trzecia grupa

W eksperymencie Jihae Shin była również trzecia grupa uczestników. Mieli oni rozpocząć zadanie w ostatniej chwili. Niestety, nie byli oni tak kreatywni, jak obie poprzednie grupy. Musieli się bardzo spieszyć i nie mieli czasu na rozważanie ciekawych czy innowacyjnych pomysłów. Wykonali swoją pracę, ale bardzo przeciętnie.