Palisz? Możesz być bez pracy dłużej niż inni i mniej zarabiać

O tym, jak zgubny w skutkach może być tytoniowy nałóg przekonała się Patrycja, energiczna trzydziestoparolatka. Przez kilka lat pracowała w w dużej firmie ubezpieczeniowej w centrum Warszawy. Była coraz lepsza i pięła się w górę. Lubiła swoją pracę, nie stresowała jej, ale czasem jedyną okazją chwilowego odprężenia stawał się tzw. dymek. Wcześnie nie paliła – teraz, żeby zdobyć chwilę swobody zaczęła palić z innymi kolegami. W końcu szef zaproponował: pojedziesz do naszego biura do Londynu. W Polsce nie miała zobowiązań, zgodziła się.

Pojechała, któregoś dnia wyszła na papierosa. I wylądowała u angielskiego szefa na dywaniku. Zagroził, że jeśli jeszcze raz złamie bezwzględny zakaz palenia w miejscu pracy – wróci do Polski pierwszym samolotem.

Palący dłużej bezrobotni

O ile w Polsce walka z paleniem w miejscu publicznym nie jest tak zaawansowana, na zachodzie Europy na przysłowiowego dymka w pracy nie ma miejsca. Nie można palić wewnątrz ani przed budynkiem, a nawet w służbowych środkach transportu.

Najświeższe badania przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Kalifornijskiego pokazują, że palacze zwykle posiadają szereg negatywnych cech utrudniających im życie prywatne i zawodowe. Choć w większości palacze – w porównaniu do niepalących – są młodsi, to jednocześnie gorzej wykształceni, bardziej chorowici i bardziej podatni na łamanie prawa. Co najważniejsze – więcej niż połowa badanych pozostawała bezrobotna przez więcej niż pół roku. 60 proc. z nich straciło pracę, bo skończył im się kontrakt i firmy po prostu podziękowały im za współpracę.

Kalifornijscy naukowcy nie wyjaśniają przyczyn takiego stanu rzeczy. Ale w badaniach zwraca uwagę pewna zależność. Zapytani, na co wydają najwięcej zarobionych pieniędzy palacze na pierwszym miejscu wymieniali właśnie papierosy. Dopiero dalej transport, telefon komórkowych czy dbanie o siebie.

Pojawiły się już pierwsze głosy krytyczne wobec kalifornijskich badań. Wśród zarzutów powtarza się przede wszystkim ten dotyczący małej próby badawczej (w badania wzięło udział 131 palących pracujących i 120 palących bezrobotnych). Poza tym, badania miały miejsce w specyficznym regionie San Francisco, gdzie prawa ograniczające palenie w pracy są bardziej liberalne niż w innych stanach.

Prawo a życie

W Polsce palącym w miejscach objętych zakazem grozi 500 zł grzywny. Nałożyć ją może jednak tylko straż gminna lub policja, pracodawca może najwyżej zawiadomić o zdarzeniu odpowiednie służby.

Najczęściej brak wyznaczonego miejsca do palenia skutkuje tym, że pracownicy wychodzą na zewnątrz budynku. Eksperci wskazują, że minuty spędzone na papierosie nie są czasem wykonywania obowiązków pracowniczych. Ważny jest też aspekt bezpieczeństwa – zwłaszcza, że palenie najczęściej odbywa się w ruchliwych miejscach.

Polskie prawo zezwala na walkę z kłopotliwym nałogiem podwładnych głównie przez zakazy. Chociaż Kodeks pracy nie reguluje kwestii przerw na papierosa, pracodawcy przysługuje prawo, by w wewnętrznym regulaminie zakazać palenia na terenie całego zakładu. Może też zabronić wychodzenia na papierosa na terenie zakładu pracy podczas dozwolonych przepisami prawa przerw. Istnieje też możliwość wprowadzenia kar porządkowych za nieprzestrzeganie takich zakazów.

Coraz więcej firm próbuje z nałogiem pracowników walczyć inaczej, decydując się na wprowadzenie benefitów pracowniczych: poszerzonej opieki medycznej lub udziału w programach promocji zdrowego stylu życia.

Mocnym argumentem przekonującym do rzucenia palenia są zarobki. Eksperci wskazują, że osoby palące zarabiają statystycznie 80 proc. tego, co ich niepalący koledzy. Dotyczy to nawet tzw. palaczy okazjonalnych. W najlepszej sytuacji są ci, którzy kiedyś byli palaczami, a potem zdecydowali się porzucić nałóg. Badania wykazały, że ze względu na to, że są oceniani przez swoich przełożonych jako osoby zdyscyplinowane i z silną wolą, zarabiają nawet 7 proc. więcej niż pracownicy, którzy nie palili w ogóle.